Podczas śniadania spożywanego w tak fantastycznym miejscu i doborowym towarzystwie, zastanawiałem się nad dalszą drogą i postanowiłem troszkę polawirować po okolicznych polanach i grzbietach. Wywijane esy – floresy kreśliły fantasmagorie, a ja nimi odurzony nie zważałem na upływ czasu, więc na tej polance ze zdjęcia z czterema łaniami wylądowałem dopiero po dwóch godzinach. Łań już na niej nie było. Ruszyłem dróżką do lasu i ledwie co opuściłem polanę a tu „ gdzie spojrzę dookoła dżungla”* (link) i z jej głębin dochodzą dzikie zwierzęce odgłosy, takie porywcze tykanie-cykanie na przemian z dziwnym gulgotaniem! Przyłapałem wiewiórkę na upychaniu zimowych zapasów w spiżarni. Ale na mnie pomstowała, ale labidziła, ale narzekała i wrzeszczała! Co najmniej jakbym te smakołyki wybrał z dziupli i pożarł na jej oczach. Spryciula lamentując wniebogłosy jednocześnie przechodziła z drzewa na drzewo odciągając mnie od magazynu. Była to śliczna, ciemnobrązowa, niemalże czarna, leśna wiewiórka a nie jakieś podmiejskie, parkowe „ósme cudo znów na rudo”** (link) więc chciałem ją koniecznie sfotografować. Niestety miała pierońskie adhd i tak się wierciła i kręciła, skakała i biegała, że fokus w aparacie oniemiał i odmówił współpracy. Biegałem za nią przez kilka minut aż w końcu wyłączyła fonię i znikła w koronach drzew zostawiając mnie w głuszy leśnej z dala od drogi. Na krechę ruszyłem dalej i wkrótce nadziałem się na ślad starej drogi zwózkowej
esy25.jpg
i korzystając z tego ułatwienia dotarłem do kolejnych widoków
esy26.jpg
Po przeskoczeniu pierwszej górki zacząłem schodzić długą, wąską polaną przedzieloną pasem drzew. Wyszedłem zza nich ze słońcem i pod wiatr, więc wygrzewający się i polujący żbik pozwolił mi na małą sesję fotograficzną, niestety ze znacznej odległości
esy27.jpg esy28.jpg esy29.jpg esy30.jpg
Na razie mnie nie zauważył, więc niczym Old Shatterhand - biały brat Winnetou, przywarłem do ziemi, zrzuciłem plecak i zacząłem skradać się w jego kierunku. Na polanie pomiędzy nami znajdowało się delikatne wybrzuszenie pozwalające na ukrycie się przed jego wzrokiem ale tylko przy zachowaniu pozycji padnij. Sunąc własnym wybrzuszeniem po łące starałem się zbytnio nie zadzierać innych części ciała i wkrótce dotarłem do szczytu tej mini wydmy. Wstrzymałem oddech i podniosłem głowę, i cholera - popatrzyliśmy na siebie, i tyle go widziałem! :
Kapitan Żbik.jpg
Żbik ogłosił koniec akcji, więc zadowolony ze spotkania pomaszerowałem dalej.
Po kilku minutach znalazłem się na kolejnym, tym razem zagrzybionym grzbiecie
esy31.jpg esy32.jpg
na którym czekała na mnie kolejna niespodzianka. Błąkałem się po tej łące od zagajnika do zagajnika, od grzyba do grzyba, i nagle stanąłem jak wryty, gdyż spod moich nóg wystrzelił przed siebie w szaleńczym pędzie długouchy!
O raju, mało z butów nie wyskoczę a serce wali jak oszalałe,
„Skurczony świat, nie większy niż ta pięść,
na piersiach siadł i oddech mi się rwie...”*** (link)
muszę więc dla odzyskania równowagi psychicznej szybko się napić, lecz potrzeba „...mi ścianę, przytrzymam się muru gdy będę pijany”**.
W odległości trzech rzutów beretem znalazłem drewniany mur , o który mogłem się oprzeć i zażyć środki uspokajające:
esy33.jpg



__________________________________________________ ____________
*Lady Punk „Fabryka małp”
**Perfect „Idź precz”
***Perfect „Objazdowe nieme kino”