Wojtek - ten przystojniak na pierwszym planie to Ty ?
B.
Wojtek - ten przystojniak na pierwszym planie to Ty ?
B.
Wojtku cały czas cię podziwiam (zwłaszcza twjw wyjazdy rowerem)
Fajna trasa i opowieść,
przedostatnie zjęcie z Polany - aż się łezka w oku... (chociaż ja wtedy pewnie jeszcze w pieluchy sikałem)
Ja też jestem na pierwszym planie, ale po lewej - z gitarą i emaliowanym kubkiem
A ja cały czas się wkoło rozgladalem, czy gdzieś za drzewa nie ukaże się coś tajemniczo żelaznego
Wracając do tematu - po drodze spotkałem jeszcze innego, tajemniczego gościa w żółtych gumiakach, potem drogę zagrodził mi potężny smok drzewożerca aż w końcu dotarłem wieczorem do Żurawina. Okazało się, że reszty ekipy nie ma. Nie dotarli jeszcze, choć mieli do przejścia tylko parę kilometrów. Jest tylko jakaś Agnieszka, ale tez jej nie ma, bo pojechała traktorem za rzekę. Pojechałem i ja w stronę rzeki. Rower zaparkowałem w bezpiecznym miejscu ale przez rzekę już nie przechodziłem, żeby sobie czego nie zamoczyć. A potem się zrobiło ciemno, główna ekipa się doczołgała a Agnieszka wróciła traktorem i zabrała wszystkim telefony, co już było opisywane.
DSC00081.JPG . DSC00086.JPG . DSC00095.JPG . DSC00093.JPG
Tak Basiu, miałem kiedyś piękny plecak. Bo i lepszy niełatwo było kupić, i nie było za co. Ale radość z wędrowania była niezależna od klasy sprzętu :)
Ale wracamy do relacji. Nastał drugi dzień RIMB-u. Rankiem wszystko wszyscy spali i nic się nie ruszało. Wyjątkiem byli gospodarze, którzy krzątali się w obejściu i pies. Miałem brzydkie podejrzenia, że ekipa ruszy na trasę koło południa (jeśli w ogóle ruszy). Pożegnałem się z gospodarzami oraz z psem i ruszyłem w stronę gór, bo na razie byliśmy w dolinie. Jadąc jakąś dróżką w stronę tych gór napotkałem na drogowskaz: Lutowiska 45 min, Chatka Socjologów 40 min. Wybrałem to drugie, bo było bliżej. Na drogowskazie nie napisali, że te 40 minut to się idzie bardzo pod górę. A dla roweru z sakwami było to bardzo-bardzo pod górę i z 40 minut zrobiło się dwa razy tyle. W końcu doturlałem się na Otryt, gdzie ujrzałem zapowiadaną Chatkę Socjologa, która zapraszała wędrowca, by za 5 zł obejrzał sobie z balkonu najpiękniejszą panoramę bieszczadzką. Nie miałem akurat drobnych, więc sobie nie obejrzałem.
DSC00096.JPG DSC00098.JPG DSC00102.JPG DSC00103.JPG
Teraz zjazd na dół, znów w dolinę Sanu. Miało być 50 minut a tym razem zmieściłem się w połowie. Tylko na dole tarcze hamulcowe trochę śmierdziały i dymiły. Most w Dwerniku, stary sklep w Dwerniku. Tego faceta ze sklepu już gdzieś kiedyś widziałem.
DSC00106.JPG DSC00108.JPG DSC00110.jpg
Przez Dwernik płynie potok Dwernik. Ten sam potok nieco wyżej, we wsi Nasiczne nazywa się Nasiczniański (a jeszcze wyżej nazywa się jeszcze inaczej). Do Dwernika wpada potok Caryński, który płynie przez wieś … już wszyscy zgadli: Caryńskie. Z drobnym zastrzeżeniem, ze wsi już nie ma. Może nie do końca, bo trafiłem na jednego mieszkańca. O obecności mieszkańca świadczył dym z komina, świeża folia na dachu oraz suszący się na sznurku ręcznik. Nieco powyżej mieszkańca było kiedyś centrum wsi, z cerkwią, cmentarzem, domami i polami.
DSC00115.JPG DSC00120.JPG DSC00117.JPG DSC00130.JPG
Stąd już prosta droga na przełęcz Przysłup Caryński. Tutaj krótki odpoczynek przy schronisku i drugie śniadanko.
DSC00134.JPG DSC00135.JPG DSC00138.jpg DSC00145.JPG DSC00142.JPG
W nagrodę za długi a płaski podjazd na przełęcz będzie teraz krótki a szybki zjazd do Bereżek. Na słupku z drogowskazami turystycznymi widnieje napis: „Szlak rowerowy Extreme-Bieszczady na odcinku Przysłup Caryński – Bereżki ZAMKNIĘTY”. Nie zmartwiłem się szczególnie, bo nawet nie widziałem, że tedy prowadzi jakiś szlak rowerowy. Co więcej, taki komunikat obudził pewne emocje. Nie dość, że „Extreme”, to jeszcze zamknięty! Pewnie będą „momenty”!
Nie było niczego wyjątkowego. Zwalone drzewa spotkać można w każdym lesie a stromo bywa w każdych górach. Za najciekawszą przeszkód dla rowerzysty uznałem mostek, na którym trzeba było w połowie skręcić w lewo pod katem prostym, bo drugi koniec wisiał w powietrzu nad półtorametrowym rowem. Pieszy zauważał to „w locie”, nieuważny rowerzysta mógł skończyć „lotem”. I może jeszcze ścieżkę o szerokości pół metra, biegnącą nad pionową skarpą – brzegiem potoku.
DSC00170.JPG DSC00153.JPG DSC00156.JPG DSC00158.jpg
W Bereżkach szlak wchodzi na wielkie pole namiotowe z odnowionym wyposażeniem, kilkadziesiąt metrów dalej jest już droga asfaltowa. Przy wejściu na pole i na szlak siedzi pan parkowy i sprzedaje bilety. Wygląda na to, że jechałem „na gapę”, ale przy wychodzeniu/wyjeżdżaniu biletów nie sprawdzają. Część górska zaliczona, teraz będzie część drogowa. Trzecie śniadanie przy sklepie w Pszczelinach, potem – hajda na Tarnawę!
DSC00167.JPG DSC00174.jpg DSC00178.JPG DSC00179.JPG
Przy drodze do Mucznego spotykam pod Wilczą Górą resztę ekipy. Wyczerpani całodziennym, 7-kilometrowym marszem czekają na transport kołowy. Spotykamy się po pół godzinie przy barze Carpathia w Mucznem. Potem przejazd transportem (cztero)kołowym do Tarnawy Niżnej. Za wyjątkiem badaczy rowów, którzy poszli pieszo i osobnika, który preferuje transport dwukołowy.
DSC00186.JPG
Ostatni odcinek, zamiast asfaltem pojechałem jakąś dawną „PGR-ową” drogą, która wyprowadziła mnie oczywiście w pole a potem dwa kilometry za wieś. Ale za to miałem czyste-mgliste, wieczorne widoki na Bieszczady. Wieczorem nikt nie zabierał telefonów. W nocy było ognisko u Browara, którym się zakończył dzień drugi a rozpoczął trzeci.
DSC00193.JPG
Rankiem dnia trzeciego do akcji wkracza nadworny kucharz. Rozchodzące się zapachy wyciągają wszystkich z łóżek, pomimo wczorajszego wycieńczenia 7-kilometrową trasą. Przyjeżdża także straż graniczna, ale za późno - juz wszystko zjedzone. Po śniadaniu mój rumak zostaje samotnie w pokoju a ja wyruszam tym razem z resztą ekipy na trasę pieszą.
DSC00197.jpg IMG_0797.JPG DSC00202.JPG
Wyruszamy w góry. Na pierwszym zdjęciu zbiórka czwórkami przed wymarszem. Na drugim zdjęciu widok na Browarową Polanę, miejsce po ognisku i potężne, stalowe ogrodzenie. Na trzecim zdjęciu – pokonanie pierwszego kilometra poszło bez problemu, już jesteśmy przy starym moście kolejki.
IMG_0798.JPG IMG_0800.JPG IMG_0805.JPG
Potem było mordercze podejście pod Grandysową Czubę, nie było sił, by wyciągać aparat. Resztkami tchu dotarliśmy na górę, skończył się ciemny las i na słonecznej polanie mogliśmy przystąpić do najważniejszego punktu programu w dniu dzisiejszym, czyli słynnego długiego i forsownego wypoczynku. Wszyscy odpoczywali, oprócz kilkunastu fotografów, dla których wszystko było za blisko albo za daleko.
IMG_0806.JPG IMG_0809.JPG IMG_0818.JPG IMG_0817.JPG
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)