Nasyceni zimą, optymizmem i pierożkami ze śmietanką władowaliśmy się do wozu bojowego który miał nas powieźć prosto do celu.
Słowo "prosto" ma milion krzywych ułożonych w nikomu nieznane kombinacje.
Poruszaliśmy się wijąc się jak pijany wąż , jadąc prawą stroną i lewą i poboczami a wszystko to nadaremnie. Takiej ilości dziur nie da się uniknąć.
Tylko malkontenci mogą twierdzić że drogi w Polsce są dziurawe. Toż to absolutnie nieprawdziwe twierdzenie.
Ostatni odcinek drogi gruntowej biegnącej przez Husne był najrówniejszy dzięki czemu dotarliśmy do leżącej na końcu wsi "Zastawy"
To schronisko (a właściwie schron) przyjęło nas gościnnie i można było zacząć obrady.
.
.
.....zakończone wymianą koszulek.
.