Aż boję się o tym napisać żeby nie zostać okrzyknięty malkontentem jakiego tu jeszcze nie było, ale co tam - raz kozie śmierć. Tak sobie o tej koszulce jako znaku rozpoznawczym forumowiczów pomyślałem bardzo przyziemnie i zobaczyłem parę praktycznych problemów:
Po pierwsze primo - czy wy zmieniacie urbania w Bieszczadach? Jeśli tak, to już tu jest mały problem. Nie mówię tutaj o jedno czy dwudniowcach, ale tych tygodniowcach i więcej. Zapewne są tacy, co po dwóch tygodniach wyjeżdżają w tym, w czym przyjechali, ale na pewno nie wszyscy. Ja rozumiem założyć tą samą koszulkę raz, drugi, trzeci, a nawet czwarty, ale dwunasty? Dziewczyny, zrobiłybyście to? Rozwiązaniem byłoby tutaj zakupienie przez forumowiczó średnio po 10 koszulek, ale na to nie liczyłbym.
Po drugie primo - nawet jeśli nie przeszkadza nam specyficzny zapach od kilku dni noszonej koszulki, to ona najzwyczajniem może zmoknąć i nie ma jak jej wysuszyć, bo jutro i pojutrze też pada. "Konikiem" na szlaku byłbym więc tylko dzisiaj, a jutro i pojutrze znów anonimowym łazikiem.
Po trzecie primo - proponowane koszulki mają być t-szertami, a to można nosić powiedzmy od maja do września (z przerwami na niepogodę). A co wcześniej i potem - zakładać na polar, kurtkę albo płaszcz przeciwdeszczowy? Jak by tego nie robić, nie da się, a nawet jakby się dało, to forumowicz szybko zacznie mieć opinię kogoś... hm... specyficznego. W każdym bądź razie wszyscy inni oglądaliby się za nim na pewno.
Biorąc pod uwagę tych parę uwag wydaje się, że koszulki owszem - są bardzo ciekawym pomysłem i na pewno sam bym ją nabył, ale chyba nie do końca osiągnięty zostałby ich główny cel. Pod tym względem jakaś chustka, przewiązka czy plakietka byłaby bardziej skuteczna, bo niezależna od wszystkiego.
Ps.
Proszę, nie krzyczcie na mnie bardzo.


Odpowiedz z cytatem