Bajer w górach, to cztery chyba kilogramowe obiektywy do wypaśnego Canon Mark II w wypaśnej torbie (też Canon), aby zrobić jedno pamniontkowe foto w samo południe przed Chatką Puchatka.
Innym bajerem mógł zapewne być tusz do rzęs, który fantazyjnie zapaćkał spocone oblicze jakiejś turystki na podejściu. Jak później ustalono - posługiwała się owa dama tuszem z najwyższej półki.
Bajerem musiała być chwacka futrzana czapa, którą jakaś pindula wdziała na łepetynę, by uprawiać w niej białe szaleństwo. Czapa miała doczepiony ogon z dwóch lub trzech lisów i tak cudownie jechało się po nich, gdy pindula fiknęła kozła na muldzie tuż przede mną. Nie wiem do dziś, czy aby ich nie odciąłem robiąc dwa bajery z jednego. Zaznaczam, że nie umiałem wtedy skręcać szybko i pindula powinna się cieszyć, że nie odciąłem jej głowy. Zresztą...byłaby to pewnie mniejsza strata niż rozpołowiony ogon lisa.
Do bajerów można też zaliczyć notebooka przywleczonego na szczyt wielkiej góry w celu nadania bezpośredniej relacji ze zdobycia tejże. Szczęśliwy posiadacz owego bajeru jednak nie mógł zadziwić do końca gawiedzi, gdyż, jak to ujął w prostych żołnierskich słowach 'k..., bateria jest rozładowana!'.
A z przydatnych rzeczy w plecaku i pod namiotem, to jest solidny nóż, coś na odciski (są takie żelowe opatrunki fajne), piersióweczka na wieczór chłodnawy, kolega z gitarą - tylko nie może fałszować:>, gaz, menażka, śpiwór, plecak, mapa, kompas, srajtaśma i, uwaga..., ściereczka do naczyń.
Pozdrawiam tropicieli bajerów
Derty


Odpowiedz z cytatem