już widzę jak tłumy pań w szpilkach i panów w klapkach lecą w kierunku na Brenzberg bo dowiadują się, że zbudowali tam mostek i odkrzaczyli jakieś ruiny...
czasami przy czytaniu niektórych postów z serii "jakie to Bieszczady były dzikie a jakie nie są dzikie teraz" to czasami mam wrażenie, że ta zabawa w "dzikie chaszcze" to tak jak zabawa małych chłopców - jest chodnik ale wlezą na murek bo to przecież taaaaakie nieeebezpieczne i ekscytujące.
a tu pewnie niejeden "wytrawny turysta" stanie przed mostkiem i marszcząc czoło z okrzykiem "gupi mostek, gupi Brenzberg" na znak buntu wlezie w pokrzywy albo chociaż pogrzebie butem w wodzie.

a jak była tam leśniczówka to mostek jakiś był czy nie?

mi wszelkie mostki i kładki na bieszczadzkich "poticzkach" od dzieciństwa kojarzą się i dziko i klimatycznie a poręcze i barierki często też tam były...