No właśnie, kwiatki przyzwoiciej się zachowują!
Przy tym dają się obejrzeć, oznaczyć, obfotografować:)
A te skrzydlate normalnie grają na nerwach;-)
Drapieżne są najgorsze, bo wyglądają tak samo i latają za wysoko. W dodatku, co zapytam jakiegoś specjalistę „co to siedzi?” lub „co to lata?” zawsze! słyszę – „myszołów”.
Teraz to i ja jestem taka mądra i jak widzę takie coś szponiaste, dziobate i „z krwią w oczach” to już mam pewność, że musi to być myszołów;-).
Słabość mam do krukowatych, lubię cwane bestie;-)
Zadziwiają mnie swoim sprytem. Nauczyły się przetrwania przy człowieku, czasem rodzi to przezabawne sytuacje. Na przykład, gdy zbierają do budowy gniazda przeróżne materiały: skubią sznurek od bielizny, zbierają psią sierść, wyciągają mandaty zza wycieraczek albo hihi...ulotki agencji towarzyskich:)) Rzucają orzechami, żeby wydłubać środek; zjadają ze śmieci resztki od Chińczyka. Mają niesłychaną pomysłowość! Wystarczy popatrzeć w te chytre oczka!;-)
Jednak jedynie sroki udało mi się częściowo oswoić, karmiłam je całą zimę, teraz przylatują tylko napić się wody.
Wróblowate też mają swoją niszę, kryją się po krzakach, korzystają z ptasich stołówek i z tego co mogą podebrać z talerza...Mam taką osiedlową pizzerię, fajnie tam się siedzi w ogródku i obserwuje wróble. Nauczyły się sępić;-) są przy tym dość przebojowe, potrafią bezczelnie sfrunąć na stół i ogłuszająco ćwierkać z pretensjami, póki nie dostaną swojej działki;-) A jak są już objedzone po uszy;-) to ćwierkają z nudów, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę:))



Odpowiedz z cytatem
