też bym się pisał !
a czy można w takim pojeżdzie spożywać PIWO![]()
Nie wiem, jak by drezyna paliła się w Bertrandowym ognisku, ale proszę, nie zaśmiecajmy już gawędy Bretranda. Na dalsze rozważania drezynowe zapraszam pod ten adres: http://forum.bieszczady.info.pl/show...077#post100077
Piskalu! dzięki za "zmoderowanie" wątku, ale na piątej stronie tej opowieści zamieściłem taką wypowiedź:
"Cytat:
Napisał joorg
Z pewną "dozą nieśmiałości",co by bartrandowi nie zaśmiecać,...
joorg, toż to ognisko jest. Siedziałeś kiedyś przy takim ognisku, przy którym tylko jedna osoba nawija? Dopóki nikt nie będzie mi tu politykował, dopóty rad jestem z rozmów przy ognisku. Dlatego też tak nazwałem ostatnio swoje wątki. "
I tego będę się trzymał. Rozmawiajmy tutaj do woli, byle się ogólnie trzymać tematu. Toż to ognisko jest. Swoją drogą, kto ma układy z Kijem? Na którymś Kimbie była jazda drezyną /mnie wtedy nie było/. Może uda się to powtórzyć? W związku z napiętym planem może tuż przed Kimbem? a może po prostu "za inną okazją"
Pozdrawiam
bertrand236
Jasne. Jako propozycje KIMBową, dyskusję przeniosłem do stosownego wątku. Podkreślam, że robię to wszystko samozwańczo.
A tak w ogóle, żeby trochę pozaśmiecać, to kiedy z grubsza przyjeżdżacie w maju? Bo wcześniej można coś wspólnie zorganizować. Wojtek 1121 będzie od niedzieli 9-go maja, my od 10-go.
8.05.2010 taki plan mam na razie....
Ostatnio edytowane przez Jaro ; 23-03-2010 o 21:44 Powód: literówka, na prośbę autora
bertrand236
Musze przyspieszyć. Zajączek już puka....
Dzień 17
Po śniadaniu wsiadam za kółko i jedziemy. Piękna serpentyna prowadzi nas na górę. Po dojechaniu do rozstaju dróg skręcam w lewo. Teraz długi zjazd. Dojeżdżam do wsi. Tu zostawiam autko i dalej idziemy na poszukiwania cmentarza, na którym według jedynie słusznej mapy żołnierze leżą. Niestety cmentarza nie znajdujemy. Nie zrażamy się Tm zupełnie. Podjeżdżam pod sklep w celu zakupienia złocistego nektaru. Nic z tego. Jest po sezonie i sklep jest otwarty sezonowo. Nie wstrzeliliśmy się w sezon otwartego sklepu. Usłużni miejscowi inteligenci składają propozycję, że pójdą po sklepową. Chyba chcą skorzystać z okazji i zrobić zakupy Niedźwiadka. Niestety odpowiadam, ze to nic pilnego. Niepocieszeni zalegli na ławce. My wróciliśmy do pojazdu i pojechaliśmy. Jechaliśmy tą samą drogą, którą tu przyjechaliśmy, ale tylko kawałek. Skręciłem w lewo, kiedy tylko było można. Dziurawa droga jechałem do samego jej końca. Wiedziałem, dokąd jadę. Po lewej stronie cały czas jechaliśmy wzdłuż prywatnej posesji. Po opuszczeniu Srebrnej Strzały poszliśmy stromą ścieżką w dół. Po kilkudziesięciu/kilkuset metrach doszliśmy do pięknej drogi leśnej. Droga naprawdę piękna była. Skręciliśmy w lewo w dół. Drogi tej na mapach nie znalazłem. Doszliśmy do ładnego drewnianego domu. W dole na wodzie kołysał się dosyć duży pojazd wodny wcale nie napędzany wiatrem. A mówią, ze na tym akwenie motorową nie można…zeszliśmy nad samą wodę. Lubię to miejsce. Jest cisza i spokój. W drodze powrotnej zapytowuję Ludzi z domku o tą drogę. Odpowiadają mi, że droga jest prywatna i prowadzi z jednej prywatnej posesji do drugiej prywatnej posesji. Dowiedziałem się też, że nie ma takiej możliwości, żebym do tego miejsca dojechał samochodem. Ot taka bieszczadowa ciekawostka….Wracamy w stronę samochodu, ale nie całkiem. W miejscu w którym droga ostro skręca w prawo pod górę idziemy zobaczyć dokąd ona prowadzi. Wychodzimy z lasu na dużą polanę a raczej łąkę. Po prawej jakieś domki, a dalej słupki z chorągiewkami. Widzi mi się, że tu jest lądowisko dla podniebnych pojazdów. Obawiamy się psów, które mogą tu biegać, więc wycofujemy się do lasu, a potem do auta. Wracamy w kierunku Małej Szosy. W sobie wiadomym miejscu skręcamy w dobrze znanym kierunku. Tutaj rośnie sporo dzikiej róży. Pozbawiliśmy krzewy dojrzałych owoców. Następnie Mała Szosa doprowadziła nas do miejscowości, która kiedyś, ale po wojnie była siedzibą gminy. Miejscowość znana też jest z tego, że przed napełnieniem woda zalewu rozebrano w niej cerkiew. Rozebrano ino niepotrzebnie, bo woda do tego miejsca nie doszła…. Jechaliśmy właśnie w to miejsce. Niezliczoną ilość razy śmigałem drogą obok tego miejsca. Teraz jechaliśmy tam specjalnie. Połaziłem po miejscu, w którym stała cerkiew. Sporo czasu spędziłem na cmentarzu. Teraz tam jest parę starych grobów i dzwonnica. Wracamy w kierunku kwatery, ale jeszcze nie tam jadę. Skręcam w drogę, przy której po prawej stronie stoi kościół z żyrandolami z poroża. Mijam kościół i jedziemy. Dokąd? Oczywiście na miejsce, w którym stała cerkiew i na cmentarz. Tutaj też stoi samotny świadek tamtych czasów pozbawiony głosu, którym kiedyś zwoływał mieszkańców na nabożeństwo. To miejsce też lubie ale z innego powodu. Może kiedyśWam o tym opowiem. Dzisiaj na pewno nie… Wychodzimy z cmentarza. Po drodze mijamy jabłoń z dojrzałymi owocami. Mężczyzna, który coś robił przy drodze poszedł do domu po reklamówkę abyśmy mogli wziąć więcej jabłek. A jabłuszka miodzio… Nie pamiętam kiedy takie dobre jadłem. Teraz nadszedł czas na powrót na kwaterę. Jeszcze tylko krótki postój w barze po lewej stronie drogi na spóźniony obiad albo wczesną kolację. Wspominamy spotkanie w tym miejscu z Andrzejem Lachem. A propos. Czy ktoś z Was wie co porabia teraz Andrzej? Możecie napisać tutaj, albo na PW. Teraz szybko do Zawozu, obieranie dzikiej róży i spać…
bertrand236
Ubiegły rok to Kamień Pomorski z krótkimi wypadami w Bieszczady (Zlot Leśnych, Anioły) o czym zresztą była mowa.co porabia teraz Andrzej?
http://forum.bieszczady.info.pl/show...?t=4219&page=3
"Pompowanie" niewątpliwie zwiększy Waszą motywację do odwiedzenia Karczmy pod Semaforem.
Ale nawet bez tej wysiłkowej motywacji jest to miejsce, którego omijać nie warto...
Pozdrawiam
Jank
PS a, dla wyczulonych na kwestie reklamowe, nie mam nic wspólnego z tym miejscem, poza smakowitymi wspomnieniami oczywiście
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)