Recon1 - dzięki za tekst. Dało się przeczytać a dzięki niemu powziąlem postanowienie, że jak będę w tym terenie to mimo tego, że do schronisk nie zachodzę to jednak Szwejkowo odwiedzę ;)
Wersja do druku
Recon1 - dzięki za tekst. Dało się przeczytać a dzięki niemu powziąlem postanowienie, że jak będę w tym terenie to mimo tego, że do schronisk nie zachodzę to jednak Szwejkowo odwiedzę ;)
Nie wiem czy u nas w kraju to się uda.
Co ma się udać?
"W przyszłości jak się odizoluję całkiem od syfilizacji to może nawet na korze. Najlepiej alfabetem indiańskim."
Dlaczego nie po polsku ?
Dlaczego na korze ?
Jak się całkiem odizolujesz od syfilizacji do dla kogo chcesz pisać?
:). Oj myślę, że nawet zazdrość co niektórych, przyprawi o przyśpieszone bicie serca:).
Na temat, pewnie wszystkich ujawnionych zakapiorów bieszczadzkich, można poczytać w książce A. Potockiego "Majster Bieda czyli zakapiorskie Bieszczady". Jest tam wiele ciekawostek z ich życia osobistego jak również, pobytu na ziemi bieszczadzkiej. Na forum na temat zakapiorstwa wiele już zdań zdołano napisać, więc dublować nie ma potrzeby. Natomiast bezpośredni kontakt z tymi ludźmi, jest pewnym przerywnikiem po wędrowaniu zarośniętymi ścieżkami bieszczadzkimi i daje niekłamaną satysfakcję. Z kilku takich spotkań najbardziej pozostało mi w pamięci spotkanie i rozmowa z Juliuszem I Królem Świata Włóczęgów (tytuł w zależności od sytuacji może ulegać zmianie) oraz Zdzisławem Pękalskim. Po wejściu do galerii Pana Pękalskiego, można dostać oczopląsu od ilości zamieszczonych rzeźb, obrazów i innych eksponatów. Na przemian mamy świętości, różnej maści diabły i nie brakuje również humoru, szczególnie z czasów PRL i lekko późniejszego. Rozmowa z artystą jest zawsze bardzo ciekawa a tym bardziej, że wszystkich słuchaczy traktuje bardzo poważnie. Jednego razu trafiłem na zorganizowaną wycieczkę której opowiadał w bardzo obrazowy sposób różne bieszczadzkie legendy oraz humoreski z życia dawnych mieszkańców. Obserwując twarze słuchających, widziałem wielkie zainteresowanie a nawet chwilami przerażenie. Umiejętność narracji Pana Zdzisława jest tylko do pozazdroszczenia. Oczywiście indywidualne spotkanie zupełnie inaczej wygląda i można porozmawiać na tematy, które akurat nas interesują.
Na zdjęciu fragment galerii Zdzisława Pękalskiego
Załącznik 33053
Natomiast Juliusz Wasik, to już zupełnie inna osobowość, która żyje innymi problemami które są nierealne we współczesnym świecie. Chociaż muszę przyznać, że posiada pewne sukcesy na swoim koncie. Przynajmniej tak mówi. Kilka zdjęć z pobytu w jego towarzystwie. Pragnę zaznaczyć, że za dobry uczynek z mojej strony:), zostałem zwolniony od opłaty, zazwyczaj pobieranej od odwiedzających go osób.
Załącznik 33054 Załącznik 33055 Załącznik 33056
Nie martw się, Indianinie. Wystarczy jedna, mała, malusieńka wojenka, a wszyscy zobaczą na własne oczy, kto tu jest naiwny, niepoważny i niedojrzały.
To pozór. Po alkoholu najpierw jest weselej, ale potem - smutniej... Z badań medycznych wynika, że sam alkohol powoduje wprawdzie rozweselenie, ale produkty jego rozkładu w organizmie obniżają nastrój, i to daleko bardziej, niż sam alkohol go podwyższa. Człowiek z klasą potrafi poprawiać sobie nastrój bez takich środków.
Masz na myśli propozycję likwidacji absurdu? To nie tyle nierealne, co mało precyzyjne.
Jak to cudownie że obok głupich i niedojrzałych propagujących wiedzę i samodoskonalenie się pseudo-Indian, pseudo-rycerzy i pseudo-husarzy istnieją dobrzy, dojrzali i pożyteczni propagatorzy alkoholizmu. Dziesięcioletni syn mojego sąsiada podpala po krzakach papierosy i pije piwo. Też myśli że jest przez to bardzo dorosły. Proszę moderatora o reakcję na zaczepki deluxa. Bo na nie odpowiem i będzie awantura.
Za wojną nikt nie tęskni. Tylko mądrzy ludzie przypominają że niejedna już była i niejedna jeszcze będzie. Niestety wielu innych wypiera to ze świadomości, a jak ktoś przypomina o oczywistej rzeczy to go nazywa "zwolennikiem wojny". Czy można czemuś zapobiec nie pamiętając o tym albo spowodować coś przez to że się o tym przypomina?
Po polsku. Tylko nie alfabetem łacińskim. Po co? Żeby się czegoś nauczyć. Dlaczego na korze? Żeby korzystać z materiału dostępnego w naturze. Ta ką mam zasadę żeby w końcu używać tylko tego co zdobedę sam w przyrodzie, albo przetworzę. Dla kogo chcę pisać jak się odizoluję od syfilizacji? Izolacja od syfilizacji nie oznacza izolacji od ludzi. Chodzi tylko o niekorzystanie z udogodnień.
Wojna ma to do siebie, że bardzo radykalnie sprowadza "do parteru" wszelkich zwolenników sztucznej, stworzonej przez człowieka rzeczywistości alternatywnej, w której człowiek izoluje się od przyrody przy pomocy pieniędzy i redukuje jej rolę w swoim życiu do kolorowego obrazka, służącego do relaksu. To się, oczywiście, bierze z pychy, z wiary ludzi we własną wszechmoc. Ale może dzisiejsi ludzie są mniej zarozumiali i do przywrócenia ich do realu wystarczy jakaś wielka awaria energetyczna?
Wojna nie zbliży nas do przyrody ewentualnie zamieni niektórych ludzi w zwierzęta i będą zabijać sąsiada dla bochenka chleba,dopuszczać się innych niegodziwości jak to już kiedyś za wojen bywało.
Tak często powtarzana jak mantra...syfilizacja...co pod tym hasłem rozumiesz Indianinie?
Kiedy będą fotorelacje z wyprawy ? Jest to dla mnie o wiele cenniejsze niż suche teorie i biadolenie :)
Syfilizacja to to, co się na ogół rozumie jako "przemiany w związku z ogólnym rozwojem". Czyli materializm + hedonizm. I wszystkie ich skutki biorące się z niedoceniania albo zaprzeczania temu co niematerialne i przeceniania wartości materialnych oraz oceniania wszystkiego według tego, czy dostarcza łatwych przyjemności. A więc oparcie stosunków międzyludzkich na pieniądzu. Nieuznawanie za dobre tego co wymaga wysiłku. Indywidualizm powodujący atomizację społeczeństwa i nieliczenie się z innym, jeśli jest słabszy. Ocenianie człowieka wyłącznie na podstawie tego ile ma i jak ma dostatecznie dużo to pozwalanie mu na wszystko, zwłaszcza jeśli robi coś dla zarobku. Budowanie hierarchii społecznej na podstawie majątku. Psucie krajobrazowe otoczenia z braku poczucia estetyki - przeważnie niechcący ale czasem pod wpływem megalomańskiego indywidualistycznego pragnienia "stworzenia nowego krajobrazu". Kult technologicznych gadżetów połączony często z lekceważeniem ich twórców (bo co wart jest naukowiec w porównaniu z mieszczuchem który "ma pieniędze"?). Dla mnie to nie żadna cywilizacja ani rozwój, ale większość ludzi bezmyślnie uważa co innego.
Biały, fotorelacje z wyprawy która jeszcze się nie odbyła:-o:-o:-o??? Będą zdjęcia jak napiszę swoją książkę "Przygoda cenniejsza niż złoto". Zostanie podzielona na kilka części ilustrowanych również rysunkami. Część pierwsza o przygotowaniach do życia na dziko. Wyprawę na Słowację uważam za coś tak ważnego że może nawet zrobię osobną część. O tych "suchych teoriach" piszesz bez sensu. Piszę też przecież o czymś, co robię, czego doświadczam. Więc możesz mi najwyżej zarzucić suchą praktykę:lol:.
Budowanie hierarchii...ocenianie na podstawie tego co ma...toż to było już na etapie starożytności! Nie mów o ogółach...powiedz mi jak odbierasz tą syfilizację dziś, tak na codzień!!
Pytam, bo poczułem się przez Ciebie napiętnowany tą własnie syfilizacją...wszak korzystam z niej ba!! jutro wstane i będę ja produkował.
W końcu Ty też korzystasz z tego syfu jakim jest komp i net. I chyba dostarcza nam on obu przyjemności bo mniej przyjemne byłyby gołębie pocztowe
Sprawa oceniania wg tego co dostarcza nam łatwych przyjemności jest też indywidualna oceną. Wara Ci od wartościowania moich przyjemności
Przemiany w związku z ogólnym rozwojem...gdyby ich nie było nadal tkwilibyśmy na drzewie
To co mądrze napisałeś jest dla mojego, małego rozumku zbyt wielkie... napisz mi proszę tak po prostu, co to jest ta syfilizacja na codzień?
Hehe, wychodzą wszystkie kompleksy i sztampy myślowe ludzi wychowanych na libertyńskiej propagandzie medialnej, głównie "Gazety Wyborczej". Jak ktoś ma jakieś pozytywne, kształcące i rozwijające przyjemności - survival, zainteresowanie egzotycznymi kulturami, przyrodą, jazdę konną w ekstremalnym terenie (jak Indianin) - to robi się z niego idiotę, wariata, utopistę, człowieka myślącego nierealnie albo który nie wyrósł z krótkich spodenek. W tym wątku aż roi się od postów tego typu. To WOLNO oceniać. Jeśli natomiast jeśli ktoś preferuje prymitywne (mogące stać się nałogami) przyjemności typu: alkohol, grill, dziewczynki (albo i chłopcy...), gry komputerowe, czy przynajmniej pojawiają się takie podejrzenia - wtedy natychmiast podnoszą się głosy oburzenia, że tego oceniać NIE WOLNO, bo to ograniczenie wolności. Po prostu świat na opak. CZY WY NAPRAWDĘ NIE WIDZICIE, ŻE TO JEST CHORE? Jak może w Polsce być dobrze, skoro wykształcony Polak uważa za dozwoloną nagonkę na kogoś, kto robi coś wartościowego, a za niedopuszczalną - krytykę kogoś, kto robi coś złego albo bezproduktywnego?Cytat:
Sprawa oceniania wg tego co dostarcza nam łatwych przyjemności jest też indywidualna oceną. Wara Ci od wartościowania moich przyjemności
Tylko nie mówcie, że wciskam tu jakąś politykę. Mnie nie interesują przepychanki Michnika z tzw. prawicą, ani z Kaczyńskim, ani z narodowcami. Piszę o tym, co ten człowiek zrobił z mózgów wykształconym Polakom. To dotyczy naszych wyobrażeń o świecie czy stosunków międzyludzkich, a przejawia się przede wszystkim w życiu codziennym, nie w polityce. Zresztą szerzej pisał o tym Samotny Włóczykij w "Stachurze i kowbojach". Niestety, w l. 90. przeciętny wykształcony Polak był ślepo zapatrzony w Michnika, traktowano go jak Boga, zgadzano się z każdym jego słowem, nawet, jeśli plótł oczywiste brednie. I w ten sposób przejęto głoszone przez niego zasady, które niestety trwają w społeczeństwie do dziś.
Chyba rzeczywiście wciskasz tu politykę.
Zacytowałeś moje słowa, wiec wytłumacz mi o jakiej nagonce mówisz? Cóż takiego napisałem w całym poście co świadczyłoby, że robię z Indianina idiotę?? Tym bardziej co mój post ma wspólnego z "Wyborczą..."
Napisałem tylko, że ocenianie łatwych przyjemności może być mylne bo dla każdego łatwa to indywidualne podejście i może być "oprotestowane", stąd słowa "wara Ci" (jako przykład protestu)?
Prosiłem tylko, i nadal proszę o
...i wyluzuj troszkę i nie wyciągaj zbyt dalekich wniosków z niewinnego w gruncie rzeczy postuCytat:
napisz mi proszę tak po prostu, co to jest ta syfilizacja na codzień?
Czy tak brzmiałby lepiej?
Cytat:
Budowanie hierarchii...ocenianie na podstawie tego co ma...toż to było już na etapie starożytności! Nie mów o ogółach...powiedz mi jak odbierasz tą syfilizację dziś, tak na codzień!!
Pytam, bo poczułem się przez Ciebie napiętnowany tą własnie syfilizacją...wszak korzystam z niej ba!! jutro wstane i będę ja produkował.
W końcu Ty też korzystasz z tego syfu jakim jest komp i net. I chyba dostarcza nam on obu przyjemności bo mniej przyjemne byłyby gołębie pocztowe
Sprawa oceniania wg tego co dostarcza nam łatwych przyjemności jest też indywidualna oceną. [...]
Przemiany w związku z ogólnym rozwojem...gdyby ich nie było nadal tkwilibyśmy na drzewie
To co mądrze napisałeś jest dla mojego, małego rozumku zbyt wielkie... napisz mi proszę tak po prostu, co to jest ta syfilizacja na codzień?
Mówienie o polityku to nie to samo, co mówienie o polityce. Niestety, działalność przeciwników politycznych Michnika spowodowała, że każde "zahaczenie" o tę osobę automatycznie kojarzy się z bezmyślnym i budzącym powszechną niechęć jazgotem przedstawicieli pewnej partii, z którym większość ludzi nie chce mieć nic wspólnego. To powoduje, że ludzie nie chcą nic słyszeć o krytyce tej postaci - największego chyba szkodnika społecznego, ogłupiacza i demoralizatora XX-wiecznej Polski, i dalej jest on nietykalny:cry:. Tylko dlatego, że paru *+**:(!!!
walczy o stołki z ludźmi, dla których Michnik stanowi obecnie tubę propagandową.
Z "syfilizacją" to raczej do Indianina, ale twój komentarz wskazuje, że nie zrozumiałeś jego wypowiedzi. "Niewinne posty" mówią często wiele o ich autorach. Przez "łatwą" przyjemność rozumiałem przyjemność niewymagającą wysiłku, ewentualnie poza przełamaniem początkowych oporów moralnych. To jest kryterium obiektywne. Pisząc o wyśmiewaniu ludzi, którzy mają budujące zainteresowania, miałem na myśli ogólną politykę zwolenników konsumpcjonizmu/ przeciwników odrodzenia zakapiorstwa.
Uśmiechnijcie się;)
Pozdrawiam:-D
I właśnie moje pytania były skierowane do Indianina !
Skoro odsyłasz mnie do niego, to niech już on zawyrokuje czy zrozumiałem jego wypowiedź czy nie.(gdybym zrozumiał do końca to nie zadawałbym pytań;))
W Twoim poście podoba mi się fragment
(raczej byłoby zręczniej napisać ...po przełamaniu początkowych oporów moralnych, i tak to zrozumiałem. Taka definicja już mi coś daje)Cytat:
Przez "łatwą" przyjemność rozumiałem przyjemność...poza przełamaniem początkowych oporów moralnych
Wojtku z Zielonki!! Uśmiecham się!!:mrgreen:
Pozdrawiam
Syfilizacja w moim przypadku osiągnęła punkt krytyczny i odbieram już tylko piktogramy. Czy wierzę czy nie ... wole zdjecia niby szałasów, lasu ścieżek niż te elaboraty, wielokrotnie złożone etc. które produkowane są na potrzeby kolejnej produkcji, kolejnych elaboratów.
Ale już tak jestem wkręcony że czekam na jakikolwiek dowód że poszli w świat, przedstawili fotorelacje itp. ... Może to jest jak z totolotkiem, chodzę kupuję te losy a wygranej jak nie było tak nie ma ... ?
Marek, Co Nie Robi Nic, Fudżis, Mietek Nożownik, Jasiek Raper, Siwy Staszek, Andrzej Motyl, Baflo to też chyba zakapiorzy tylko jakaś III liga... też o nich czasami piszą to jednak... na Zjazdy I ligi nie są zapraszani i nikt raczej nie chce się z nimi focić! Na pewno się napiją z każdym, chociaż pod jednym warunkiem... na jego koszt!
hehe to pojechałeś z ekipą z Cisnej ;) To zwykli pijaczki bez ideologii o których pisze Rafał Dominik, ponieważ opisuje on codzienne życie w Cisnej. Większość z nich to miejscowi od urodzenia a zakapiorzy mają być raczej przyjezdni, ponieważ ściągnęły ich tutaj przeciwności losu. Smutne, że Fudżis też wplasował się w tej wyliczance, młody chłopak, młodszy ode mnie ale tak to jest.
Latem spotkałem też "Zakapiora" przy barze koło kościoła w Wetlinie (brodaty starszy gość) Zagadał nas wiadomo w jakim celu , z rozmowy wyszło ,że jest "ziomalem " z Puszczykowa koło Poznania.
Czy mówił prawdę nie wiem. Na drugi dzień widziałem go w UG. Zapomniałem imienia.
Ktoś z Was go kojarzy?
Cisna 2011 Załącznik 33129
Jimi, nie znam Ciebie, ale qrcze lubię , tak jakoś :)I odpowiadam, myślę, hmmmmm... że mają swoją (każdy oddzielnie swoją i trochę odmienną) ideologię i filozofię też, taką na miarę III ligi (moja klasyfikacja!) ale jednak mają. Rafał Dominik to doskonale widzi i przekazuje. Ale niezaprzeczalny fakt... nie równają się do tych z I ligi (czytaj Ekstraklasy). Nie rzeźbią, nie piszą, nie focą, nie sprzedają swojej filozofii publikatorom a i zapewne im wisi i powiewa czy okraszą ich nzawą "zakapior". Ale!... ale!... uwaga!!!... oni są jeszcze nie odkryci przez publikatory (pomijam stronę www RD). Ekstraklasa się już przejada i tylko czekać, a historia (ta artystyczna w pełnym słowa znaczeniu) zna przypadki wydobycia na światło dzienne "artystów" i nagle może okazać się, że to III liga jest tą pierwszą. Wtedy będzie płacz znawców zakapioryzmu czemu wcześniej nie IM robili zdjęć, nie nagrywali video filmów, nie zbierali po nich pamiatek (czytaj odkupywali!). Chociaż kto wie... a może już ktoś to robi? Może już jest znawca... czeka tylko na koniunkturę.
Czy o tych chodzi ...."focić" się lubieli ..za drobną zapłatą
http://forum.bieszczady.info.pl/atta...3&d=1263996097
http://forum.bieszczady.info.pl/show...to-idol/page37 ostatnia pozycja na tej stronie
Tolek, z lewej Zygmunt Kalenty, z prawej Czipis. Zygmynt od dawien dawna mieszka w Bieszczadach (to stary milicjant) ale być może przyjechał skądś z Polski. Recon, średnio przekonuje mnie jednak ta 3 liga (zapomniałeś wspomnieć Hiszpana, Kaktusa, Adasia Chodorowskiego, Jacka i Staszka harmonijkarza). Ja jestem znawcą ;P Gdy chodzę po Cisnej to nigdy nie dadzą mi spokoju, zawsze muszę na któregoś się natknąć i wtem szybko idzie po wsi fama, że Ania jest w okolicy ;p Swoją drogą to zaciekawił mnie jedynie Kaktus -rzeźbi i pisze piękne wiersze, których nikt nie czyta. Kiedy byłam zainteresowana jego wierszami to tak się ucieszył i miałam wrażenie, że od dawien dawna nikomu ich nie pokazywał. Wtedy w Siekierezadzie przepisał mi jeden, który mam do dziś. To było 2 lata temu.
A kto decyduje ktora liga jest I a ktora III? i jakie sa kryteria? :-)
Buba, napisałem wyżej, że to moja klasyfikacja, wzięta na podstawie sportowej... jako żem stary kibic piłkarski. I liga to publikatory, flesze, spotkania w świetle reflektorów, kasa, autografy, wywiady, zainteresowanie kibiców z całego kraju, etc... III liga (bo do II jakoś nie mam zaklasyfikowanych) to liga bardzo lokalna już bez w/w splendoru, chociaż jak wspomniałem istnieje możliwość spektualnego awansu wyżej, gdy znajdzie się jakiś możny fanatyk drużyny. Jak widać to na podstawie ciśnieńskiej drużyny, lokalne publikatory trochę o niej piszą, ma też lokalne zainteresowanie mieszkańców chociaż jak widać... hmmmm, znawcy i koneserzy lokalnych drużyn mają swoich kibiców też poza swoimi lokalnymi granicami. Sami "zawodnicy" "zagraniczni" też mogą być dynamicznie dołączani do składu. Pełna dowolność, która jednak może zwrócić chwilowe zainteresowanie lokalnej, niezbyt licznej, społeczności. Jimi, jak sama wiesz do Twojej i mojej listy jeszcze można dołączyć kilku i też z ciekawymi ksywkami. I dodam... tak sobie myślę, że zarówno zakapiorzy z obenej (jeszcze!) I ligi przybyli tutaj w Bieszczady jak ci z niższej też nie są autochtonami. Ciekawi mnie relacja między lokalnymi(sic!) "zawodnikami" z III ligi a tymi co jednak "grają" już w ekstraklasie? Są jakieś relacje?I trzymając się dalej żargonu sportowego, to jeśli chodzi o drużyny zakapiorskie to wolę lokalną trzecioligową niż z I ligii... może to sprawił Rafał Dominik, może to jakieś echo dawnych czasów z Pragi, może przekora dla ogólnego trendu a może wszystko do kupy?
Dobra Serku. Odpowiadam.
W starożytności czy średniowieczu właśnie tak nie było. Można było być nie wiem jak bogatym człowiekiem a zarazem pogardzanym przez ogół. Jeśli nie wiesz o co chodzi zapoznaj się z sytuacją "niedotykalnych" w Indiach. Niejeden z nich jest bardzo bogaty a uważany jest za, jak to się u nas mówi, cw.... . Dawne społeczeństwa budowały hierarchię wartości na czymś więcej niż spłaszczone żółte kamyki albo kolorowe papierki. Albo impulsy elektryczne.
Nie miałem na myśli "rozwoju" tylko "przemiany cywilizacyjne w związku z ogólnym rozwojem". Tzn. wykorzystywanie nowinek technologicznych jako pretekstu do tego żeby się nie doskonalić tylko staczać. Mamy GPS - i nie uczymy się orientować w terenie a przeciwnie, oduczamy się. Mamy samochód więc nie chodzimy piechotą przez co tyjemy i pogarsza się nam zdrowie. Mamy Internet więc nie potrzebujemy kontaktów międzyludzkich w realu.
Bylibyśmy na drzewach właśnie gdybyśmy podniecali się "cywilizowanymi" gadżetami zamiast starać się dobrze wykorzystać dary Wielkiego Ducha. Pełna pychy "cywilizowana" ekscytacja czymś to jedno a umiejętność skonstruowania i obsługi tego to drugie. Bez pokory wobec rzeczywistości w której się żyje nie ma wynalazków, bo wtedy zamiast zrozumieć prawa ustanowione przez Wielkiego Ducha tworzy się własne. Złoto, a tym bardziej papier czy elektryczność też nigdy nie mogłyby nam ułatwiać nam życia jako pieniądze gdybyśmy tylko podniecali się nimi i rajcowali jakie to cywilizowane i nowoczesne. Dlatego prawdziwego naukowca od mieszczańskiego gadżeciarza oddziela przepaść. I dlatego ten drugi gardzi tym pierwszym choć bez niego straciłby ważny tytuł do własnej wartości...
Nic nie mam przeciwko samej technologii. Nie podoba mi się tylko uzależnienie ludzi od niej. Gdy kiedyś zawiedzie, będziemy bezbronni. Ale dzisiejsi ludzie zakładają, że to się nie stanie nigdy. Bo wraz z upadkiem komunizmu nastał koniec historii. Ludziom już tysiące razy się tak wydawało, ale zawsze kończyło się to katastrofą.
Istotnie nie zrozumiałeś mnie za bardzo a raczej chyba nie doczytałeś. Ja pisałem o materializmie, hedonizmie, indywidualizmie. Nie o wynalazkach. Rozumiem, że chcesz żebym bliżej wyjaśnił ten cytat:Cytat:
To co mądrze napisałeś jest dla mojego, małego rozumku zbyt wielkie... napisz mi proszę tak po prostu, co to jest ta syfilizacja na codzień?
Nie będę publikował w Internecie zdjęć na których jestem ja albo inne osoby. Za dużo się nasłuchałem o różnych głupich żartach z ich przeróbkami. Zresztą w tej chwili nie mam po prostu takich zdjęć. To po pierwsze. Po drugie nawet gdybym coś opublikował to i tak kto nie chce nie uwierzy. Przecież byli tu już tacy co mówili, że nie da się mieszkać w odległości 5 km od sklepu. Oczywisty absurd. Jak ktoś nabił sobie czymś głowę to nie przekonają go żadne dowody. I zawsze będzie mówił że są niedostateczne. Umieszczę zdjęcia, to ktoś powie że za mało, bo człowiek na zdjęciu miał nie do końca prawidłowy ekwipunek. A potem powie, że to za słaby dowód bo on chce być zaproszony na imprezę traperską na Słowacji. A zostanie zaproszony to z kolei powie, że to na pewno musi niedługo zaniknąć, bo nie pasuje do rozwoju cywilizacyjnego. Czyli dalej jest to utopia i niemożliwość. Z której strony nie podejdziesz. I nawet jeśli takie imprezy będą trwały już powiedzmy 20 lat, to też zawsze można powiedzieć że okres zaniku się przedłuża. Kto chce obejrzeć zdjęcia musi poczekać na książkę.
Przeczytałem z pokorą (ja 60-cio latek) Twój post...ale dalej nie rozumiem...siedzisz przy internecie, podpatrujesz (może) jak złowić rybę gołymi rękami, robisz sobie (byc może) z tego xero...i piszesz o pięknej, czystej wolności.
Jesli uważasz że nie ogarniam Twojego (moim zdaniem wybiórczo traktowanego) świata to skończmy tą dyskusję...po prostu nie odpisuj
Pozdrawiam i życzę powodzenia
Nie wytrzymałem, więc skomentuję. Na początku cytat:
Otóż to. Przeciwnicy odrodzenia zakapiorstwa najpierw tworzą jakieś własne, negatywne wyobrażenie o jego zwolennikach, całkowicie sprzeczne z faktami (zakładam, że Indianin nie kłamie), a potem z tym wyobrażeniem dyskutują i krytykują je, twierdząc, że krytykują postawę i styl życia zwolenników zakapiorstwa. Żałosne, ale zrozumiałe. Przecież panuje przekonanie jeszcze z czasów PRL, że materializm to REALIZM. Czyli gdy broni się materializmu, to występuje się automatycznie po stronie mądrości i zdrowego rozsądku. Nieważne, jakie nonsensy się opowiada, np. twierdząc, że życie 5 km od sklepu jest zbyt ciężkie, żeby było możliwe, albo wkładając swojemu przeciwnikowi w usta coś, czego nie powiedział.
Mam pytanie: czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że jestem zakapiorem? Mam daleko za mało doświadczenia, żeby nim zostać. Życie na dziko na odludziu to nie ciepłe pieluchy dobrej niani!
Chyba jednak zbliży, bo jak ludziom głód zajrzy w oczy, to będą jeść nie tylko bukiew, raki, topinambur i żołędzie, ale nawet pędraka chrabąszcza uznają za delikates. I żadna niewidzialna ręka rynku im niczego nie dostarczy.
Zamiana ludzi w zwierzęta to inny problem. Nikt staje się bestią dopiero w czasie wojny - chyba że dopiero w jej trakcie dorasta. Człowiek jest nią już przedtem, tylko wojna, która jest bezprawiem, pozwala mu bezkarnie ujawniać takie instynkty. Ale to też jest potrzebne, bo wtedy inni wtedy muszą zjednoczyć się przeciw tym oprychom, a w tym celu porzucić swoje indywidualistyczne przekonanie, że inni ludzie nie są im potrzebni i w życiu dadzą sobie sami radę. Kto go nie porzuci, zginie bez ratunku.
Żeby była jasność, bo mnie zacytowałeś...nie twierdzę, że bez sklepu w pobliżu jest ciężko, nie wkładam do ust przeciwnikowi (? kogo masz na myśli??) niczego czego by nie powiedział. Cytat nie jest bezpodstawny, bo przecież Indianin siedzi przy kompie i stuka w klawiaturę...i być może z netu uczy się prymitywnych sposobów łowienia ryb!!
Czy sądzisz, że Indianin,np. plomby z zębów sobie wydłubie, żeby być zgodnym ze swoją filozofią?Cytat:
W końcu nie chcę mieć ani jednej rzeczy, której bym sam nie wykonał.
A wojny oprócz, jak sądzisz, zbliżenia nas do przyrody, były siłą napędową masy wynalazków, które zapewne doprowadziły do "syfilizacji"
Na zakończenie, arturos25, nie wiem skąd u Ciebie przeświadczenie, że stoję w opozycji do Indianina...wręcz przeciwnie, życzę mu powodzenia z całego serca.
Pozdrawiam
Nie potrzeba wojny by ujawnić nasze instynkty wystarczy jakikolwiek kataklizm,wszak człowiek jest najniebezpieczniejszym drapieżnikiem,którego na szczęście trzyma w ryzach tak zwany ład społeczny,cywilizacja,religia.A gdy głód zajrzy w oczy to może dojść do tego co w czasie wielkiego głodu na Ukrainie.
O tych 5 km pisałem jako o przykładzie nonsensów, głoszonych przez przeciwników zakapiorstwa. Przeciwnik to w tym wypadku ktoś o przeciwnych poglądach. Poza tym, Twoja poprzednia wypowiedź sugerowała, że Indianin się uczy tego wszystkiego tylko w teorii, gdy on pisał wyraźnie o praktyce.
Znowu to samo! Czy Indianin nie pisał wyraźnie, że te zasady nie obowiązują w momencie zagrożenia zdrowia lub życia? On nie kwestionuje rozwoju myśli ludzkiej, zresztą sam, jak można sądzić, do nieużywających rozumu się nie zalicza. On tylko protestuje przeciw uzależnieniu człowieka od techniki. Przeciw kultowi gadżetów, które koniecznie musimy mieć, choć tak naprawdę nie są nam do niczego potrzebne. Tak naprawdę wynalazki medyczne to w obecnych czasach są jedne z nielicznych, które są stosowane jak należy, do tworzenia czegoś dobrego, nie do wbijania człowieka w pychę czy tworzenia jakichś idiotycznych kompleksów.Cytat:
Czy sądzisz, że Indianin,np. plomby z zębów sobie wydłubie, żeby być zgodnym ze swoją filozofią?
Nonsens. Do "syfilizacji" nie doprowadziły nas wynalazki, tylko przekonanie, że skoro te wynalazki mamy, to możemy siadać na laurach, rezygnować z wymagań wobec siebie. To się zawsze bardzo źle kończy. ZAWSZE! Nie wiem, czy pamiętacie, że pierwszemu rejsowi "Titanica" towarzyszyła propaganda w stylu wieży Babel: że jest to tak potężne dzieło człowieka, że nawet Bóg nic mu nie zrobi. Możemy więc siedzieć na laurach, bo nic się nam już nie może stać. Ze współczesnych badań wynika, że u wód Nowej Fundlandii statek trafił akurat przypadkiem na wyjątkową pogodę, która stworzyła liczne złudzenia optyczne. Powodowały one, że górę lodową było widać, gdy już było za późno na jej ominięcie, a będące w sąsiedztwie statki dostawały zniekształcony obraz transatlantyka. Ba - nawet sygnały SOS były zniekształcane przez miraże, przez co znajdujące się w otoczeniu jednostki nie wiedziały, że "Titanicowi" trzeba pomóc. I superstatek z superzałogą poszedł na dno, a razem z nim mnóstwo pasażerów, którzy też pewno byli super. Jak mówią Górale: "Choćbyś chodziuł w zelezie, to cię Pon Bóg nalezie!". Wynalazki nie tworzą "syfilizacyjnej" postawy, ale "syfilizacyjna" postawa marnuje to, co już wynaleziono i zbudowano. Już nie wspominając o tym, że samouwielbienie człowieka powoduje wysychanie źródła wynalazków, jakim jest nauka - o czym pisał Indianin.Cytat:
A wojny oprócz, jak sądzisz, zbliżenia nas do przyrody, były siłą napędową masy wynalazków, które zapewne doprowadziły do "syfilizacji"
Tak na marginesie - ze źródeł starożytnych już wiadomo, że ludzie popadali w samouwielbienie na długo przedtem, zanim poznano samochody czy komputery. Poczytaj sobie o śmierci Ajaksa Małego w mitologii greckiej. Tylko tyle, że obecnie istniejące wynalazki przedłużają upadek, co powoduje, że możemy demoralizować się dłużej i gruntowniej. Z reguły następuje to właśnie w czasie pokoju, choć często w oparciu o wynalazki, dokonane na wojnie czy w ramach przygotowań do niej.
Miałem głosu już więcej nie zabierać w tym wątku ale ponieważ to ja pisałem tekst o trudnościach z dotarciem do sklepu zimą więc odpowiadam.
Szanowni miłośnicy zakapioryzmu- Chodzenie po jakichkolwiek górach jest zimą bardzo trudne,czasami wręcz uniemożliwione.Realna prędkość piechura nawet zaopatrzonego w rakiety bardzo często wynosi ok 500 m/h.Ktoś kto twierdzi inaczej śmiem stwierdzić nigdy zimą w ciężkich warunkach po górach nie chodził.Dla tych niedowiarków mam propozycję- w okresie między świętami a nowym rokiem będę w Bieszczadach.Jeśli warunki śniegowe i pogodowe będą odpowiednie tzn pod psem a nawet dwoma zapraszam na spacerek trasą prostą i nudną z przełęczy Żebrak do Cisnej.Wtedy będziecie mieli szansę na przekonanie się jak wygląda marsz po górach zimą.Oczywiście szczegóły ustalimy na priv coby tematu dodatkowo nie zaśmiecać.
Ja znam doskonale te klimaty. Np. tam, gdzie w ciepłej porze roku idzie się godzinę, zimą idzie się pół dnia. Ale właśnie to jest niezwykłe i fascynujące: radzenie sobie wśród ustawicznych trudności.
Mam bardzo młodego kolegę,który jest fascynatem średniowiecza.Sam szyje buty i odzież,buduje broń,jeżdzi pod Grunwald i na inne inscenizacje.Wspomagam jego fascynacje.szukam mu stali starej,bo ponoć ma inny kolor,szukam drewna lipowego,wierzbowego,bo z takiego drewna były robione tarcze.Wczoraj pochwalił się własnoręcznie wykutym w prymitywnych warunkach{na działce} mieczem l nożem. jednak to tylko ZABAWA,a nie sposób na życie.Fajnie się pobawić,ale czy obecnie ktoś jest w stanie nie używać CO.telefonu,internetu itp? Można potaplać się w błocie czy śniegu,kiedy się wie,że się wróci do ciepłego mieszkanka oświetlonego,czystego,włączy się tv.Może w USA lub Kanadzie jest możliwe zaszycie się w głuszy,ale nie w Europie. Na forum wspominana była książka i film "In to the wild".Wystarczyła mała pomyłka rośliny,Nie ma odwrotu od cywilizacji i tyko można się pobawić w prymitywne życie. T
akie jest moje zdanie na ten temat,a dyskusja na te tematy jest bezsensowna w takim formacie jak w tym wątku.W/g mnie, to w postach chodzi bardziej o błyśnięcie wiedzą niż konkretne wypowiedzi. Takie jest moje zdanie,takie odniosłem wrażenie czytając ten wątek.
Pozdrawiam St.