Witajcie Maruderzy...

Tak - wróciliśmy cało i zdrowo, plan wykonany w 100% a zawierał:

1) Wyprawa dzienna na Bukowe Berdo z Mucznego. Do szczytu (1238m) szlak był w miarę przetarty ale dalej aż do szczytu (1311m) przebijaliśmy się przez metrowy śnieg sami. Widoczność Doskonała, wiatr lekko uciążliwy ale bez szaleństw, sporo ludzi na szlaku, schodziliśmy już po zachodzie tą samą drogą do Mucznego. Wyprawa pierwsza na rozgrzewkę zaliczona

2) Wyprawa Druga na Caryńską z miejscowości Brzegi Górne. Szlak mniej ubity, dużo luźnego śniegu utrudniającego marsz. Po wyjściu z lasu na połoninę śnieg po pas, tempo marszu bardzo wolne, wiatr od północy. Na Caryńskiej wodoczność doskonału, zachmurzenie zero, temp ok -12 C, po zachodze zejście do brzegów górnych. Podział na Dwie grupy osoby zmęczone wróciły jednym samochodem do domu, druga połowa pokusiła się na biwak nocny, który przy temp -15 C przebiegł bez zakłóceń, cała grupa spotkała się ponownie nad ranem w Mucznem.

Wyprawa 3 - Noc sylwestrowa, Zdecydowaliśmy na edycję swoich planów i ze względu na bardzo wyczerpujący szlak przez Bukowe Berdo oraz bardzo uciążliwy wiatr w twarz wybraliśmy szlak z Wołosatego - masyw Tarnicy skutecznie do samego końca zasłaniał nas od mocnych powiewów zimnego wiatru. Do około 22 przesiedzieliśmy sobie w przydrożnej wiacie na szlaku (mniej więcej w połowie drogi przez las). Śmiejąc się i żartująć oraz zakładając że na szczycie warynki będą bardzo ciężkie czekaliśmy tak długi aby szyt zdobywać jaknajbliżej północy. Szlak dzięki łaskawym ludziom, którzy zjeżdzali wzdłuż niego na dół na jabłuszkach był bardzo wyślizgany ale dzięki kijkom trekingowym, dobrym butom i czasem wspólnej asekuracji dotarliśmy na Przełęcz pod Tarnicą. Górka z tego punktu robi niesamowite wrażenie zwłaszcza gdy nic nie widać a ona sama zostanie oświetlona latarką patrolową (Maglite). Po drodze jeszcze spotkaliśmy w dół wędrującą parę GORP (młody mężczyzna i kobieta). Byli bardzo życzliwi i przedstawili nam warunki panujące na górze. Na przełęczy bardzo wiało. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy tam czekać i po skutym, bardzo twardym śniegu - wspinaliśmy się na górę - słabsi byli asekurowani odpowiednio, kazdy z nas trzymał się razem, pod samym szczytem schroniliśmy się przed wiatrem za półką skalną, i tam podziwialiśmy sylwestra który był obchodzony na Ukrainie (23:00) Polska jeszcze oczekiwała na Nowy Rok. W tym miejscu przesiedzieliśmy około 30 min i aby nie stracić temperatury oraz ze względu na osoby mniej wytrzymałe w naszej grupie postanowiliśmy zejść na przełęcz, Gdzie podzieliliśmy się na 2 grupy - 6 osobowa grupa spowrotem skierowała się na granicę lasu aby uniknąć dużego mrozu i wiatru a ja wraz z moimi 2 przyjaciółmi postanowiliśmy spełnić swoje marzenie i wróciliśmy w pod tę samą półkę skalną aby tam poczekać ostanie 15 min. Wtedy to własnie widzieliśmy 2 czołóweczki - możliwe ze byli to własnie Ci pechowcy. Na 5 min przed północą zdobyliśmy szczyt. I tam doczekaliśmy nowego roku. Góra przywitała nas mocnym wiatrem, który prawdę mówiąć nie dał się nam mocno we znaki. Siedząc na górze oglądaliśmy wybuchając poniżej sztuczne ognie i szybko wypiliśmy po kieliszku szampana. Zaraz po tym udaliśmy się na dół abu dołączyć do reszty grupy. Po drodze spotkaliśmy równiez parę młodych ludzi z Wrocławia, którzy dołączyli się do Nas i razem wróciliśmy do wiaty świetować przy herbacie i ciastkach nowy rok. około 1:30 byliśmy znów w miejscowości Wołosate.

Bardzo żałuje, że nie udało się zdobyć Wetlińskiej oraz Wielkiej Rawki. Niepozwolił na to czas. Przynajmniej będzie po co wracać w te piękne góry. Ot to cała historyja.

A teraz kilka uwag do Was. Usłyszeliście w mediach o zaginionych 2 osobach i od razu zaczęliście wieczać psy na mnie i mojej grupie oraz generalizować harcerzy że są nierozwazni, głupi i nieodpowiedzialni. Wybaczcie ze tak powiem ale jest to żałosne. Trzeba było poczekac na moją relację i dopiero wtedy wyrażać swoje opinie. Lub założyć sobie nowy wątek i tam dyskutować o tym czy ktoś jest odpowiedzialny czy nie wybierając sie w góry nocą. Tak jak to wcześniej mówiłem byliśmy odpowiednio przygotowani. W górach nie brakło nam niczego. Rakiety nie były nam potrzebne i nikt nie uznał ze by mu się bardzo przydały - marsz bardzo ułatwiły kijki trekingowe i dobre buty. W tych górach pogubiło się wielu harcerzy ale jeszcze więcej zwykłych turystów. Czytając wasze wypowiedzi typu: harcerska fantazja, bezprzymiotnikowa głupota, leczenie nieodpowiedzialnych samobójców oraz zarty typu - zdjeć już chyba nie zobaczymy załamałem ręce na głowie... Mogłem nie zwracać się o radę do Was i nie byłoby tematu. Lecz wy musieliście koniecznie udowodnić pod moją nieobecność ze jesteście wszech wiedzący. Trochę na temat naszej wyobraźni i odpowiedzialności - wiedzieliśmy dokładnie co nas tam spotka, jakie będą warunki, temperatury, siła wiatru. Wiedzieliśmy również że w koło są wilki i niedźwiedzie (na marginesie pięknie w nocy wyją - nigdy czegoś takiego nie słyszałem). Wiedzieliśmy że śniegu będzie tyle, lodu jeszcze więcej oraz o tym że spotkamy całą masę ludzi którzy nam to będą chcieli wybić z głowy. My jednak podeszliśmy w odróżnienu do innych do sprawy profesjonalnie - byliśmy przygotowani na wszystko łącznie z lawiną (o tym że jest lawinowa 2 też wiedzieliśmy w dzien wyjazdu). Cały czas zapewnialiśmy bezpieczeństwo całej grupie i każdy z nas dzięki temu przeżył niezapomnianą przygodę. Nie obciążyliśmy podatników kosztami, na szlaku służyliśmy radą spotkanym wędrowcom i zrealizowaliśmy wszsytko wg. naszego zamysłu i planu. Wszystko poszło tak jak miało pójść.

Jestem teraz cholernie usatysfakcjonowany.

A tym którzy czegoś takiego nie przeżyli powiem tylko - macie czego zazdrościć

Zdjęcia za zgodą moich przyjaciół podlinkuje w najbliższym czasie.

Pozdrawiam