Że też nam o tym wtedy nie przypomniałeś !
18 września (druga połowa dnia)
Popołudniu ładujemy się w tym samym składzie, co rano, do Wojtkowego "rosomaka" i wyruszamy do Krywego. Jedziemy przez Zatwarnicę, przy kościele wjeżdżamy na drogę stokową i walimy nią tak jak nakazuje mapa i damski głos z urządzenia nawigacyjnego w samochodzie. A jest to głos bardzo zmysłowy, chętnie bym tę panią poznał. Oczywiście jedynie w celu zapisania jej na listę Naszego Forum.
Na stokówce spotykamy silną grupę turystów powracających właśnie z Krywego. Chwalą się, że pokonali strasznie szeroką rzekę - potok Hulski (jeden z nich jeszcze nie wysechł). Są to: Andrzej627, Jurko (ten mokry), Piskal i Wojtek Myśliwiec. Miny mają jednak smętne - gryzie ich sumienie z powodu pozostawienia w puszczy małego kotka.
Pogadawszy z nimi kilka minut ruszamy dalej. Wjeżdżamy na ostatni odcinek wiodący od stokówki do zabudowań Tosi. Wojtek przełącza samochód na napęd na 5 kół, tj. łącznie z zapasowym. Spalając pewnie jeden litr benzyny na jeden km drogi, docieramy powoli do agroturystycznej Tosi. Całujemy klamkę, jako że nikogo tam nie ma, ani Tosi i jej męża, ani żadnego agroturysty.
Podjeżdżamy bliżej w kierunku Sanu, a następnie spieszamy się. Tak - nie "spieszymy", lecz właśnie "spieszamy" - jak niegdyś kawaleria po zjedzeniu własnych koni. Podchodzimy do resztek ruin mostu rozebranego na wiosnę 1999 r.
Wojtek1121 podszedł do Sanu i na chwilę zadumał się. Potem wręczył mi kamerę i kazał filmować.
Wszystko odbyło się prawie dokładnie tak jak kilka tysięcy lat temu:
"21. A Mojżesz wyciągnął rękę nad morze. Pan zaś sprowadził gwałtowny wiatr wschodni wiejący przez całą noc i cofnął morze, i zamienił w suchy ląd. Wody się rozstąpiły.
22. A synowie izraelscy szli środkiem morza po suchym gruncie, wody zaś były im jakby murem po ich prawej i lewej stronie."
(Biblia. Exodus, rozdział 14.
Wyd.Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1994. ).
Reasumując, Wojtuś przeszedł pieszo wszerz San w te i we w te. Nie utonął i nawet niewiele się zamoczył. A wszystko to zostało sfilmowane ręką piszącą teraz te słowa.
O godz. 19:30 dwie grupy turystyczne wreszcie się zintegrowały. Najpierw spotkaliśmy się w Piskalowej willi, ale ponieważ nie mogliśmy tam odtworzyć mojego debiutu filmowego, przenieśliśmy się do baru. Zastępca i przyszły następca gospodarza (Janusz) pomógł nam wszystko właściwie podłączyć i mogliśmy na ekranie TV jeszcze raz przeżywać Wojtkowy wyczyn.
Znając Andrzeja627 domyślam się, iż zaraz zamieści tu link do owego filmiku. Niejako z góry się więc usprawiedliwię:
- z wrażenia drżała mi trochę ręka, co niestety nieco odbiło się na jakości filmu, nie umniejszając jednak jego wartości artystycznej,
- krzycząc do Wojtka coś o "gwizdach syren" zapomniałem dodać, iż "jak wody przybędzie, to i rym będzie".
CDN
.



.