Witam ponownie i gratuluję spostrzegawczości!
Faktycznie w odpowiedzi na Twój pierwszy (w tej części dyskusji) post objaśniłem genezę:
Mimo to jednak "drążyłeś" ten temat, szukając takiej mapki w "Powrotach...". Bądźmy jednak ściśli: nie "w przewodniku o Krakowie" - tylko po Czarnohorze, i nie "mapa okolic Krakowa" - tylko Gór Czywczyńskich i Hryniawskich. Widzisz różnicę?
Gratuluję pewności siebie, z jaką opowiadasz o dziejach zasiedlenia Huculszczyzny i jej zróżnicowaniu dialektologicznym, w tym cech fonetycznych. Ja niestety muszę skromnie poprzestać na domniemaniach i hipotezach, tudzież własnych obserwacjach wymowy przez Hucułów takich nazw i wyrazów jak np. Kiernyczny, kiernycia, kyczera, niagura. Podobnie wymawiali przed II wojną światową nazwę Hnitesy - jak podaje Gąsiorowski - była to wówczas "w języku tubylców Hnytesa", a formę Hniatysia mamy poświadczoną w druku od schyłku XIX wieku. Nie ośmielę się jednak spekulować, czy i na ile jest ona wierna w zapisie wymowie ludowej. Przypisywanie cechy fonetyki całego obszaru ruskojęzycznego wschodniej Huculszczyźnie, i to w jej najdalszym zakątku, uważam za nader ryzykowane, zważywszy, że nazwa połoniny (nie góry!) Hnitesy ucierała się od strony węgierskiej do formy Ihniatiesa, którą słyszałem na własne uszy od gospodarzących tam pasterzy z wioski Săcel w dolinie Izy. Nie twierdzę jednak, że jest ona współcześnie jedyna i najwłaściwsza.
Niekoniecznie jednej i "krótkiej". Mógł nazwy terenowe z rejonu Hnitesy zasłyszeć również z ust mieszkańców schroniska w Bałtagule.
Nie musisz się fatygować. Wierzę Ci na słowo i pojmuję już, że przetarcia Twojej mapy "w górnym rogu" to dla Ciebie całkowicie wystarczający dowód eksperymentalny na to, że Studziński miał WiGówkę poprzecieraną w dolnym rogu akurat w rejonie Hnitesy. Gratuluję miażdżącej logiki wywodu!
Widzisz, jaki ze mnie niepoprawny optymista. Ale Ty mnie również zadziwiłeś szczegółową wiedzą o wyposażeniu przedwojennych schronisk w Czywczynach i Hryniawach. Składam wyrazy uznania! Może jednak masz też wiedzę o ich żywym inwentarzu? Bo jak na Berczeskiej była sabaka, to może gdzie indziej były koguty? Pianie kura "na zoriu" z pewnością dawałoby Studzińskiemu szansę wyregulowania czasomierza, nie uważasz? No chyba, że zjadłby kogutka na kolację...
Raz jeszcze muszę Ci pogratulować spostrzegawczości! Parę postów wyżej jednak napisałeś:
A teraz to dementujesz, tylko dlaczego przypisując to mylne mniemanie akurat mnie? Przecież ja nic takiego nie stwierdziłem. Przeczytaj raz jeszcze ze zrozumieniem, bez wyrywania z kontekstu:
Ten fragment wypowiedzi dotyczy identyfikacji słupa 56, więc w domyśle chodziło o mapę z jego oznaczeniem, a jak zapewne wiesz - nie mógł być to ark. "Burkut", lecz następny ark. "Hryniawa". Studziński nie miał "setki" WIG całych Czywczynów, bo mieć nie mógł, bo takiej w ogóle nie było (jak np. łączona 4-arkuszowa dla Tatr).
Skoro był "odwiany", to dlaczego miałby nie zobaczyć na nim numeru 56? Obejrzał go pewnie tylko z jednej strony? Skoro "po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy", to dlaczego nie zlokalizował poprawnie połoninki Gropy, tylko utożsamił ją z Palenicą? Zapewne mapa była akurat "wytarta" w tym miejscu, ale jakimś cudem ocalał na niej numer akurat tego właśnie słupa? A od słupa 55 nie mógłby dojrzeć pikiety przy grzbiecie, bo mu pewnie opaska na oczy spadła? Eureka!
Masz rację. W kosówce śnieg przepada między gałęziami, ale tylko na początku zimy i przy silnych odwilżach z reguły wiosną. Przy dużym opadzie siada na gałęziach i przygniata je swym ciężarem. Wystawanie ze śniegu „zielska stepowego” nie było jednak efektem wytapiania się badyli z pokrywy śnieżnej, lecz wywiewania śniegu na płaskowyżu Palenicy. Śnieg akumulował się tam w kosówkach. Na połoninie nic go nie trzymało.
Do ostatniego kluczowego fragmentu Twojego posta odniosę się w osobnym wpisie.
Pozdrawiam
Tom



Odpowiedz z cytatem