I tu się zgadzam z BasiąZ. Chorobą współczesnych czasów jest negacja kanonów powszechnie obowiązujących we wszystkich sztukach. Trzymanie się starych zasad jest passé, również w architekturze. Na co nam tradycyjne pojęcie harmonii barw, proporcji wymiarów? Funkcjonalność, a i owszem - z tego nie zrezygnowano. Ale reszta...'cudo Gołębiewskie' straszy w Karpaczu, centrum stolycy upstrzone pokracznymi budowlami, galerie niczym nawalone jeden na drugi blaszane kontenery z szalonymi 'ozdupkami'. I do kiedy te koszmary architektoniczne zastawiają krajobraz miast, to jeszcze pół biedy. Ale wstawianie ich w otoczenie pełne harmonii i piękna to zwyczajnie chamstwo, pycha, brak szacunku dla kogokolwiek i czegokolwiek. Droga Asiu999, popytaj starych warszawiaków o życiorysy współczesnych nowobogackich. Niestety, ale tu też gdzieś jest jedna z przyczyn krzewienia się pewnych postaw wobec otoczenia - w sposobie, w jaki się doszło do majątku. Stać mnie to robię, co chcę i olewam resztę. Ja zwyczajnie tego nie akceptuję, Ty możesz pochwalać. To i tak nie ma znaczenia, bo zjawisko ma się dobrze i bez naszego lubię/nie lubię:) Też bym chciał życzyć wszystkim tym szpecielom samych sukcesów finansowych, ale jakoś nie potrafię...A na pewno nie uwierzę w ich cudowną przemianę i w oparcie strategii 'na zapewnieniu maksymalnego luksusu w tym centrum z równoczesnym wyraźnym i bezkompromisowym ukierunkowaniem na ochronę tego co wokół'. Gigantyczne pryzmy ziemi z plantowania terenu pod 'Gołębia' przestano rozpychać na boki dopiero wtedy, gdy poprzewracały płoty sąsiednich pensjonatów.
Pzdr
Derty