5. Fereczata – Okrąglik – Kurników Beskid – Płasza – Dziurkowiec – Rabia Skała – Paportna – Jawornik.
Opis tej trasy brzmiał dla nas bardzo zachęcająco, toteż - będąc już odpowiednio rozruszani – zdecydowaliśmy, że najwyższa pora się w nią udać. Słoneczny dzień, wyruszyliśmy czerwonym szlakiem - tuż przy sklepiku spożywczym w Smereku.
Na początku ciut monotonnie idzie się drogą szutrową, mijając ostatnie zabudowania Smereka. Od samego początku dziwi nas niemal całkowity brak ludzi– totalnie inny świat, niż widzieliśmy dotąd. W końcu docieramy do skraju lasu, stąd nieco wspinaczki w błogim cieniu. Tak docieramy do poprzecznej drogi – podobno niegdyś biegła tędy kolejka wąskotorowa. Skręcamy w lewo, idziemy nią kilka minut, za zakrętem skręcamy w prawo w las, odtąd czeka nas momentami dość strome podejście. Tu wreszcie zaczynam czuć klimat gór... W końcu docieramy do Fereczatej i musimy zrobić sobie mały postój – widoki są tak niesamowite, że wręcz każą nam się zatrzymać! Dopiero tutaj spotykamy dwie osoby – będziemy z nimi jeszcze kilkakrotnie mijać się na szlaku tego dnia. Schodzimy dość ostro w dół. Zaskakuje mnie olbrzymia ilosć jaszczurek, które przy tej pogodzie chętnie wygrzewają się na nasłonecznionej, wyeksponowanej ścieżce. Wprawdzie gdy się zbliżamy, czmychają w trawę, ale kilkakrotnie muszę uważać, by jakiejś nie zdeptać.
Gdy podchodzimy pod Okrąglik, wydaje mi się, że słyszę rżenie konia. Gdy już niemal jestem pewien, że się przesłyszałem, nagle wyłania się dwóch jeźdźców. Iście westernowy obrazek, od razu przypominają mi się historyjki o bieszczadzkich kowbojach... Idziemy dalej i niebawem docieramy do granicy polsko-słowackiej. Tu rozstajemy się z czerwonym szlakiem i, skręciwszy w lewo, maszerujemy odtąd niebieskim. Po drodze sporo widoków, przede wszystkim jednak idzie się pięknym lasem. Gdy dochodzimy do ostatnich drzew, widzimy jakąś psią budę (skąd się u licha tu wzięła?).
Wkrótce osiągamy Płaszę, widok stąd jest po prostu bajeczny. Wokół nas olbrzymia połonina, wspaniale widać okoliczne pasma, po słowackiej stronie rozciąga się Národná Prirodná Rezervácia. Błogi spokój i bezludzie – jeśli nie liczyć znajomej pary, z którą znów się mijamy i pozdrawiamy. W końcu wstajemy, po jakimś czasie idziemy przez częściowo zalesiony teren, w końcu dochodzimy do siodełka pod Dziurkowcem. Dopiero tutaj widzimy kilkanaście osób. Pomału daje się nam we znaki zmęczenie, mobilizujemy więc siły i wchodzimy na Dziurkowiec, a niedługo później – na Rabią Skałę. Tu odbijamy zielonym szlakiem w lewo i kierujemy się na Paportną. Znów bardzo ładne przejście, częściowo lasem, częściowo przez malownicze łąki. W pewnym momencie mam złudzenie deja vu – kilka minut temu szliśmy przez niemal identyczny teren... A może to już rzeczywiście zmęczenie?![]()
W końcu osiągamy Jawornik i odtąd podążamy żółtym szlakiem (druga strona „wczorajszego” żółtego szlaku), by zejść do Starego Sioła. Nie wiem, jak często ktoś tędy chodzi, ale zejście dostarcza nam niemało atrakcji – droga ma olbrzymie koleiny, które po ostatnich deszczach zmieniły się w wielkie fałdy błota. W tej sytuacji wchodzimy do lasu i odtąd idziemy wśród drzew. Co pewien czas drapią nas gałęzie, a z twarzy zdejmujemy pajęczyny. W końcu wychodzimy z lasu i pomału dochodzimy do Sioła, mijając jeszcze po drodze stare tory kolejki wąskotorowej, malutki potoczek oraz gigantycznych rozmiarów kałużę. Stąd maszerujemy już obwodnicą do Smereka, gdzie zamykamy pętlę...
Piękna trasa, bardzo widokowa i klimatyczna, rzadko uczęszczana przez turystów. To właśnie tego dnia tak na prawdę spodobały mi się Bieszczady![]()
c.d.n.
Zdjątka:
1. Opuszczając ostatnie zabudowania Smereka...
2 i 3. – Fereczata.
4. Zabawa w chowanego ;-)
5 i 6. Podchodząc na Okrąglik...
7 i 8. Widoki z Płaszy.
9. Siodełko pod Dziurkowcem.
10. Widok z Dziurkowca.


Odpowiedz z cytatem