Wzmocnieni na duchu i ciele, ruszyliśmy w górę wioski podziwiając poszczególne zabudowania.
11Budynki.jpg
Tuż za zakrętem czekała na nas niespodzianka. Może nie zbyt okazałe, ale za to soczyste i bardzo smaczne czereśnie rosnące obok szlaku.
12Czereśnie.jpg
Jeszcze rzut oka na wioskę z góry oraz dywan z paproci i wspinamy się żółtym szlakiem. Przez krótką chwilę nawet asfaltową drogą, do punktu zwanego Kołyby, aby dotrzeć szlakiem granicznym do punktu Łuczki.
13Paprocie.jpg
Na przełęczy należało odbić w prawo, aby dotrzeć do jakiejś drogi zrywkowej. Okazało się to poważnym wyzwaniem, gdyż chaszcze na tym odcinku były wyjątkowo nieprzyjazne.
14Poszukiwanie ścieżki.jpg
Kierunek okazał się właściwy i po dłuższej chwili dotarliśmy do nowiutkiej drogi zrywkowej, która doprowadziła nas na Koniec Świata. Obiecywaliśmy sobie, że nareszcie coś konkretnego zjemy, a jak dobrze pójdzie to nawet jajecznicę. Jednak, musieliśmy zadowolić się resztkami batoników, gdyż zastaliśmy zamknięte drzwi. Co prawda na drzwiach była informacja z numerem telefonu, lecz brak zasięgu uniemożliwił nam jakąkolwiek komunikację. Nawet wiszący gong swoim dźwiękiem, nie był w stanie przywołać gospodarza. Po chwili odpoczynku na tarasie, wydeptaną ścieżką udaliśmy się w kierunku dworca.
15Zamknięte drzwi.jpg 16Koniec Świata.jpg
Po zamknięciu pętli naszej marszruty, licznik przebytej trasy i jej elementów wyglądał następująco.
Trasa.jpg
Po powrocie do domu, miałem okazję do pewnej refleksji. Kolega, podzielił się swoimi wrażeniami z naszego wspólnego pobytu ze znajomymi, którzy bywali na wycieczkach zakładowych w Bieszczadach i twierdzili, że podczas 4 dni pobytu poznali Bieszczady wzdłuż i wszerz. Wiadomość ta wyzwoliła u niego pytanie, które mi zadał. A mianowicie, „czy w ciągu jednego miesiąca jesteśmy wstanie przejść te wszystkie górki?”. Nastąpiła u mnie pełna konsternacja, która zmobilizowała mnie do rzetelnej odpowiedzi popartej udokumentowanymi faktami. Tak się składa, że od października 2003 roku do chwili obecnej, prowadzę szczegółową dokumentację poszczególnych pobytów i miejsc, w których byłem w tym czasie w Bieszczadach. Gdy wszystko podliczyłem i podałem mu ilość dni, która wynosi 269, czyli prawie 9 miesięcy, a na dodatek, gdy spojrzę na mapę i widzę jeszcze wiele białych plam do przetarcia, to kolega zaniemówił i ostatecznie wyszeptał „ to co oni p......”.
Każdy kto zasmakował bieszczadzkiego uroku, może sobie dopasować odpowiednią ideologię odnośnie świadomości, pewnych grup społecznych, dotyczącej znajomości tych „górek”, a co za tym idzie, również i braku pokory do nich.



Odpowiedz z cytatem