Przełęcz Wyżniańska to takie miejsce oczyszczenia. Tu się zostawia za sobą myślenie codziennością, a zaczynamy myśleć przez pryzmat otaczających górek i lasów. Aby to wszystko dobrze przejść trzeba osiągnąć właściwy stan wilgotności.
Wyciągamy więc z plecaków płyny i nasączamy się.
Teraz nas czeka ciężka i intensywna droga do schroniska.
Ledwie żeśmy doczłapali a tu Pierogowy obwieścił że on dalej nie pójdzie bez właściwego paliwa. Pobiegł do schroniska i co zamówił ?
.
.
No co mógł zamówić ? Bez jakiego paliwa nie mógł iść dalej ? Na te retoryczne pytania nie zwykło się odpowiadać. Nawodnieni, najedzeni wrzucamy plecaki i hajda w górę.
ale, ale nie tak szybko , bo jeszcze przed zakrętem czyhał na nas gender , polał wodą ścieżki i zamroził je.
Dobrze , że daleko za nic mamy te idiotyczne teorie równości i normalnym jest że silniejszy pomaga słabszym. Na Tomka zawsze można liczyć
.
.
Postanowiliśmy wykiwać gendera i pójść śniegiem obok ścieżki. a swoją drogą to pierwszy raz w Bieszczadach miałem sytuację że raki by sie przydały.
Jeszcze trochę w górę i drzewa zamieniają się w krzewy i pojawiają się widoczki na Carycę która na południowych stokach dawno pożegnała zimę
.
.
Dumni z siebie zalegamy na płatach suchej trawy wypatrując słoneczka. Jest cicho, ciepło i przyjemnie, więc może warto odwiedzić Większą siostrę ?
.
.






Odpowiedz z cytatem