15 września
Rano mam kaca. Wczoraj wieczorem, po raz pierwszy i ostatni podczas tegorocznego pobytu dyskutowałem z tym moim Radiomaryjnikiem Nachalnym na tematy polityczne. Aby się nie wk...ić aż do granicy zawału bądź wylewu musiałem moderować dyskusję przy pomocy wódki artemiwskiej. Pomogło, szlag mnie nie trafił. Ale poszła cała flaszka 0,7 l. Ledwie jej starczyło.
Śniadanie jemy więc dziś sporo później, nie spieszymy się. Ani się obejrzeliśmy, już jest prawie południe.
Ale przejść się gdzieś trzeba koniecznie. Wędrujemy sobie zatem z Sękowca stokówką pod Otrytem do Chmiela, z lasu wychodzimy na sam koniec wsi. Skręcamy w prawo i wiejską drogą dochodzimy do skrzyżowania, a tam jest sklep. A w sklepie piwo.
No i się rozsiadamy przy owym sklepie. Piwo nam smakuje tylko z powodu kaca, gdyż najmniejszego nawet zmęczenia nie odczuwamy. Jesteśmy obaj w niezłej jak na oldboyów formie, te kilka km wczoraj i mniej więcej tyle samo dzisiaj to zaledwie małe miki. Jeszcze się nałazimy. Oj, nałazimy !
Pod sklepem lokuje się koło nas jakieś przeraźliwie ceprowskie towarzystwo z Pomorza i Warszawy - są chyba 1-szy raz w Bieszczadach. Dwie panie i jeden pan. Oglądają mapę, dukają odczytywane nazwy, mają totalny mętlik w głowach.
Po kilku luźnych, mimochodem rzuconych uwagach staję się dla nich wielkim bieszczadzkim guru. Niestety, za dwa dni już wyjeżdżają, gdzie by ich zatem sensownie wysłać ? Bo jak do tej pory, sądząc z ich relacji, to raczej wozili d... nie dość że samochodem, to jeszcze bez (bieszczadzkiego) sensu.
Tłumaczę im zatem, jak krowie na rowie, co to jest Grób Hrabiny, czyj to grób, gdzie on jest i jak do niego dojechać (najpierw) i dojść (następnie). Daję im także adres www Naszego Forum, ale chyba nadaremnie. To tak, jak by (cyt.) "rzucać perły przed wieprze" (Kornel Makuszyński).
Towarzystwo w końcu żegna się z nami, spieszą się na jakiś wyznaczony im godzinowo posiłek.
Nam tez czas już wracać, no bo ile można w końcu siedzieć pod sklepem? Gdyby to był chociaż sklep zatwarnicki na końcu świata i ze słynną kultową wiatą, ale to przecież tylko jakiś pospolity przydrożny Chmiel.
Nie chce nam się wlec szosą 4 km do Sękowca. Ale chyba musimy.
A jednak - nie musimy. Nieoczekiwanie, bez żadnego naszego machania, zatrzymuje się przy nas terenówka, a niej Henryk - służbowo gospodarz terenu, a prywatnie - gospodarz domu, w którym już trzeci dzień mieszkamy. W mig dojeżdżamy z nim do Sękowca.
Wieczorem spotykamy się w barku w liczniejszym towarzystwie. Są też Piskal z Wojtkiem Myśliwcem, Jurko i oczywiście niezastąpiona Ula. W tym miejscu wyjaśniam, że "Myśliwiec" to nie nazwisko, lecz drugi człon pseudonimu Piskalskiego kolegi z Torunia. No bo skoro są na forum zalogowani Wojtek1121 i Wojtek Legionowo, to czemu ma nie być tam także Wojtka Myśliwca? Ponadto jest to bardzo czytelna sugestia do pojawienia się z kolei Wojtka Bombowca (wszystkich nowych Wojciechów zachęcam do przyjęcia właśnie takiego nicka).
Po raz kolejny przekonuję się też, że świat jest mały. Zgadaliśmy się z Jurko, że znam Jego rodzonego brata (Ryszarda).
Ustalamy plan jutrzejszej wycieczki na Dwernik Kamień. W tym momencie jeszcze nie wiem, że ja osobiście tego planu nie wykonam, ba! - w ogóle z niego zrezygnuję.
A mój kum, ów Radiomaryjnik Nachalny, tez jeszcze nawet nie zdaje sobie sprawy, że już jutro otrzyma bieszczadzko - dożywotni pseudonim: "Ojciec Prowadzący".
CDN
.


