To prawda zapadamy się w dobrych miejscach tylko do kolan a w złych-brry do pasa.Czapa -Zosia-Samosia zaczyna zostawać w tyle więc żeby jej nie zgubic mam co chwila odpoczynek przymusowy.Dośc szybko zaczyna się robić ciemno i w pewnym momencie włosy stają mi dęba gdy słyszę-Piotruś poczekaj na mnie-Czapa mnie dogania i nieswoim głosem prosi o odpoczynek-jest żle.Zakładamy czołówki i dalej naprzód.Stwierdzamy zgodnie że jeśli to jeszcze nie jest Żebrak to najwyższy czas rozbić namiot i odpocząć.Tak też czynimy.O zmęczeniu Czapy niech świadczy fakt że kiedy zdjęła pledcak zatoczyła się jak pijana a odcinek kilku zaledwie metrów zajął Jej dłuższą chwilę.Pierwszą menażkę wytopionege śniegu wypijamy kilkoma łykami i pijemy dalej teraz już coś gotowanego.Udaje nam sie złapać zasięg i skontaktować co prawda tylko sms z Piotrem i powiadomić że z nami wszystko OK.Po kolacji robi nam się miło ciepło więc spać-szybko nam się to udaje.Tego dnia szliśmy ok 12 godzin a przemieżony odcinaek był tak znikomy że szkoda gadać-ale tak juz zimą bywa


Odpowiedz z cytatem
