Wczoraj było szaro, buro, zimno, padał deszcz na zmianę ze śniegiem i było...pięknie! W tygodniu naczytałem się na forum mnóstwo dyskusji na bardzo poważne bieszczadzkie tematy i dręczony marzeniami czy to o swojej chatce w głuszy i dziczy, czy problemem z otworzeniem budki z hot-dogami a może i piwem, czy też chęcią sprawdzenia na miejscu rewelacyjnych metod obliczeniowych dotyczących wycinki bieszczadzkich drzew dla urzędników, postanowiłem zerwać z dotychczasowym życiem i wyruszyć na tą ziemię obiecaną! Można powiedzieć, że poszedłem na całość – nie wziąłem ani oszczędności, bo nie miałem, biblioteczki – bo ciężka, telewizora – bo zepsuty, i paruset czy tysięcy innych rzeczy - bo sobie wymyśliłem, że pojadę autobusem.
Na mapie wypatrzyłem miejsce, gdzie nie ma zaznaczonych sklepów ani punktów gastronomicznych, więc w sam raz idealne pod haburgerową budkę – żadnej konkurencji!
Po opuszczeniu przytulnego autokaru udałem się do pobliskiego sklepu, w którym zakupiłem dwa piwa w celu sprawdzenia jak będą smakowały w miejscu ewentualnej lokalizacji punktu małej gastronomii oraz dwa batoniki śmietankowe „Pawełek”, bo „Bajecznych” nie mieli. Pod sklepem Land-cruiser, Mazda, Bmw i rower tzw. góral. W sklepie chyba wszystko oprócz „Bajecznych”. Klienci narzekali, że bardzo by chcieli mieć hutę żelaza i odlewnię, bo kiedyś w takiej na przykład Cisnej była a teraz panie, to ni głodu, ni smrodu i w każdym domu kanalizacja! Idąc po drodze, nie drodze, co ja piszę, po chodniczku ułożonym z kostki minąłem wiele domów, wszystkie ładniutkie, mnóstwo nowiutkich willi, na podjazdach samochody zachodnich marek – tak się troszkę zawstydziłem, że ja takiego nie mam ani domu, ani samochodu i że żyję w jakimś punktowcu w swojej dziupli jak nie przymierzając kura chowu klatkowego.
W końcu cała infrastruktura pozostała za moimi plecami a ja dotarłem do krzyża i drogi ku ziemi obiecanej:
marzec_15.jpg
Tak sobie kombinowałem, że nie jest źle, jakąś budę na kółkach da się tą drogą przeciągnąć, byle nie podczas roztopów i większych opadów deszczu, gdyż sforsowanie tego potoku
marzec_15_2.jpg
mogłoby nastręczyć niemałych problemów.
A droga jak to droga, wiła się raz po jednej, raz po drugiej stronie rzeki, która wiła się też bez opamiętania i mostów:
marzec_15_1.jpg
Po którymś tam skoku z kamienia na kamień, zakończonym nieudanym telemarkiem i zwieńczonym gejzerami wytryskującymi spod galopujących ku brzegowi kończyn, na szczęście tylko dolnych, wkurzyłem się i postanowiłem ją porzucić na rzecz zwierzęcych ścieżek. Nie będzie mi tu natura pluła spod moich własnych kopyt w twarz wodą z potoku!