Słonecznymi łączkami schodzimy do centrum Mszany tuż koło kościoła, kilka kroków po asfalcie i skręcamy w dróżkę która ma nas wyprowadzić na przełęcz nad Ropianką. Idziemy nią z niepokojem patrząc na towarzyszący potok który nie chce się zmieścić w swoim korycie i co rusz rozlewa się na drogę. Droga jak droga, wchodzimy do lasu, ot zwykła leśna droga, tylko skąd na niej leży tyle śniegu ?
Przecież jesteśmy na niewielkiej wysokości ?
Brrr! jakiś kolejny chłodny podmuch zmusza do założenia kurtki. Tu, w tej dolinie ciągnie jakiś zimny mikroklimat. Pan Wołodyjowski który wysforował się do przetarcia szlaku wkrótce szuka następców, a tu chętnych brak. Oj, nie dziwota,bo już tej zimy nadreptaliśmy tego białego gó.... a pod dostatkiem.
- Dobrego po troszecce ...... jak mawiała moja znajoma hrabina - a my tu mamy tego śniegu już po uszy.
.
hm13_6957.jpg