@ Trauma
Jeżeli interesuje Cię problem wilczy to może kiedyś połazimy z Wojtkiem tropicielem. Jak skończysz tatrzańskie zauroczenie to zapraszam.
@ Trauma
Jeżeli interesuje Cię problem wilczy to może kiedyś połazimy z Wojtkiem tropicielem. Jak skończysz tatrzańskie zauroczenie to zapraszam.
Z przyjemnością:)
Wracając do wilczych problemów. Tak sobie poczytuję jakieś hamerykańskie fora na temat wypadku Kentona Carnegie, oficjalnie uznanego za pierwszą ofiarę wilków w Ameryce Płn.
W jednej z wypowiedzi spotkałem się z zarzutem, że brak dowodów takowych ataków wynika z bardzo trudnymi do spełnienia warunkami, by oficjalnie uznać taki atak za udokumentowany.
Mianowicie, rzekomo cztery warunki muszą zostać spełnione:
1. Wilk musi zostać zabity, przebadany i zdrowy - chodzi o brak wirusa wścieklizny.
2. Wilk nigdy nie był trzymany w niewoli.
3. Jest naoczny świadek ataku.
4. Ofiara musi być śmiertelna.
Zakładając wiarygodność osoby prezentującej te warunki, wychodzi na to, że musiało tam dochodzić do ataków wielokrotnie, tyle że ze strony
a) wilków zarażonych wścieklizną
b) skrzyżowanych ze zdziczałymi psami
c) brak było świadków
d) człowiek się wybronił.
Powiem szczerze, że problem wg mnie dotyczy krzyżówek, czy zdziczałych psów. Jednego takiego spotkałem na swej drodze, dobrze, że był "najlepszym przyjacielem człowieka".
Ale czułem się ... niezbyt komfortowo, szczególnie, że dzieciaka na rękach trzymałem.
Stałem w strumieniu, a ten łaził, obwąchiwał, lizac próbował, a ja myślałem co zrobić jeśli uchleje - dziecko do strumienia wrzucić i się z psem naparzać?
Towarzyszył nam całą drogę asfaltem od prawie Krzywego Mostu do Bystrego.
Inne psy bywaja agresywne, niektóre krzyżowania genów mieszają pewnie we łbie.
A na terenie tak małym jak Bieszczady o takowe krzyżówki będzie coraz łatwiej.
No i wilki się 100% synantropami staną i polować na jamniki będą pod cukiernią U Szelców.
Pozdrawiam:)
Aktualnie 2 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 2 gości)