Kiedyś w takich wioskach, mówię szerzej niż bojkowskich, to było niczym w filmowych Taplarach w "Konopielce".
Bieda u bojków to jedno, ale tradycja jak nakazywali ojcowie to drugie, gdzie trzeba być w zgodzie z przyrodą, otoczeniem, ze swoimi zwierzętami, gdzie wierzenia przekazywane z pokolenia na pokolenia były ważne. Jak trzeba było być czujnym na "otwartość" i zamykać się w swojej wsi i wyznaczać granice dostępu dla innych. Gdy to trwało istnieli, teraz mówię o bojkach, gdy się otworzyli to zginęli i oni, i wieś, i wierzenia, i zwierzęta które dzieliły z nimi jeden dach i ojcowska wiara. U żyjących przetrwała tęsknota a może już nie, została wyzwolona w sobie złość i zemsta a może i nie. Otwartość czasami ratuje a czasami zabija.
Dla mnie jest to pod każdym względem ogromna tragedia.


Odpowiedz z cytatem