Rozdział IX Drapieżca
Po śniadaniu szybko wrzucilismy całe toboły do samochodu i ruszyliśmy spacerkiem w górę, miejscami niebieskim szlakiem, ku przełęczy Şaua Gărgălău. Pośród alpejskich muraw, borówczysk i jałowcowych zarośli biało rozkwitały kępy sasanek alpejskich. Na wilgotnym zboczu wypatrzyłem kilka tłustoszy alpejskich - drapieżców czatujących ze swym lepem na nieświadome zagrożenia drobne pajęczaki i owady. Ścieżka wyżej wiodła wzdłuż roztopowego strumienia z zimną i czystą wodą. W niewielkich rozlewiskach żaby trawne poskładały szkliście przejrzysty skrzek. Nad brzegami polowały biegacze urozmaicone. Pośród wilgotnych kamieni kwitły miniaturowych rozmiarów jaskry alpejskie. Zostający w tyle Krysia i Irek dogonili mnie dopiero gdy wylegiwałem się w kwitnących łanach szafranów Heuffela. Nic tak nie motywuje do zalegnięcia w trawie jak ranne słońce i krokusy. Każdy przybrał jakąś leżącą pozycję. Ale nie można było leżeć wiecznie wśród dorodnych krokusów i trzeba było ruszać dalej. Wśród pożółkłych traw wypatrzyłem jeszcze kilka goryczek bezłodygowych i prawie byliśmy na przełęczy. Za nami z tyłu pozostawał cały kocioł polodowcowy z małym z tej wysokości jeziorem Izvoru Bistriţei na dnie. Kawałek podejścia po łagodnej połoninie i dotarliśmy do przełęczy, gdzie trzeba było się zastanawiać czy ruszamy na zachód czy na południowy wschód.


Odpowiedz z cytatem