Hmmm....albo Pan fora pomylił, albo kioskowe lektury w stylu "100 kawałów o murzynach" wywarły jakiś skutek uboczny...
A z tego bełkotu powyżej to mamy rozumieć, że w BdPN to pod ochroną są pewnie mieszkańcy, urzędnicy, ochroniarze i miejscowe zwyczaje, a kochać Bieszczady może tylko facet z ich serca, a dr dyr. Winnicki to tak na prawdę nazywa się Długi i mieszka w Sopocie, a stamtąd faktycznie może nie wiedzieć, że Bieszczady, a w szczególności Park Narodowy tak naprawdę to potrzebują po prostu paralotniarzy a nie jakiś przepisów o ochronie, nawet jeśli są niezbyt udanie zredagowane.
Pozdrawiam wszystkich kochających Bieszczady, bez względu na kolor skóry i adres zamieszkania.



Odpowiedz z cytatem