Ech skurczybyki,ale narobiliście mi smaka na Niski,hej...
Wersja do druku
Ech skurczybyki,ale narobiliście mi smaka na Niski,hej...
Hej Wszmościowie! Mię się historyja owa podoba. Bez abominacyj czytać ją mogę. Tedy pierwszy daję kreskę, Roch Kowalski da drugą, a pan Michał oponentów wysiecze. Kufle w dłoń!
Jako się rzekło drogą nie wędrowaliśmy długo ale i tak zdążyliśmy się nią znudzić i ponarzekać, że Pan Hetman żadnej karczmy gdzieś tutaj wystawić nie raczył. Na mapie widniała co prawda jedna, ale daleko za plecami, a przesądni rycerze nie są skłonni wracać, skoro już do przodu poszli. Porzuciliśmy więc drogę po małym postoju na ostatnim mostku (Zagłoba się zbuntował i postanowił jakiś pasztet z Turka czy inną mielonkę z Tatarzyna wsunąć, miodem niestety ani winem nie popijając z powodu braku tak jednego jak i drugiego). Zostawiliśmy więc bity trakt po lewicy i zapuściliśmy się w dzikie ostępy. Wieść niesie, że w tej okolicy niejaki wachmistrz srogi Luśnia morduje każdego, kto ciekawy wzrok za jakąkolwiek niewiastą odwróci, mieliśmy się więc w wielkiej ostrożności aby w razie niebezpieczeństwa (czytaj - pojawienia się jakiejś białogłowy) czem prędzej udać się na z góry zaplanowane pozycje. Rozmowy zamilkły, głowy obracały się dookoła jak anteny radarowych stacji imć Pana Hetmana, oczy myszkowały po okolicy a uszy nadsłuchiwały sygnałów zagrożenia. Na szczęście oczy znajdowały jedynie łąkę za łąką a uszy wychwytywały czasem wyraźniejszy a czasem odchodzący w dal szum Dniestru. Wisłoka znaczy się :wink: Padła nawet propozycja, aby zbudować dłubanki i do centralnej stanicy RZ spłynąć, ale co krok pojawiające się na rzece porohy skutecznie nam ten pomysł wybiły z głowy.
Wędrowaliśmy więc znów niekończącymi się łąkami nad wijącym się niżej Dniestrem (Wisłokiem znaczy się) i tylko gęsto rozstawione stanowiska strzeleckie nieznanej proweniencji wprowadzały w tę sielankę niejaki dysonans. Najwyraźniej wieści o wachmistrzu srogim Luśni nie były nic a nic przesadzone. Już widzieliśmy oczami wyobraźni te bielejące kości i nagie czaszki zawieszone nad wejściowymi drzwiami do jego samotni. Mieliśmy jedynie nadzieję, że nie będą to nigdy nasze czaszki...
Jak już wcześniej Waszmoście napisali, każden szedł był po swojemu, a imć Zagłoba fortelu chcąc użyć i drogę sobie skrócić, wybrał całkiem inną trasę, którą żeśmy z Wołodyjowskim przy wałach
Załącznik 30667
wałkoniąc się w oczekiwaniu, z dala podziwiali:
Załącznik 30665
radośnie się rechocząc, że pewnikiem pludry albo insze hajdawery przyjdzie mu na bobrowych rozlewiskach zmoczyć zanim się do kompaniji przedrze bez dolinę, która pomiędzy nami raczyła się rozkraczyć, obnażając całą swoją urokliwość:
Załącznik 30664 Załącznik 30666
Wkrótce zewarliśmy m.in. szyki , i bezkresem pól dzikich i nieogarnionych, podziwiając okoliczne oczerety
Załącznik 30669 Załącznik 30670
podrałowaliśmy ku najbliższej świątyni
Załącznik 30668
Jako, że żadnych wojsk oblężniczych nie wypatrzyliśmy, z braku harmaty nafutrowaliśmy Zagłobę pasztetem, wmawiając mu „naści smoku kiełbaski”.
W dzikim pędzie minęliśmy zabudowania napotkanego chutoru
Załącznik 30671
i zagłębiliśmy się w nadrzeczne meandry
Załącznik 30672
Woda na porohach szumiała "kęsim, kęsim, kęsim"
Załącznik 30673
a my
Załącznik 30675 Załącznik 30676 Załącznik 30674
Taka to była swawolna kompanija a przecież :
Jak mawiali starożytni: kiedy w brzuchu pusto, w głowie groch z kapustą.- ( Zagłoba )
A jeszcze gorzej kiedy wara wisi , a tu nie znajdziesz choćby jednego kuśtyczka zacnego miodu, tylko gonić i gonić
i to za czym ?
Za krętymi łęgami Dniestru przebranego za Wisłok
.
Załącznik 30677
.
Który na dodatek urwistymi zboczami bronił dostępu. Gdy chaszcze i oczerety ustąpiły na chwilę łączce ukazało się zagubione cmentarzysko.
Miejsce owo onegdaj nazywane było Surowicą, było surową lekcyją nad mijającym czasem
.
Załącznik 30678
.
Dziś jeno zabłąkany wędrowiec tutaj trafi, a i on nie wiedzieć czemu ?
Bo jak się stąd wydostać gdy rozległe wody otaczają wokół, broniąc dostępu
.\
Załącznik 30679
.
Szczęściem onym, które dotknęło rycerzy, był widok Chreptiowa a raczej resztek tej sławetnej stanicy kresowej
Imć Kmicic obiecywał, że tam właśnie po 6 godzinach łazegi powitają nas gorącą strawą i napitkiem.
No to hej szable w dłoń ! idziemy doń !
Załącznik 30680
.
Dodreptaliśmy, jak było wyżej powiedziane, na zasłużony, (odrobinkę) dłuższy odpoczynek. Karczma była otwarta, dawali piwo i jelenie polędwiczki z cebulką... a przynajmniej tak byśmy chcieli :mrgreen: Bo kresowa stanica była opuszczona, okiennice zamknięte, informacja o żurku i piwie za rogiem (czyli za 5km) nawet lekko drażniła :wink: Nie było rady, wyciągnęliśmy z juków własne produkty, zagotowaliśmy wodę i pobiesiadowaliśmy chwilę przy tym, co sobie sami przynieśliśmy. Ciężki jest los wędrowca, na szczęście w miarę jedzenia staje się coraz lżejszy.
Wzmocniliśmy się troszkę po czym znów ruszyliśmy w drogę. Po chwili wahania zamiast iść - jak na rycerzy przystało - drogą polną przez łąkę połasiliśmy się na nowiutki dukt oznaczony najbardziej skomplikowanym znaczkiem ścieżki jaki zna natura. I za karę po chwili znów musieliśmy się przez las przedzierać kierując się na starą, sprawdzoną drogę. Jak osiągnęliśmy biskupie dobra dzień zaczął się kończyć. A przed nami jeszcze był kawałek drogi... na szczęście ścieżka była wyraźna (choć, o zgrozo, nieoznaczona i nieudostępniona) więc wędrowaliśmy spokojnie łapiąc znikające w półmroku widoki. Jeszcze graniczne było widać, ale i chmury zaczęły nadciągać, wraz ze zmrokiem za chwilę zamknęły nam horyzont i zmusiły do wypatrywania raczej tego co pod nogami a nie gór dookoła.