... a ja tak dumam i dumam i nikogo sobie nie przypominam...chyba sam na nie wpadłem...
ale za to zarażać mam nadzieję szybciej niż ebola;)
Wersja do druku
... a ja tak dumam i dumam i nikogo sobie nie przypominam...chyba sam na nie wpadłem...
ale za to zarażać mam nadzieję szybciej niż ebola;)
To ma zbawienny wpływ na gospodarkę i standard życia obywateli.
Osobiście robimy to co musimy, resztę zlecamy dając przy tym zarobić innym.
My mamy we krwi to, by majsterkować, próbować naprawiać, załatwiać, organizować samodzielnie - tak zawsze było taniej, nierzadko z braku usługodawców, czy określonych towarów trzeba było sobie radzić samemu.
MacGyver był Polakiem;)
Gdym organizował ekipy budowlane na zlecenie "obcokrajowca" ten nie mógł zrozumieć, że nie zatrudniam do zrobienia łazienki 3 fachowców - od rur, od płytek i od instalacji, bo "każdy ma swoją działkę, w której jest dobry"
Długo nie mógł zrozumieć, że jeden człek może to wszystko zrobić sam. A już szoku doznał, gdym się kiedyś wku**** i sam położył jakieś płytki..i to równo...i nie odpadły;)
Problem z "pakietami" polega na tym, że jedni lubią wędrować samemu, czytać, poznawać, a inni chcą być zawiezieni, coś ma być im pokazane, opowiedziane...i nieraz zapomniane, ale zdjęcia chociaż są ... "pod zamkiem", bo co to za budowla, jak stara, z jaką historią, to "już nie wiem....zresztą nieistotne"
Dla mnie takie podejście normą nie jest, a siebie za w miarę normalnego uważam, więc drogi Garze nie popadaj w depresję, nie jesteś sam;)
Pozdrawiam:)
Nie dawno mój syn naprawiając choinkową instalację lampkową (chińską) w której to poluzował się kabelek stwierdził "W Norwegii musiałby to robić fachowiec z uprawnieniami elektryka, bo takie są przepisy".
Wie - bo latem przepracował tam 6 tygodni przy gruntownym remoncie domku.
Wszystko robili samodzielnie (ekipa 4 studentów UJ - prawa, stosunków międzynarodowych i biofizyki) ale do instalacji elektrycznej musiała ich zleceniodawczyni zawezwać fachowca.
Pozdrowienia
Basia
Chyba nie lepsze, bo wyszłoby na to, że Twoja rodzina jest nieprzeciętna i ta przeciętna tez mogłaby się obrazic ;) więc:
(nie mogę zedytować mojego posta więc tu napiszę:
zamiast "normalna rodzina" - "niejedna rodzina")
Przepraszam, nie było moim zamiarem nazywanie kogokolwiek nienormalnym, a przynajmniej nie w zakresie korzystania z pakietów lub nie. Nie krytykuję też pakietów czy jakiejś innej formy zorganizowanego wypoczynku jako złych samych w sobie.. Wiem, że to czasami rozwiązuje wiele problemów i jest po prostu przydatne. Chodzi mi tylko o to, że nie wszystko i nie wszędzie musi być spakietowane, zorganizowane i ułatwiające nam życie. Pewnie można nabudować w Bieszczadach schronisk, wyciągów i tego wszystkiego co w innych górach jest, tylko po co? Skoro jest gdzieś indziej to czy musi być też tam? A pewnie nawet jeśli by te wyciągi powstały to ci, którzy teraz ich tak bardzo chcą to po dwóch zjazdach stwierdziliby, że za nisko i wolą Alpy. A ci co chcą schronisk też by coś tam znaleźli, żeby narzekać. Japończycy mają pakiet - "7 stolic europejskich w trzy dni". Czy ma być pakiet "7 wzgórz bieszczadzkich w trzy godziny?" Może niech Bieszczady zostaną takim detoxem od gonitwy, zorganizowania, zaplanowania i zdobywania. Chyba większym wyzwaniem dla niektórych jest pokonanie własnego "nie chce mi się" czy "a po co" niż wejście na 1200 metrową górkę no i może dlatego właśnie Bieszczady z ich niedoskonałościami są szczególnym miejscem.
Basiu Z. - i chwała takim nauczycielom, rodzicom, przyjaciołom co się nie mądrzą a dzielą mądrością i takim co się nie przechwalają a dzielą doświadczeniem.
:lol::lol::lol::lol:
Pozdrawiam wszystkich
Obce mi jest podejście 'pluralis majestatis' a już z pewnością łączenie tych dwóch słów w jeden zwrot :wink:. Co do 'chleba powszedniego' , nie 'podlanego wielkomiejskim sosem' ( czasami ktoś musi się doczepić o pochodzenie, żeby nie było nam, miastowym, za dobrze :lol: ) to spędziłam w Bieszczadach łącznie dopiero 36 dni ale w sklepikach wiejskich ( a nie w Lesku czy Sanoku ) kupowałam z konieczności tylko chleb biały lub bułki, bo nic ciemnego, z grubego przemiału nie było. To do modernizacji schronisk, to czekam na nie z utęsknieniem, bo stan obecnych nie napawa optymizmem na przyszłość :-( W temacie wyciągów narciarskich, to cytuję zdanie Miejscowych, którym z pewnością nie zależy na zniszczeniu przyrody. W barach mlecznych nie jadam (bo mleku z kożuchem nie gustuję) a Mac nie istnieje w słowniku kulinarnym (choć jestem wyrozumiała, gdy małe dzieci znajomych ciągną mamusie do tych lokali). Nie dzielę ludzi na 'niegodną stonkę' i 'ludzi gór'. W ogóle ludzi nie da się jednoznacznie podzielić. Nic nie jest białe albo tylko czarne. Jedni mają siłę i chęć pocić się w górach a inni w tym czasie wolą odpoczywać u wód. Ja, w zależności od nastroju, lubię pojeździć dorożką, pomoczyć się w solance albo wspinać się samotnie na Durną i Łopiennik. Wolność Tomku ..., itd. bo 'kobieta zmienną jest' i tylko nie wiem, dlaczego, Lucyno, tego nie tolerujesz ? Tyle z autopsji.
A kolor zielony lubię i kwita !
Taka ze mnie kobita.
Jeśli łaska to, do diaska,
Rzucę rzucik w ciemniejszy
desenik.
Może lucyna, nerwowa dziewczyna,
woli kolorek czerrrrwony ?
Szczęśliwego Nowego Roku Wszystkim !
Nie toleruję pisania ewidentnych bzdur. Śmieszy mnie, gdy ktoś używa sformuowań typu wspinanie się jeżeli chodzi o zwykłe, łatwiutkie wejście na Łopiennik. W jednm masz rację nie polubiłam infantylnej Carmelity, razi mnie próba wybicia się na orginalnośc za pomocą kolorów.
Kilka rodzajów pieczywa można kupić w każdym wiejskim sklepiku. Miejscowi, którzy chcą wyciągów daleko w tyle mają ochronę przyrody. Chcę zarabiać na turystach takich jak Ty. I bardzo dobrze, że polubiłaś Bieszczady. Dzięki temu kilkoro ludzi zarobiło.
Lucyno - czyż nie wiesz, że na Łopiennik można iść przez Borło, wspinając się po jego stromiznach...
A z tym pieczywem to różnie jest... Są sklepiki gdzie jest jako taki wybór, są i takie, gdzie go nie ma, są sklepiki już nieczynne i są objazdowe w samochodach i to zawsze ze świeżym chlebusiem...
Dobry chleb jest z Tarnawy i Polańczyka. Czasem w robocie jak rozwożą to kupuję to i owo. I lepszy niż leski.
Z Tarnawy nie próbowałam. Rozsmakowałam się w leskich bułeczkach owsianych z miodem. Bardzo lubię pieczywo Jadczyszyna z Sanoka. Szczególnie chlebek z suszonymi morelami. Jedyne co mnie trochę szokuje to cena owego chlebka. Około 4 zł za bocheneczek wielkości dwóch małych bułek. Mają także pyszne chleby: dziadunia, babuni, na zakwasie, szwajcarski, litewski, wiejski. Z chelbkiem z foremki z Baligrodu znakomicie smakuje maczanka. Szelcom najlepiej wychodzi wg mnie chleb pasterski na jogurcie i słowiański=podpłomyk.
Czasami specjalnie z grupami zatrzymuję się przy sklepikach po pieczywo. Bywa, że przy wyjeździe goście życzą sobie pobyt w firmowych sklepach i jako prezenty zabierają do domu nasze chlebusie i bułeczki. I to hurtowe ilości zapakowane z firmowe, papierowe torby.
Lucyna chleb z szuszonymi morelami polecaj ale tylko po zejściu ze szlaku. Morelka działa przeczyszczającą i znowu trzeba będzie wrócić do wątku tojtojek na szlakach. A wycieczka po zażyciu morelek to ekobomba.
A to mnie zaskoczyłeś. Nie wiedziałam o tym. W plecaku zawsze mam opakowanie suszonych moreli, które podjadam na szlaku. Czasami podkarmiam nimi solińskie ryby. Karpie uwielbiają morelki. Nigdy nie miałam problemów. Jeżeli zaś chodzi o chlebek jest on nie tylko pyszny ale i sycący. Wystarczy dwie-trzy w sumie maciupeńkie kromeczki (odpowiednik 1 dużej) aby się nasycić. Podobnie bułeczki owsiane z miodem. 1-2, a więcej nic niechce wejść do brzuszka. Poza tym są tak smaczne, że mogę je jeść bez dodatków.
Nie zrozumiałaś mojej intencji i czepiasz się sformułowań ( jak wcześniej w przypadku ‘wyprawy’, czy butów). Nie chce Ci się czytać „między słowami”. Nie ma w Tobie cierpliwości, finezji... Wydajesz mi się pozbawiona empatii. Łopiennik i Durną wymieniłam nie ze względu na ich wysokość :shock: tylko ze względu na atmosferę na szlaku ( odludnie, samotnie, pustawo). Co do przyjemności, to zawsze za nie trzeba płacić. Z tym większą ochotą, gdy Gospodarze są serdeczni, gościnni, świetnie gotują i z pasją opowiadają o górach.
Niestety, obcowanie z Tobą, Lucyno, na forum nie należy do oczywistych przyjemności :sad: Prawisz impertynencje, jesteś agresywna i apodyktyczna. Dyskredytujesz tych, co dopiero zapoznają się z Bieszczadami. Nie przyjmujesz do wiadomości ich pierwszej, 'gorącej' refleksji. Ona może być nośnikiem czasu i świeżym spojrzeniem na to, co jest dla innych constans. Często turyści przez porównanie zauważają sprawy dla Was, miejscowych niedostrzegalne lub rzekomo oczywiste. Wiedza o Bieszczadach to jedno a indywidualny odbiór przez każdego z nas tego miejsca, to, czasami, drugie. Ciebie to jak widzę nie interesuje … dziwne, bo Ty też żyjesz z turystów. Masz niewątpliwie duże doświadczenie, ale sposób w jaki nas o tym informujesz odstręcza i zniechęca od tego Forum. Ty nie uczysz, Ty pouczasz i ordynarnie lekceważysz ( nie odpisałabym drugiej kobiecie, nawet jeśli jej nie lubię, że jest 'świętojebliwa'. To taka 'słoma z butów' ) Niektórym Bieszczadnikom jest do twarzy z taką 'luzacka manierą’ ale Ty zwyczajnie się kompromitujesz (po osobie z taką wiedzą nie spodziewałam się tego, ale jak widać, wiedza to jedno, a dobre wychowanie to drugie ... )
Rozumiem, że do mnie pijesz z tą 'koleżanką z forum'. Mam jakieś specjalne względy, czy co ? Najpierw, Lucyno, może przeczytaj dokładnie wpisy na temat ww. wycieczki, usiądź z mapą i policz odległości, zanim zaczniesz się rozpisywać i wyrokować. Z kolegami na forum policzyliśmy wtedy od 34 do 38 km/dzień w zależności od osoby, bo startowaliśmy z różnych miejsc. Sorry ... :smile: 'Kilkanaście' to ja robię w sobotę z psem dla relaks ( nawet gdy muszę go ciągnąć i pękam ze śmiechu :lol:).
Droga Carmellito nie muszę siadać nad mapą, nie muszę liczyć odległości. Topografię tej trasy jak i wszystkich pozostałych oznakowanych w Bieszczadach mam w nogach tzn. przeszłam je po x razy w bardzo różnych warunkach pogodowych, w róźnych porach roku,z bardzo róznymi ludźmi o bardzo zróżnicowanej kondycji. Bardzo lubię Kolegów z forum ale raczej nie są mi potrzebni do rozpiski tras.:lol::lol::lol:
Ot i mamy nowy konflikt... A były święta, były życzenia na Nowy Rok... Ale przecież święta sobie, a codzienność sobie, nieprawdaż... :sad: Przykre. Przyznam się, że coraz rzadziej pisuję na forum i ... coraz rzadziej do niego zaglądam. Takie niemerytoryczne utarczki słowne mnie zniechęcają, kompletnie nic nie wnoszą i wielce obniżają poziom dyskusji. Skoro nie chce się wam - "wszystkowiedzącym" zaglądać na forum np. onetu nie czyńcie, proszę, tego tutaj. Tym, którzy znają się na wszystkim życzę jeszcze więcej "wszystkowiedzenia"....
Oj, Wojtku -masz świętą rację !! zgadzam się całkowicie...też czasem dla rozbawienia zaglądam, przeglądam.Dziwne, że gdzie 2 Polaków , tam 3 opinie.Udowadnianie, ze ktoś jest lepszy.Mądrzejszy...etc etc. Nawet kłócenie się o chlebek !....
Ale wracając do tematu-uważam , że biesy przestają być dzikie.znam je trochę lat.Poznałem w ostatnim nieomal momencie dzikości.Wyjeżdżałem z paczką znajomych, na 2-4 tyg.lazło się w las, z lichymi namiocikami.Dziś to nie do pomyślenia, by tak na dziko koczować przez parę tyg.Gdzieś nad Sanem, Sinymi Wirami.Gdy siekiera stanowiła o być albo nie być..( nie używało się butli z gazem !! ).W sklepach-nielicznych- właściwie prawie nic nie było ( chleb był-co 2-3 dni).Na szlakach prawie nikogo ( nie mówie tu o Połoninach, okolicach Polańczyka,Cisnej itd).Ale to się nie wróci !!
Dziś znam parę miejsc, w które się zapuszczam, i jest jeszcze taki klimacik.Ale to nieliczne skanseny.Ale są.
a komuś , kto pragnie czegoś takiego -polecam naszych wschodnich sąsiadów.Karpaty Ukraińskie, Gorgony.Albo Słowacje (ale tylko fragmenty..)
Obok też jest cudne Pogórze Przemyskie.Może mniej urokliwe, ale dzikie jeszcze.Bez szlaków, stonki, śmieci....
Pozdrawiam !
Ciekawa sprawa z ta dzikoscia- mnie w latach poznych siedemdziesiatych mowiono ze cyt:TO JUZ NIE TO i ze teraz to juz nie sa dzikie Bieszczady bo dzikie to one byly w latach szescdziesiatych.
No to moze ustalmy, ze dzikie byly one na poczatku, jak chaos- ktory byl na poczatku:wink:
A potem to juz smutek i waleriana.........
a mnie właśnie najbardziej smuci to, że się tak o Bieszczadach mówi - że to już nie to, że stonka, że śmieci, że jedźcie gdzieś indziej. To tak jakby przeżuć je i wypluć.
Każdy kto przyjeżdża tam pierwszy raz zachwyca się nimi (mniej lub bardziej ale jednak) i nie przeszkadzają mu niewygody. Ale już za drugim, trzecim razem zaczyna kombinować i zagrzebywać nóżką pod siebie - co by można tam zrobic, żeby sobie udogodnić życie. No to może wiata, może schronisko, może wyciąg. No i przez te kilka czy kilkanaście lat pewnie kilka takich pomysłów zostało zrealizowane. I chyba miejscowi na tym zbyt wiele nie skorzystali (nie licząc sprzedanych hektarów za kilka złotych)
I właśnie dlatego uważam, że owszem - każdy może mieć własną wizję na bieszczady - tylko, że jeśli do głosu dojdą jednak zwolennicy "udoskonalania" bieszczadów to za kilka lat ci, którzy kochają ich "niedoskonałość" już nie będą mieli gdzie pojechać. Przecież są w Polsce góry, gdzie - jak wielu z Was pisze - są lepsze warunki do mieszkania, wypoczynku, czy czegoś tam jeszcze. Dlaczego więc przyjeżdżacie w Bieszczady zamiast tam? Dlaczego koniecznie chcecie w bieszczadach wiecznie coś zmieniać i ulepszać? A potem powiedzieć, że to już nie to co kiedyś...i że gdzies indziej lepiej, bardziej dziko...i znowu pojechać tam i grzebać nóżką do siebie - że fajnie, że dziko no ale może kilka wiat, może jakieś schronisko...
dla mnie TE GÓRY zawsze będą jedyne i najpiękniejsze...
(chociaż co do Pogórza też się zgadzam:lol:)
a ja pamiętam jeszcze niedawno były wielkie zbiórki na "biedne dzieci z Bieszczadów". A w tej chwili? Gmina Cisna jest w czołówce najbogatszych gmin inne nie gorsze, nie widać tej biedy już (co nie oznacza, że nie ma biednych ludzi), dużo więcej jest jak pojadę nawet tylko 10km od Olsztyna na wieś, więc chyba jednak miejscowi skorzystali i to bardzo
A mnie to zupelnie nie przeszkadza- moga mowic co chca- glupie gadanie swiadczy o glupocie mowiacego:-D
Nikt Bieszczadow nie ma na wlasnosc, kazdy ma swoja wizje i swoj ich odbior. I mnie sie bardzo podoba ze mam teraz fajna baze turystyczna, czasy kowbojenia mam juz za soba i z biegiem lat polubilam wygode. Ale to nie zmienia mojego odbioru tych gor i mojej milosci nieustajaco trwajacej juz okolo 30 lat!Niech sobie kazdy kocha na swoj sposob- ale nie czynmy z nich gor dzikich, cokolwiek by to mialo znaczyc. I nie wymagajmy zeby miejscowi w lapciach z lyka nas witali, tak nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie.
Jeszcze są i trwają zbiórki... http://www.bieszczady.net.pl/
wow, toś mnie zaskoczył;-))
co i tak nie zmienia faktu, że tej biedy tak już nie widać jak ją widac np u mnie na wsiach, bo w mieście się też poprawiło w ostatnich latach, więc miejscowi skorzystali i to w bardzo dużej liczbie
Orsini, prawda jest taka, że jak obserwuję Region to w przeciągu kilkunastu lat widać postęp. Widać nawet jak okrywa się panelami stare hyże :(
Widać to po drogach, budynkach, zaopatrzeniu, odnawianych szkołach, kościołach. Widać, że pieniądz jest rozsądnie wydawany przez samorząd. Widać, że pieniądz napływa wraz z nowymi ludźmi, którzy tutaj chcą mieszkać. Pieniądz też zostawia turysta w różnej wielkości, zależnej od zasobności portfela. Ja uważam, że to dobrze. Obserwuję też, że nie ma w Regionie jakiś daleko idących fanaberii i chybionych inwestycji co wystawia pozytywną laurkę wybranym władzom. To oni wydają pieniadze w jakiejś mierze zostawione także przez nas. Jeśli coś spieprzą i postawią na fanaberie to turysta może się odwrócić i odetną sobie jakąś(!) gałąź dochodu. Muszą więc myśleć o sobie, jak sobie poprawić los i jednoczesnie nie podcinać żadnej(!) gałęzi. A bieda jest wszędzie... i w Bieszczadach i w Warszawie i w innych zakątkach Polski. Ważne też by w tym wszystkim ją dostrzeć i jeśli to możliwe to pomóc.
no więc mi też to nie przeszkadza, że region się rozwija, ale nie można pisać, że miejscowi na tym nie skorzystali, bo skorzystali jak w mało którym regionie Polski i to właśnie widać. A bieda jest wszędzie nawet i w Tokyo tylko jest jej tam mniej niż np. w mieście Meksyk.
Alu - niedawno napisałam na tym forum w innym wątku identyczne zdanie i napisałam jaki jest mój stosunek do postępu (który popieram jako naturalną kolej rzeczy) i przemijania w górach (które należy jakoś utrwalić) i o lansowanej "dzikości" więc nie będę znowu przynudzać. Recon1 mądrze pisze i zgadzam się z nim bo główny "sztab" ludzi odpowiedzialnych za bieszczady widzi w miejscowych. Bo bez nich to miejsce będzie jak skansen - cerkwie odnowione, ławeczki, kawiarnie, restauracje, i klimat starego ale i wygoda nowego, turyści ...tylko życia prawdziwego brak. I mam nadzieję, że dalej miejscowi i władze regionu nie będą w nadmiarze ulegać fanaberiom turystów i nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby wykarczować kawał lasu lub zryć poloninę po to tylko, żeby komuś zbudować schronisko na szlaku "takie jak w innych górach". Bo chyba nie przełoży sie to jakoś liniowo czy wprost proporcjonalnie na liczbę "biednych dzieci" w Bieszczadach...
A co do biedy to zawsze byli, są i będą w Bieszczadach ludzie bogaci, średno zamożni i biedni - jak wszędzie Orsini. W Olsztynie też...
Pozdrawiam wszystkich i wszystkich:lol::lol:
Asiu ale Ty napisałaś, że miejscowi prawie nie skorzystali na przemianach, a oni właśnie skorzystali i to widać, a nie, że nie ma już biednych-są ale zdecydowanie mniej niż kiedyś. Cały region skorzystał i bardzo dobrze-ja się cieszę, bo napawa to optymizmem, że i w Polsce tak można.
zgadza się.Postępu nie da się zatrzymać. Te góry się zmieniają, co sam obserwuje od tylu, tylu lat.Zwłaszcza ostatnie kilkanaście lat, ten postęp jest widoczny.A "romantyzm" tych gór zna każde z nas.Wiecie, często się zastanawiałem, po co mi one ? Dlaczego nieodparcie wracam tam niemal co roku ?..znając TYLE miejsc na świecie.(..może i ładniejszych, bardziej zapierających dech..).Parokrotnie już ( zwłaszcza po deszczowym pobycie !) -mówiłem-basta ! Dość !! ostatni raz ...I co ?? ..guzik, wytrzymywałem góra-2-3 lata .Dziś wiem, że na ile starczy mi sił, będe łaził.Wiem, że TO JEST moje miejsce na ziemi.A każdy powinien takie mieć.Swój Otryt, swoje Połoniny,Sine wiry...itd.
Zgadza się-każdy ma też swoją wizje tego miejsca.Jak i swoje wspomnienia.
a dzikość ?..czasem to proste-wystarczy nie śmiecić, nie wywalać foli po batonikach, flaszek po napojach i jak ktoś się wysr...w krzakach, zakopać po sobie. A na szlaku-bądżmy mili dla siebie.Na forum możemy się spierać o rzeczy ważne i o duperele.Bo siedzimy sobie w ciepełku i wygodnie.
No i przez te kilka czy kilkanaście lat pewnie kilka takich pomysłów zostało zrealizowane. I chyba miejscowi na tym zbyt wiele nie skorzystali (nie licząc sprzedanych hektarów za kilka złotych)
Orsini - ja nie pisałam o przemianach tylko o kilku pomysłach "pod publiczkę" i "dla nabicia kabzy jakiegoś pana lub pani" zwykle małomiejscowego... Jeśli ty widzisz, że biednych nie ma to ok, nie ma co turystom biedą po oczach chlastać, bo nie po to tam przyjeżdżają. Ja wiem, że jednak nadal są - bo jak wszędzie indziej bieda i życie z dnia na dzień często jest dziedziczona niestety i dwa czy trzy udane sezony tego nie zmienią.:-(
usmiechy dla tomasa pabla - za to, że jednak TAM wraca...:smile::smile:
pozdrawiam wszystkich
asiu a gdzie ja napisałam,ze nie ma biednych???:shock::shock:
Jakie to jest wg Ciebie działanie pod publiczkę też nie bardzo rozumiem?Nowe drogi np?czy co?weź pomyśl logicznie co piszesz i podaj konkrety co masz na myśli pisząc tak: "dla nabicia kabzy jakiegoś pana lub pani" zwykle małomiejscowego
konkretnie co i gdzie
o swiete slowa!! jak to dobrze ze sa jeszcze takie miejsca! byle jeszcze jak najdluzej udawalo sie tam znalezc urok i klimat! i zeby jak najwiecej ludzi uwazalo je za malo urokliwe, niewygodne , nieprzystosowane i nieciekawe aby tam pojechac!
no wlasnie..ja kiedys kochalam te gory i wciaz mam do nich ogromny sentyment..kupe czasu tam spedzilam, wiele przygod, wspomnien i sladow na cale zycie.. ale juz tam nie jezdze.. bo smutno to jest rozczarowywac sie na kazdym kroku, smutno jest odwiedzac znane sobie miejsca ktore wygladaja juz zupelnie inaczej... smutno jest za kazdym razem gdy mija sie sanok czy ustrzyki musiec kierowac swoje kroki tylko na wschoc lub ostatecznie polnoc..
no Buba daqles mi do myslenia. Jezdze tam od lat i moze nie jest juz tak dziko, moze mniej cichych miejsc ale dla mnie zawsze zostanie tam cos wartego zobaczenia.A to kamien ktory widzialem kiedys i uwagi nie zwrocilem,a to sarna lub jelen spod nog ucieknie i wiele innych smakow. A ze przy tym coraz wiecej agroturystyki pensjonatow,i tym podobnych -coz jest popyt jest podaz.Moim sposobem na dzikosc tych Gor jest lazenie zima po szlakach glownych i to wczesnie rano, zeby mniej ludzi spotkac,latem omijam glowne szlaki a za towarzystwo mam tylko cisze ew spotkanego czasami czlowieka
masz racje- zawsze zostaje wiele miejsc do zobaczenia- miejsc gdzie sie jeszcze nie bylo lub takich do ktorych sie wraca.. ale jak ma sie wybor i mozna pojechac w jakies inne miejsce, gdzie czeka cie mniej rozczarowan a wiecej chwil pelnych radosci, zachwytu i wolnosci- to wybor staje sie prosty.. nie mowie ze juz nigdy nie pojade w bieszczady- pojade, pewnie jeszcze nie raz.. mialam na mysli ze nie spedzam tam juz kazdej wolnej chwili, bo nie sa juz dla mnie rajem takim jak byly jeszcze 10 lat temu
twoje rozwiazanie jest na pewno skuteczne- ale coz zrobic jak ktos nie cierpi zimy i lubi dlugo spac (najlepiej w namiocie na poloninie ;) )
poza tym jest swietny sposob na dzikosc gor...ale ciężej znalezc sposob na dzikosc dolin, wsi, drog, schronisk, baz..
tak zwlaszcza dzialania tych wszystkich ludzi nastawionych na turyste z pelnym portfelem dla ktorego powstaja pensjonaty po100zl za noc z jakuzi itym podobne instytucje a zanika wrecz zostaje niszcvzona baza tzw plecakowa.Ale jestem dobrej mysli byc moze Biesy wyjda z mody i bedzie ciszej i spokojniej.Zawsze pozostaje Ukraina
dokladnie..ogniem, pługami i jak sie da.. jak nawet przetargi na rozbiorki fajnych obiektow urzadzaja..
zawsze cos sie konczy a cos pozostaje... mamy szczescie ze jestesmy jeszcze pokoleniem ktore z moze wystawic glowe z namiotu i cieszyc oko ogromem polonin, zobaczyc krowe i konia nie tylko w zoo i w agroturystyce za pieniadze i poznac co znaczy goscinnosc za ktora nie stoi cennik.. mamy kupe szczescia..