Pierwszy raz na tej "karcie", a więc trochę starsza historia.
Parę lat temu (2000r.), przegadując z moim wielkim kumplem
"Miętowym" (Suche Rzeki) oraz jego bezpośrednim pryncypałem Edkiem
(leśniczy z Zatwarnicy) dowiedziałem się, że w latach siedemdziesiątych, pewien człowiek założył się o "dużo wódki", że konno wjedzie do sklepu (wtedy GS) w Zatwarnicy i nie zsiadając kupi i wypije piwo, a potem wyjedzie.
Zakład wygrał.
Człowiek ów nie znał "Pulpitowych historii", a wjazd na koniu do tego sklepu ( w 2000r jeszcze nie był przebudowany) był technicznie, w zasadzie niemożliwy.
Niezłe co?
Ale to dopiero początek.
Prosto od Miętowego (Arek z Suchych Rzek, podleśniczy), jadąc do Opola, nie mógłbym nie odwiedzić starych przyjaciół na Podhalu (min.Bańska Wyżnia); Już w dniu przyjazdu na Bańską, odwiedzam Władka Jarząbka (super gawędziarza) i opowiadam Mu tę historię, wiedząc, że z Niego też niezły numerant. A On, spokojnie wstaje, wygrzebuje coś zza kolejnego świętego obrazka, podaje mi do przeczytania i mówi: "To byłem ja".
Okazało się, że to faktycznie był On (pracował sezonowo przy wyrębie lasu); ówczesny nadgorliwy leśniczy, jedyny posiadający telefon w Zatwarnicy (chyba) uparł się, że odnajdzie tego "chuligana" ipoda na kolegium.
To co czytałem, to druk z kolegium d/s wykroczeń nakładający na (jak zawsze uśmiechniętego) Władka straszną grzywnę. Oczywiście, grzywna nie została uiszczona, a Władek zostawił sobie druk na pamiątkę.
O całej tej historii, najładniej opowiadał Władek Jarząbek - cieśla, gawędziarz z Podhala.
Jaki morał?
Dokumenta trza zatrzymać, ale urzędom się nie poddawać. Hej.


Odpowiedz z cytatem
