Ostatno oglądałem filmy o tym człowieku, a mówią o nim w czasie przseszłym bo zginą rozszarpany przez niedzwiedzia. W filmie przedstwiono dokładnie okoliczności jego śmierci.
Wersja do druku
Ostatno oglądałem filmy o tym człowieku, a mówią o nim w czasie przseszłym bo zginą rozszarpany przez niedzwiedzia. W filmie przedstwiono dokładnie okoliczności jego śmierci.
Tak mi się też coś wydawało, że nie żyje... wielka szkoda :( A nic o niedźwiedziu nie słyszałam ale widocznie źle słuchałam.
Chyba o innego człeka chodzi, co to ponoć został przez wilki zabity
http://www.cbc.ca/sask/features/wolves/2.html
PS. w kwestii poprawności językowej...
;)Cytat:
żeby nie było się do czego czepiać.
Czasem nie ma sensu czepiać się, ewentualnie zwrócić uwagę pół żartem pół serio, przecież treść zawsze jest ważniejsza od formy;)
A nie popełnia błędów ten tylko, co nic nie robi;)
Pozdrawiam:)
@ Trauma
Jeżeli interesuje Cię problem wilczy to może kiedyś połazimy z Wojtkiem tropicielem. Jak skończysz tatrzańskie zauroczenie to zapraszam.
Z przyjemnością;):)
Wracając do wilczych problemów. Tak sobie poczytuję jakieś hamerykańskie fora na temat wypadku Kentona Carnegie, oficjalnie uznanego za pierwszą ofiarę wilków w Ameryce Płn.
W jednej z wypowiedzi spotkałem się z zarzutem, że brak dowodów takowych ataków wynika z bardzo trudnymi do spełnienia warunkami, by oficjalnie uznać taki atak za udokumentowany.
Mianowicie, rzekomo cztery warunki muszą zostać spełnione:
1. Wilk musi zostać zabity, przebadany i zdrowy - chodzi o brak wirusa wścieklizny.
2. Wilk nigdy nie był trzymany w niewoli.
3. Jest naoczny świadek ataku.
4. Ofiara musi być śmiertelna.
Zakładając wiarygodność osoby prezentującej te warunki, wychodzi na to, że musiało tam dochodzić do ataków wielokrotnie, tyle że ze strony
a) wilków zarażonych wścieklizną
b) skrzyżowanych ze zdziczałymi psami
c) brak było świadków
d) człowiek się wybronił.
Powiem szczerze, że problem wg mnie dotyczy krzyżówek, czy zdziczałych psów. Jednego takiego spotkałem na swej drodze, dobrze, że był "najlepszym przyjacielem człowieka".
Ale czułem się ... niezbyt komfortowo, szczególnie, że dzieciaka na rękach trzymałem.
Stałem w strumieniu, a ten łaził, obwąchiwał, lizac próbował, a ja myślałem co zrobić jeśli uchleje - dziecko do strumienia wrzucić i się z psem naparzać?
Towarzyszył nam całą drogę asfaltem od prawie Krzywego Mostu do Bystrego.
Inne psy bywaja agresywne, niektóre krzyżowania genów mieszają pewnie we łbie.
A na terenie tak małym jak Bieszczady o takowe krzyżówki będzie coraz łatwiej.
No i wilki się 100% synantropami staną i polować na jamniki będą pod cukiernią U Szelców.
Pozdrawiam:)
Kiedyś na temat hybryd rozmawialiśmy z dr Śmietaną. Oficjalnie naukowcom znana jest jedna para: ona wilczurzyca=samica oczwarka niemieckiego, on basior. Szczenięta zostały zlikwidowane. Ja znam popłuczyny po hybrydzie czyli Lunę i jeszcze jedną parę ale o tym nie chcę pisać.
Co do wędrówki to zadzieram kiecę i lecę.
Dlaczego zlikwidowano potomstwo?
@ Wojtek hybrydy bywają bardzo niebezpieczne dla ludzi. Na Syberii ponoć atakują miejscowych.
@ Kropek być może.
Lucyno, to że hybrydy są niebezpieczne, to ja potrafię sobie wyobrazić, a i naczytałem się już dość;)
Ja pytam o oficjalny powód zabicia szczeniąt.
Ktoś z mocy prawa musiał wyrazić zgodę.
No chyba, że mówisz o ...wioskowym sądzie na dokuczliwych psowatych;)
Czyli, że hybrydy zabija się z zasady, by utrzymać czystość gatunkową wilka?
Kto ma prawo/obowiązek eliminować takowe osobniki?
A kto ocenia, czy to wilk, czy hybryda?
Wiesz coś o tym Lucynko?
Absolutnie nie chcę, jedynie zastanawiam się jak sprawa wygląda formalnie.
Zauważam, czytając różne artykuły niemal ewolucje w systematyce wilków - podział na dzikie, żyjące na wolności, dzikie, ale trzymane kiedyś w niewoli oraz hybrydy - to by oznaczało jakieś "niemożliwe do powstrzymania zmiany.
Dlatego zastanowiło mnie stwierdzenie o wyeliminowaniu potomstwa.
Poza tym, by zapobiegać krzyżówkom trzeba by "eliminować" wałęsające się po okolicy psy - a tu o aktywności rakarzy nie słyszałem. O zgodzie na odstrzał też nie;)
Co innego nasze "zachciewajki", co innego oficjalna praca odpowiednich służb, czy instytucji.
Pozdrawiam:)
Wojtek to jedne z najczęściej zadawanych pytań odnośnie wilków.
Natura zapobiega krzyżówkom. Najlepszy przykład masz wJabłonkach. Pies jest dwojako traktowany przez wilki. Najczęściej w lesie jako konkurent do bazy pokarmowej. Wilki zabijają psa ale nie zjadają. Czasami, gdy sytuacja nazwijmy to życiowa drapieżników jest zła to nasze pupilki traktowane są jako pożywienie. Nie słychac aby doszło do mezaliansu w gminie Cisna.
Nie zapominaj, że wilki żyją w watasze. W stadzie tylko jedna wadera może mieć cieczkę. Gdyby inna także chciała zostać matką to samice stoczyłyby walkę. Na śmierć i życie. Nie słyszałam aby wadera która przegrała przeżyła. Obce wadery są sporadycznie przyjmowane do stada. Przeważnie są zabijane. Watahy to grupy rodzinne. Dlaczego doszło do powstania krzyżówki w Niemczech. Bo tam był tylko 1 basior. Nie było samic.
Czyli może u nas nie jest tak źle;)
...nie tak źle bo i miejscowi zaczynają brać sprawę w swoje ręce... wczoraj przed snem słyszałem ujadanie kundli we wsi na dole... po jakimś czasie, już bliżej lasu huk... coś jakby niezła wojskowa "petarda"... a dziś po południu wczorajszy trop dwóch wilców, schodzący z lasu nad Szybenicą prosto do wsi, gdzie szczekały miejscowe łancuchowce... Jak mi zaczną tak huczeć bliżej chałupy to sam się wezme za wyhodowanie jakiejś groźnej hybrydy (np. wkurwozaura), coby sobie dała redę z miejscowymi kłusolami... całe szczęscie po wnikliwej analizie okolicznych widoków pomiędzy karkiem a podłogą, nie znalazłem żednej farby... wstrzymuję się więc z badaniami nad potworem...jeszcze
Nie ryzykuj. Nie wiem ile w tym prawdy ale mieszkańcy Smoluchowa ciszą się złą sławą w Bieszczadach.
..ano bywało ... nie jest już tak źle... zdąrzyłem się troszkę wtopić w krajobraz...
Ledwie 3. tam zamieszkał a już takie plotki...Cytat:
Nie wiem ile w tym prawdy ale mieszkańcy Smoluchowa ciszą się złą sławą w Bieszczadach
Psy to taki trening walki wręcz dla wilków.
no to dalej nie wiem - czy te wilki, które sobie zabiorą jakiegoś psa ze wsi jedzą te psy czy tylko je zabijają?
...ee... no może troche mniej będą przypominać "Pierdonkę" ..ale już biegają prototypy... bo miejscowi strelali cosik... a swoją drogą.. ciekawy wywiad jest w innym temacie pt. Myśliwi... pozdrawiam miłośników Ciszy
co do mojej bytności a względy bezpieczeństwa we wsi.. to raczej boją się jak nie ide do sklepu i pod sklepem nie mam drobnych dla miejscowych.. o tak .. wtedy na nich pada blady stRach
co do piesów... to widziałem i połknięte i nadgryzione.. więc mnogość zabaw o dowolnośc interpretacji występuje u Szarych Braci względem zabaw ścierwem
Kanibalizm wśród wilków się ponoć zdarza, więc czemu by pogardzić jakimś krewnym.
No i młode trza nauczyć posługiwania się kłami, a zabawek drewnianych nie wystrugają...
Pozdrawiam:)
Ja bym sie o mieszance w Bieszczadach nie bal.
Widzialem z bliska morde basiora alfa w okolicach Kosowca zaden ze znanych mi psow by mu nie pokryl samicy nie ma takiej opcji.
Kiedys nie takie psy po lesie biegaly. O kilku legendy krazyly same w pojedynke do lasu chadzaly na 2 tygodnie i lepiej radzily se a mieszancow jak widac nie zostawily.
Jest tez mozliwosc ze basior pokryje jakas suke ale wtedy potomstwo zostaj w tzw domu a nie w lesie czyli problemu nie ma. Jest taka rasa jak wilczek czeski ktora z zalozenia ma cwierc krwi wilka a reszte bodaj owczarka niemieckiego widzialem takiego w bieszczadach. Dodatkowo zdarzaly sie w bieszczadach wilki mniej lub bardziej oswojone. Co by tu jeszcze..... jak wilk ma sposobnosc to wedle mnie czesciej jednak podje sobie tej psinki.. a co stac go. O kanibalizmie wsrod bieszczadzkich wilkow natomiast nie slyszalem.
Czeski wilczak jest akurat dobrym przykładem że krzyżowanie wilka z psem nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Ta rasa powstała (jest zarejestrowana w FCI) ze skrzyżowania wilka z z owczarkiem niemieckim w celu zwiększenia wytrzymałości i zdolności do regeneracji tego drugiego - miała to być główna cecha przekazana przez wilka; czyli miał powstać pies o charakterze owczarka i wytrzymałości wilka. I tak się - po części - stało. Wilczak jest 2 razy bardziej wytrzymały. Tyle że okazuje się, że przy krzyżowaniu wilka z psem, jako dominująca przekazywana jest inna cecha wilka: wilk jest bojaźliwym, strachliwym i nieufnym zwierzęciem. Z tego tez powodu wilczak jest trudnym w szkoleniu psem - na pewno nie dla każdego, ale poprzez kolejne pokolenia stał się coraz bardziej możliwym do ułożenia zwierzakiem, pracują m.in. w policji, ratownictwie, itp. Tyle że należy pamiętac o tym - co tu często jest pomijane - że wilczak to nie krzyżówka w prostej linii; ot bierzemy sobie wilka, psa i mamy wilczaka, albo coś podobnego - nigdy w życiu. Wilczak to efekt kilkudziesięcioletnej pracy badawczej, metodą prób i błędów a od roku 1983 w hodowli tej rasy nie stosuje się domieszki wilka - krzyżuje się już tylko wilczaki.
Przeczytałam w gazecie z programem telewizyjnym:
"Wilki wcale nie ostrzą sobie zębów na stada zwierząt hodowlanych.Dopóki wystarcza dla nich zwierzyny łownej, nie interesują się owcami, końmi czy krowami.Paradoksalnie - i wbrew obiegowej opinii - odstrzał wilków zwiększa zagrożenie dla zwierząt hodowlanych. Dzieje się tak, ponieważ zdziesiątkowanej przez myśliwych watasze trudniej jest polować na dziką zwierzynę."
no i znowy wychodzi na to, że jak człowiek zaczyna za bardzo kombinować, regulować przyrodę po swojemu i bawić się w Pana Boga to sam dostanie w końcu obuchem swojej własnej strzelby w łeb (nie wiem czy strzelba ma obuch czy cóś innego...;))
Zdaje się,że strzelba ma kolbę. Poza tym - racja,ludzie wciąż kombinują,jakby tu jeszcze być mądrzejszymi od natury,jej biologicznego rytmu,a skutki wiadome. Zamiast się przystosować,niszczą.,ile się da.Każdy głos rozsądku liczy się w tej mierze.Na ogół słychać wołanie "hej,Ignacy,daj gwintówkę".Bylażby równowaga,gdyby wilki miały koła łowieckie zaopatrzone w proch i strzelby no i ściśle określony kierunek regulacji natury: człowieka.
W dużej mierze tak. Im bardziej sprawna w polowaniu, silna wataha tym łatwiej im o zdobycz w lesie. Dodałabym jeszcze jedno. Ilość dostępnego pożywienia. Z tego co pamiętam badano ilość zjadanego mięsa z ofiary. Nie pamiętam danych ale chyba niegdyś wsuwały około 60 %, a teraz z 90%. Zresztą to widac gołym okiem, gdy znajduje się szczątki.
Dziś popytałam się jak to bywa z tymi wilkami. Ponoć psy powygryzane, drapieżniki szykują się na co poniektórych mieszkańców Bieszczadów. Byłam na sannie w okolicach Górzanki, Woli Górzańskiej i Bereźnicy. Oprócz tego grupę obsługiwali mieszkańcy Terki. To ludzie pracujący w lesie. I co? I nico. Żadnych wilków, tropów, podejść do biegających koni huculskich. Psinki, pieski, psy łazęgują po okolicy. Woźnicy (nie czytają podkarpackiego szmatławca), gdy im opowiadałam o krzywdach dziejących się ponoć w Bieszczadach patrzyli się na mnie jakbym to ja wilkiem była lub nadawała sie do leczenia w Jarosławiu.
Znowu Lucyno bedziesz Wojtkowi glowe zawracac.... eh... a co do leczenia to zawsze myslalem ze w Zurawicy jest psychiatryk ale nie jestem ekspertem. Bywa ze z ofiar wilkow nic nie pozostaje zalezy od pokroju ofiary glodu ucztujacych i danego im czasu.
Wygrzebane...
http://www.polowania.com.pl/polowania/wilki.htm
I coś jeszcze. Zacytuję tylko najciekawse fragmenty. Całośc znajdziecie na:
http://www.laspolski.net.pl/article....60318002527813
W każdym razie dużo śmiechu. Fragmenty podkreslone sa wybitnie komiczne a pogrubione bardzo ciekawe ;) Miłej lektury..
WILK A SPRAWA POLSKA
Wilk objęty całkowitą ochroną słono kosztuje podatnika. A społeczeństwo, niegdyś bardzo przychylnie nastawione do wilków, nie akceptuje już wzrostu populacji tego gatunku. Coraz mocniejsze są także głosy, że niezbędne jest prowadzenie jego odstrzału.
W Zatwarnicy kupujemy najnowszy numer "Gazety Bieszczadzkiej". Już z pierwszej strony czerwoną czcionką kłuje w oczy tytuł "Wilczy apetyt". W tym roku wilki jakby rozsmakowały się w bieszczadzkich psach. Kazimierz Ślączka z Jałowego stracił Niunię i Bolka. Mieszkająca kilkadziesiąt metrów dalej Danuta Sadkowska pożegnała Lolka i Rudego. Wiktor Domaradzki nie zobaczy już swej siedmiomiesięcznej dalmatynki Diany...
Takich przypadków artykuł wymienia około dziesięciu, z samych tylko okolic Ustrzyk Dolnych. Wszędzie ślady wskazują jednoznacznie - sprawcami były wilki. Tyle gazeta. Według ostrożnych szacunków w ciągu ostatnich siedmiu lat wilki zabiły w Bieszczadach kilkadziesiąt psów podwórzowych. Szczytem bezczelności z ich strony było porwanie airdale teriera z podwórka Franciszka Kaźmierczyka, jednego z największych polskich wilczarzy (ma on na koncie 58 upolowanych wilków). Przypadki zagryzania psów dotyczą nie tylko Bieszczadów. - W latach 2004 i 2005 na terenie mojego leśnictwa wilki zjadły ponad 20 psów.
Czy jesteśmy w stanie płacić tak duże pieniądze na ochronę gatunku, który w istocie wcale nie jest zagrożony wyginięciem? - pyta Edward Marszałek z RDLP w Krośnie. Coraz częściej myśliwi i leśnicy przebąkują, że wilka jest już tyle, iż można by powrócić do - ograniczonego, ale jednak - odstrzału.
Już osiem lat temu przewidywałem, co się stanie. Jako pierwsze wyginą dziki, potem w Bieszczadach skończy się jeleń, a wilki - nie kojarząc człowieka z zagrożeniem - zaczną zbliżać się do ich osad i wyjadać owce - mówi Andrzej Pawlak. - Nie spodziewałem się, że moje prognozy tak szybko się sprawdzą. Ocenia się, że na terenach leśnych zamieszkałych przez wilki, łupem tych drapieżników pada 25% populacji dziko żyjącej zwierzyny kopytnej. Na terenie większości bieszczadzkich nadleśnictw jelenie, sarny, dziki i zające występują już prawie w śladowych ilościach, w wyniku czego leśnicy obserwują stale pogłębiający się stan załamania podstawowej populacji tych niegdyś licznych tutaj zwierząt. (A MYŚLIWI - oni nie redukują?!!!, przyp. Zefir)Statystyki są w tej kwestii zatrważające, ponieważ tylko na terenie jednego województwa podkarpackiego w sezonie 2004/05 wilki upolowały ponad 400 dzików, jeleni i saren. Notoryczny brak naturalnego pokarmu w lesie skłania głodne drapieżniki do polowań na terenach znajdujących się we władaniu człowieka.
Artykuł w "Gazecie Bieszczadzkiej" kończy się wypowiedzią jednego z poszkodowanych: - Ja bym im dał radę i sprawę załatwił, ale się boję, żeby inna zwierzyna się nie nażarła i nie pozdychała. Chodzi oczywiście o wykładanie trucizny. O tak, ludzie nie zapomnieli o starych, sprawdzonych metodach tępienia drapieżników. Mieszkańcy Bieszczadów na pytanie, czy słyszeli o przypadkach nielegalnego pozyskania wilka, odpowiadają żartobliwie: Dzisiaj jeszcze nie.
Do 1995 roku w Bieszczadach odstrzeliwano średnio 35 wilków rocznie. Teraz nieśmiało mówi się o co najmniej kilkunastu nielegalnie pozyskiwanych wilkach w roku. Jest to przynajmniej połowa pozyskania z okresu przed wprowadzeniem wilka na listę gatunków chronionych - czytamy w pracy magisterskiej Tomasza Kałamarza, obecnie stażysty w Nadleśnictwie Bircza, obronionej w zeszłym roku na Wydziale Leśnym SGGW. - Czy nie jest to zbyt duża cena, płacona przez wilki teoretycznie objęte ochroną? Według niego wysokie nielegalne pozyskanie wskazuje, iż bierna ochrona wilka nie była najlepszym pomysłem. Podobnego zdania jest Kajetan Perzanowski. - Ten zakaz jest martwą literą prawa i doprowadził tylko do tego, że nie mamy kontroli nad populacją - mówi. - Nie wiemy, co się z nią dzieje, nie znamy poziomu śmiertelności, tego jakie zwierzęta są eliminowane, w jakim wieku... Te wszystkie dane były dawniej dokładnie znane i na ich podstawie można było prowadzić racjonalną gospodarkę. Ponadto, polowania prowadzone były tylko zimą, a przypadki kłusownictwa zdarzają się w ciągu całego roku, także w okresie rozrodczym. Prof. Jędrzejewski wskazuje, że kłusownictwo to jest dwojakiego rodzaju - obejmuje wnykarstwo i odstrzał przez nieuczciwych myśliwych. - Nie wierzę, by legalny odstrzał wyeliminował całkowicie odstrzał nielegalny. Ci myśliwi, którzy są nieuczciwi, dalej będą nieuczciwi. Jeżeli nawet będą mieli zezwolenie na odstrzał jednego wilka, to gdy im się trafi drugi, też go zastrzelą - mówi. - Jeżeli pozwolimy na legalny odstrzał wilka, to śmiertelność wzrośnie, bo będzie to dalej kłusownictwo plus legalny odstrzał. Odmiennego zdania jest Andrzej Pawlak. - Gdy wilk był zwierzęciem łownym, plany odstrzału nigdy nie były w pełni wykonywane - mówi. - Niektórzy ekolodzy boją się, że wilk zostanie w Bieszczadach całkowicie wystrzelany. Tymczasem nie ma takiej fizycznej możliwości, chociażby dlatego, że nie da się niepostrzeżenie podejść na Halicz czy Bukowe Berdo, gdzie wilki gromadzą się za dnia, wiedząc, że tam są bezpieczne. (szczególnie śmieszne, przyp. Zefir)Ponadto, każdy z myśliwych upolowanym wilkiem się chwalił, więc przez samą myśliwską zazdrość ponadplanowy odstrzał był niemożliwy.
Całość na:
http://www.laspolski.net.pl/article....60318002527813
Podstawą wyżywienia wilków są kopytne, które stanowią w Bieszczadach od 85-97% ogółu pożywienia. Jeleń stanowi około 42-80 % ogółu pożywienia. W zimie ofiarami tych drapieżników są często dziki. Jest to związane z wielkością pokrywy śnieżnej. Żwierzęta domowe to około 2 % pożywienia.
Notatki w wykładu dr. Śmietany.
W Białowieży średnio wataha zabija tygodniowo 3 ssaki kopytne. Średnie zapotrzebowanie wilka na pożywienie to około 5 kg dziennie. Te drapieżniki rocznie spożywają około 15 % populacji jelenia, 5 % populacji sarny. Najczęśniej zabijane są: cielęta 51% znalezionych resztek, 36 % dorosłe samice, 13 % byki (Jędrzejewski, Jędrzejewska)
W Bieszczadach to odpowiednio 32-51 % cielęta, samice 40-45%, a samce to 9-24%. (Śmietana).
Z tego wniosek, że statystyczny wilk zjada max. 36,5 kg zwierzęcia domowego ( owcy, psa, kury, turysty, ...) na rok. Czy to dużo czy mało ? Jaka jest obecnie populacja biednego wilka w Bieszczadach ? Wataha zabija 3 ssaki kopytne/tyg. a ryś sam jeden zjada 1 jelenia lub sarnę na 6-8 dni. To dopiero apetyt ! Aż strach pomyśleć co by zrobiono z rysiami, gdyby ich było więcej i nie były na wyginięciu, jak obecnie w Polsce.
Koszt utrzymywania niefrasobliwości ludzkiej rośnie nieustannie - płaci za to zwierzyna leśna,płacą wilki. Zauważono kiedyś związek miedzy,np,rozbudowa sieci autostrad,w całej Europie,a spadkiem liczby zwierząt żyjących dziko. Polska była jeszcze niedawno matecznikiem zwierzyny leśnej i polnej,dziś jej pozycja spada,mimo że autostrady ciągle w zarysie planów,ale i tak ziemie zabrane to zaklócenie środowiska naturalnego. Stan posiadanej zwierzyny jest systematycznie zawyżany dla potrzeb statystycznych. "Cywilizacja chemiczna" to jedna z przyczyn spadku pogłowia. Zatrucie środowiska to także jedna z przyczyn,obok chaosu opieki nad zwierzyną, nasilonym kłusownictwem i degeneracją zwierzyny na obszarach walki człowieka z przyrodą,czy poprawiania przyrody. Prawie wyginęły zające a nawet króliki. Co do wilków,to działa tu organiczna niechęć ludzi do tych pięknych zwierząt zagrożonych wyginięciem i spychanych przez element ludzki. Inna rzecz to ambicje "sportowców" ze sztucerami. I gadanina o równej walce człowieka ze zwierzęciem: one mają kły,a my- broń palną. Widuję nad kominkami nie jedną skórę zdobytą nielegalnie,zawsze "w spadku" ,"od dawna u nas" etc.Prawidłowa ochrona zwierzyny jest na papierze,gdy rząd minimalizuje koszty utrzymywania gatunków. Najlepsi ludzie lasu nie poradzą tej sytuacji. A wilki? to obsesja ludzi.Także pismaków goniących za sensacją. I obsesja dubeltowych, drylingowców i kłusowników.Ci ostatni,to już nie amatorzy.
Pozdrawiam z Nowym Rokiem 2009!