Ale ludzie jeżdżą na Ukrainę nie tylko po to, żeby taplać się w błocie. Ci, co chcą posiedzieć w muzeach, galeriach czy bibliotekach, też muszą przedzierać się przez pijane bydło na przejściu. Dziękuję za takie XIX-wieczne atrakcje.
Poza tym użalanie się nad losem mróweczek, zajmujących się - nazwijmy to po imieniu - przemytem to czysta hipokryzja i podchodzenie do problemu - jak mówią w Poznańskiem - od dupy strony. Naprawdę wierzycie w to, że - przy tej skali zjawiska - przemyt nie ma żadnego wpływu na ekonomię, także regionów przygranicznych? Że limity mają przede wszystkim uderzyć w te biedne staruszki, co sobie spokojnie dorabiają po parę złotych do renty, albo w turystów, którzy przewożą dwie flaszki na pamiątkę? Nie widzicie, że to ogromna machina - nielegalna, nieopodatkowana i sterowana przez grupy przestępcze?



Odpowiedz z cytatem