Załącznik 32666
Wersja do druku
Serio serio: dziś widziałem fajne kijki w Lidlu. "Fajne", czyli z przyzwoitą relacją cena/jakość - 75 zł, gwarancja na 3 lata. Cena oczywiście za 2 sztuki :-D Są dwa rodzaje: z rękojeścią z gumy i korka, składane i teleskopowe. Były jeszcze jakieś trekkingowe ciuchy, ale się nie przyglądałem. Może warto zajrzeć.
A jak złamię zakaz to jaka czeka mnie kara?
To teraz mam na swoją laskę mieć w plecaku też nasadkę? Moja laska nie lubi nasadek!!!!
A odbiegając od tematu to prywatnie powiem, że ja też nie lubię nasadek!
A ja się zastanawiam nad takim statywem trekkingowym, wygląda dość praktycznie, może służyć jako pomoc, albo statyw na aparat. Ktoś z tego korzystał?
jako że moje stare kilki leżą (na pewno!) w rowie pod wiaduktem w Wołosiance
i jako że miałem ochotę na tatara,
to stałem się posiadaczem nowych wypasionych kijków za 35 zł, trochę drogo, ale nie wiedziałem np. że kijki mogą mieć w opcji mocowanie takich niby-rękawiczek.
zarówno tatar, jak i przy okazji kupione kijki, z Biedronki.
Przyznam, że nie przyszło mi do głowy, że ktoś może w ten sposób interpretować mój wpis..
Te kijki, to nie były żadne śmieci - to były dobre kijki, tyle że jeden się akurat zaciął i bez kombinerek nie dałem rady odkręcić.
Zostawiłem je w rowie, ale nie wiedziałem, czy będziemy wracać tą trasą, więc zostawiłem je na widoku (a mogłem je schować i zgeocośtamkoczingować), były tanie, więc nie było mi ich bardzo szkoda (myślałem nawet, by dać je jakimś dzieciom do zabawy), ale gdybyśmy wracali tą samą trasą, to popatrzyłbym za nimi w rowie, wiedząc jednak, że prawdopodobieństwo, że ktoś ich w międzyczasie nie znalazł, jest praktycznie zerowe.
Dobra, dobra, masz rację.
Nic już na to nie poradzę, że jestem wyczulony a nawet lekko skrzywiony w tym temacie. Ja chodząc tu i ówdzie zawsze mam foliówkę w kieszeni do której wkładam swoje kiepy. Stąd mój ironiczny wpis.
A wracając do tematu - byłem, jestem i będę zadeklarowanym przeciwnikiem kijków.
Wiem, że się wielu narażam to pisząc, ale uważam, że gro użytkowników tego gadżetu to zwykli pozerzy podążający jedynie za modą. Oczywiście rozumiem, że są uzasadnione przypadki używania kijków (u starszych ludzi, schorzenia stawów, warunki atmosferyczne...) ale jak widzę w miastach 20-letnich młodzieńców popitalających po chodniku do biedronki i z powrotem z kijkami w ręku to....
Ja jednak wolę trzymać w ręku lornetkę, ewentualnie aparat fotograficzny a w ostateczności dobre piwko...
Pozdrawiam
To ja już wolę tych młodzieńców widzieć z kijami w ręku idących do biedronki niż z byczących się z pilotem od telewizora.A każdy kto jeździ z ciężkim plecakiem to wie jak zbawienne jest ich używanie.
Ja nigdy nie używałem kijków, ale jak przebiegłem pierwszego Rzeźnika bez wspomagania, to zacząłem używać i drugiego już było fajniej pokonać, zawsze to napęd na cztery.
Mam stare kije narciarskie i najlepiej się spisują, firmy COLT, bez amortyzacji rzecz jasna, za to bardzo lekkie.
Moje kijaszki sa strasznie ciezkie i byly strasznie drogie. Ale mam nadzieje ze idzie to w parze z jakoscia. Wspomniane wady akceptuje. Szkoda tylko ze takie dlugie sa... ale wierze ze wytrzymale ;) bd contuor elliptic za 35 mieszkow
Z kijkami czy bez powiem tak: Co kogo obchodzi,że dwóch do jednej chodzi. Jak się zgodzą niech so chodzą.:razz:
Mi kijki by przeszkadzały.
Z kijkami ? czy bez ? - oto jest pytanie.
Bazując na własnych doświadczeniach, czyli chodzeniu po górkach głównie bieszczadzkich znalazłem odpowiedź na to pytanie.
Otóż w 1/3 trasy kijki są wielce pomocne, w 1/3 obojętne , a 1/3 przeszkadzają w chodzeniu i trzeba je targać jako zbędny balast.
Tyle tytułem wstępu , a teraz krótki dialog jaki wywiązał się gdy spotkałem ostatnio na mieście znajomego, który poruszał się o kulach.
- Cześć ! A skąd masz takiego ładnego buta ? - zapytałem, chcąc trysnąć dowcipem na widok ortopedycznego potwora na nodze.
- Hej! Bieszczady jakie cudne .... usłyszałem w odpowiedzi
- No nie !? - wyrwało mi się z niedowierzaniem - skąd o tym wiesz ?
- Bo jak się patrzy na te góry z okienka śmigłowca wezwanego przez GOPR, to wydają się takie cudne - wyjaśnił.
- ŁoŁ !! - westchnąłem , niby z zazdrości - to latałeś sobie nad Bieszczadami ? A skąd cię zabrali ?
- Bukowe Berdo (z Mucznego), to wiesz że jesienią nie jest to jakiś wyczyn, ale jak się doda trochę błotka ...
- Czyli to od jesieni kuśtykasz o tych kulach ?
- Tak, mam za sobą dwie operacje i długą rehabilitację.
-------------------------------------------------------------------------------
Kilka dni później stałem się posiadaczem nowej pary kijków.
Jako nowy posiadacz nowej pary kijów chciałem się podzielić tym: czym kierowałem się przy decyzji zakupu.
To były dwie kwestie: własne doświadczenie, oraz wnioski wyciągane przez kolegów i koleżanki.
Pierwsza kwestia która dała mi się we znaki to system skracania długości kijków, ten najpopularniejszy czyli metoda skręcana nie sprawdzała się w warunkach zimowych
Więc pierwszą kwestią jaką brałem pod uwagę przed zakupem to to, aby był koniecznie system zaciskowy, np taki jak przedstawiony tu.
(ci którzy chodzą w zimowych warunkach wiedzą doskonale o co chodzi)
.
Załącznik 33310
Taki system ma plusy opisywane prze Bartolomeo
a następny element brany pod uwagę toCytat:
:sad: Zamknięcia działają zawsze i w każdych warunkach, można je obsługiwać nawet w grubych rękawicach (nic się tam nie przekręca tylko zamyka się je i otwiera), nie składają się nawet pod dużym obciążeniem
Załącznik 33309Cytat:
mają dodatkową gąbkę poniżej rączki (bardzo wygodne, gdy trzeba przez chwilę chwycić kij niżej, np. przy przejściu w poprzek znacznej pochyłości)
.
Następna sprawa, to uchwyt (ta obejmka) na dłoń , w tej wersji którą zakupiłem daje się łatwo regulować.
A propos spostrzeżeń Bertranda
Cytat:
kijki z odpinanymi opaskami sprawdzajcie, czy aby się odpinają. Bo jak nie, to przepłacacie.
Zgadzam się ale .......Cytat:
Korkowe rączki są o niebo lepsze, niż te z tworzywa sztucznego. Dłonie się pocą i na skórze mającej kontakt z tworzywem mogą powstać odparzenia.
sdn
Kijki z korkiem są OK, tyle że trzeba zwrócić uwagę, jak jest doklejony ten dodatkowy chwyt - mam go z pianki i po kolejnej (mocniejszej) próbie wykorzystania go po prostu przesunął się po kijku :-)
My tu gadu, gadu teoretycznie, ale wszystko wychodzi w praktyce. Nawet najlepsze zaciski są do niczego gdy pękną na mrozie.
Kierowałem się również ekonomią. Wydałem kwotę rzędu 120 złotych (bez żadnych promocji) i jest dużo lżejszy wydatek niż gdybym chciał mieć napis "leki" lub 'black diamont"
Cześć!
O zaciski bym się nie bał. Mnie się, przynajmniej do tej pory, taka historia nie zdarzyła.
Ze słabych elementów (tzn. takich które mi już parę razy padły) wymieniłbym:
- przede wszystkim (w sensie ważności a nie awaryjności) końcówki elementów - tam, gdzie zaciski się zaciskają na rurce - MSZ to jest miejsce dość dość sporego męczenia materiału
w domu jest to łatwe do naprawienia samodzielnie przez niewielkie skrócenie, w terenie być może niezrównana srebrna taśma dałaby radę (ale nie próbowałem);
- druga MSZ bolączka to widiowe końcówki, urwanie się takiej powoduje, że już po +/- 2 dniach kijek robi się krótszy o 2-3 cm
- w moich kijkach słabym punktem jest ten dynks ze sztucznego tworzywa łączący pętlę z kijkiem, jednocześnie do regulacji długości pętli.
- i, o dziwo, wkręt wewnątrz rękojeści, który został zwyczajnie ścięty.
Mnie osobiście sprawa korkowych lub nie - rękojeści, zdecydowanie lotto.
Pomimo (a może właśnie dlatego), że czasy młodzieńczych fascynacji mam już dość daleko za sobą.
Argument na pewno ważny, a Twoja decyzja nie do dyskusji :-)... ale
jest jeszcze sprawa serwisu.
(Akurat wymieniłeś dwie marki, które miałem przyjemność przetestować pod tym względem i słowa "przyjemność" używam bez ironii).
Jak Ci się, na przykład, ułamie widia, to możesz wymienić końcówkę?
Jeśli tak - to poproszę na priv o namiar. Serio.
Pozdrawiam, Tomek
Problem w tym, że nawet drogie marki nie mają rozsądnego serwisu w Polsce :-( Części zapasowe są dostępne wyłącznie do aktualnie sprzedawanych modeli, przy czym nowy model pojawia się rok w rok. Ja miałem kije dwuletnie i w Polsce nie znalazłem potrzebnych części. Marketingowe zapewnienia, że "są dostępne części zamienne" traktujcie więc z pewną rezerwą.
Miałem ciut szczęścia że jednak znaleźli u mnie brakującą część do BD eliptic coś tam coś tam. Trwało to... 4miesiące, ale w końcu załatwili. Przy okazji dowiedziałem się jak wygląda sprawa przy np złamanym elemencie(ja złamałem środkową część). Po prostu dystrybutor pilotuje/czeka na reklamacje kijka na gwarancji, dostaje go i "rozdziela" części na takich potrzebujących ludzi jak ja, oczywiście
jak sklep odpowiednio ich przyciśnie, a klient dostaje często nowego kijka.
Tak czy siak - uważam to za cud że dostałem brakującą część...
P.
Na ogólne rozważania o systemie sprzedaży sprzętu w PL jestem za cienki. Intuicyjnie podejrzewam, że wiele zależy od marki, modelu, przedstawiciela w kraju, a pewnie czasem i dnia ;-)
Jednak w moim jednostkowym przypadku: w marcu zeszłego roku wszedłem z 3 i 1/3, uszkodzonymi (jedna para była z 2007-2008), a wyszedłem z czterema "prawie jak nowe". Ale zgadzam się - niestety nie ma pewności, że za hipotetyczne pół roku znów się uda.
pozdr
Witam,
Przepraszam, że odkopuję stary temat, ale myślę, że to lepsze niż zakładanie nowego. Jakie kijki trekkingowe polecacie dla osoby początkującej? Wiem jak dobrać rozmiar, ale nie wiem na co jeszcze zwrócić uwagę.
Wiele osób poleca kijki KingCamp jako kijki dla osób początkujących. Podpowiedzcie czym się kierować i co wybrać.
Zastanawiałam się nad ... [wyedytowano]
Proszę o odpowiedź doświadczonych użytkowników.
A ja mam aluminiowe z amortyzatorami,korkową rękojeścią,talerzykami ,nakładkami,i dwoma rodzajami tz pętli dzięki której nie wysuwa się dłoń w czasie marszu, kosztowały w Biedronce koło 40 zł,i sprawdzają się świetnie...:razz:
ale teraz poleci komecha , ale trudno, kto nie ryzykuje ten nie siedzi w pierdlu
Pisałem ponad rok temu, że zakupiłem optymalne kije
Kije te firmowane są nazwą Viking co sugeruje że mają coś wspólnego z Norwegią
Nie wiem czy w tym kraju chodzi się tylko po płaskim , ale w chodzeniu pod górę nie sprawdziły się, bo pierwszy złamał się w miejscu mocowania rączki do zasadniczego kija już po kilku dniach
a drugi po następnych paru dniach (przy moich wyjazdach jednodniowych oznacza to ... że po paru miesiącach)
Cóż nie był to zakup trafiony, postanowiłem spróbować kolejny raz . Teraz wybrałem inną firmę w wersji z rączką korkową
Cena w sklepie internetowym była poniżej 100 zł
Mają te kijki za sobą już dwie krótkie wędrówki i jak na razie jestem zadowolony.
.Załącznik 37794
.
a może ktoś jeszcze używał je ?
niech się podzieli swoimi spostrzeżeniami .... :idea:
Coś ostatnio niewiele osób chce się dzielić swoimi przemyśleniami, może są zbyt cenne ...?
p.s. oczywiście pozostałe warunki krytyczne te kije spełniają
Hmmm, no cóż Heniu, ja myślę, że dwie krótkie wycieczki to troszkę za mało by móc je w miarę obiektywnie ocenić. Ja też przez kilka lat testowałem różne takie i jedno jest pewne, nigdy bym się nie decydował na inne mocowanie niż takie jak u tych Twoich, gdyż wszystkie te działające na zasadzie wewnętrznego trzpienia rozporowego były doniczegowate (w tym nawet firmy Leki). Wszystkie przy wędrówce w topniejącym śniegu czy obfitych opadach składały się pod ciężarem człowieka a te tańsze służyły do pierwszego mocniejszego ich dokręcenia. Od kilku lat katuję najtańszy model Black Diamondów - Trail (już drugi - pierwsze zgubiłem :)) i nie mam do nich żadnych uwag. W promocji jak się poszuka można je kupić za 210 - 230 zł. Mam je kilka lat, wytrzymały kilkadziesiąt dłuższych wyjazdów i tyleż krótszych o każdej porze roku i w różnych warunkach atmosferycznych.
Ja mam takie najprostsze z Decathlona, zielone, skręcane. Używam tylko w zimie w górach do transportu - z ciężkim worem. Mają już z 6-7 lat i są ok.
Czerwone jest wredne :twisted:
Ja swoich nie wybierałem pieczołowicie jak Don. Po prostu dostałem ze słowami "masz i spróbuj, nie oddawaj".
Były podejrzanie czerwone.
Teraz gdy biorę je w góry, to darczyńcę wspominam ciepłym słowem.
Takie zwykłe, skręcane, dobre bo polskie (nie wiem gdzie produkowane ;) )
Po raz kolejny firma Fiord Nansen mnie nie zawiodła.
Podarunek nie zobowiązywał mnie do reklamy produktu.
Odpowiadam jedynie na apel Enrico by dzielić się doświadczeniem
Utwierdzasz mnie w przekonaniu , że wybierając się na lekką traskę każde kijki mogą być pomocne ułatwiając podchodzenie i asekurując schodzenie. Nie ma co się wysilać na zbędne wydatki i robienie doktoratu. Ot wpadamy do sklepu, kupujemy i mają nam służyć.
Temat staję się istotniejszy , gdy wybieramy się na wędrówkę na ciężko (pełny plecak = pełne obciążenie) w dodatku system skręcany który doskonale sprawdza się letnią porą zimą jest mocno zawodny.
Dlatego pozwolę sobie o sugestie ; dokonując wyboru kupowanych kijków weźcie pod uwagę jak będą użytkowane, aby zbędnie nie przepłacać. Ale gdy ciężki los każe Wam wędrować zimą w dodatku z załadowanym plecakiem to lepiej zdać się na sprawdzone rozwiązania w ekstremalnych warunkach.
Browar napisał
Jak rozumiem używa ich gdy pełni rolę św. Mikołaja z ciężkim worem pełnym prezentów , ale Browarku ! lepiej byś się prezentował z pastorałem (nie mylić z Pastorem)Cytat:
Używam tylko w zimie w górach do transportu - z ciężkim worem
Będąc na kursie zimowym w Tatrach spotkałem się z opinią iż k kijki dobre są ale ich używanie może doprowadzić do poważnych urazów.Tłumaczył instruktor to tak że bez kijków idziemy wolniej,bardziej się męczymy ale w razie W nasze stawy i mięśnie szybciej zareagują na zagrożenie niż w przypadku gdy kijków używamy.
Ja używam kijów praktycznie odkąd chodzę z ciężkim plecakiem. Choć nie, wcześniej, chodząc z lekkim też używałam. W każdym razie używałam ich zanim jeszcze to zaczęło być modne. Powód prosty - chodząc bez kijów bolą mnie kolana tak bardzo, że niesposób zrobić kroku po kilku godzinach marszu po górach. Z kijami nie mam tego problemu.
Ale do rzeczy. Pierwsze moje kije były no name - jakieś takie z tych tańszych. Zwykłe, skręcane w 2 miejscach, gumowa rączka, zwykły regulowany pasek na nadgarstek. Kije te służyły mi przez kilka lat. Raz nawet (ku uciesze sir Bazyla i krzychuproroka) osunęła się pode mną ziemia i potoczyłam się w dół, niechcąco aczkolwiek skutecznie wbijając kij w ziemię. Kij się wygiął, ale zatrzymał mnie przed dalszym spadaniem. Krzychuprorok wraz z Bazylem kij naprostowali i choć nie składał się do końca, służył mi dalej przez kolejny rok. Aż ukradziono mi te wysłużone kije spod Chatki Puchatka.
Kolejne kije nabyłam na stacji BP za punkty z programu lojalnościowego. No name. Używałam ich kilkanaście razy, mój (większy) brat również. Nadal działają.
I po tych kilku latach nie wydałabym na kije więcej niż 100 zł.