Mieszkanka Przemyśla domaga się odszkodowania za mienie, które jej rodzina utraciła w czasie akcji "Wisła". Kobieta najpierw domagała się 200 tysięcy złotych, w czasie pierwszej rozprawy jej roszczenia wzrosły do ponad dwóch milionów złotych
Katarzyna Samojlik miała 18 lat, gdy w 1947 r. została wraz z rodziną wyrzucona w czasie akcji "Wisła" z rodzinnego domu. - Byłam najstarsza z rodzeństwa, pamiętam nasz dom i gospodarstwo. Wysiedlono nas z miejscowości Dobra w gminie Sieniawa do Reszla w woj. warmińsko-mazurskiem. W 1941 r. mama została wdową. Jak nas wysiedlono, to nie dostaliśmy niczego. Gospodarstwa dawano tym rodzinom, w których był mężczyzna. Takich jak my nie chcieli nawet w pegeerach. Pozbawiono nas ziemi i domu wraz z żywym inwentarzem. Straciliśmy ponad siedem hektarów ziemi, dom, stajnię i wozownię, stodołę, krowy i konie - opowiada. Na liście strat umieszcza również dwa żelazne wozy.
Katarzyna Samojlik i jej matka wróciły do Przemyśla w 1986 r. - Kupiłyśmy mieszkanie za własne pieniądze. Rząd RP, wysiedlając nas na Ziemie Odzyskane, nie wypłacił ani mnie, ani mojej rodzinie żadnego odszkodowania - dodaje.
Jej zdaniem rząd RP pozbawił jej rodzinę prawa własności niezgodnie z konstytucją. - W czasach komunistycznych do 1990 r. nie można było starać się o odszkodowanie ze względu na ustrój, teraz szukam zadośćuczynienia - mówi Samojlik.
W pozwie, który skierowała do Sądu Okręgowego w Przemyślu, zażądała od Ministerstwa Skarbu 200 tys. zł odszkodowania. Na pierwszej rozprawie, która odbyła się w ubiegłym tygodniu, podniosła kwotę roszczeń do 2 milionów 116 tys. zł. - W pierwszym pozwie pani Samojlik domagała się odszkodowania za majątek matki. Przed rozprawą znalazła dokumenty dotyczące majątku ojca i w oparciu o te dokumenty podniosła kwotę odszkodowania. Proces w tej sprawie jeszcze się nie rozpoczął, jest na etapie uzupełnień procesowych. Pani Samojlik musi dopłacić jeszcze 3,9 tys. zł kosztów procesowych lub uzyskać zwolnienie sądu z tych opłat - wyjaśnia sędzia Lucyna Oleszek, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Przemyślu.

W przemyskim Sądzie Okręgowym to druga w ostatnim czasie sprawa o odszkodowanie za mienie utracone na skutek akcji "Wisła". - W tamtej sprawie pozwane zostało starostwo powiatowe w Lubaczowie. Sąd oddalił te roszczenia, uznając, że sprawa się przedawniła. Osoba, która wniosła sprawę, odwołała się od wyroku. Sprawą będzie zajmował się Sąd Apelacyjny w Rzeszowie - informuje Oleszek.
Rzeczniczka sądu przyznaje, że każda z takich spraw jest dużym wyzwaniem dla sędziów. - Nie ma jednoznacznych uregulowań prawnych - dodaje.
Zdaniem przewodniczącego Związku Ukraińców w Polsce Piotra Tymy należy uznać akcję "Wisła" za nielegalną. Dałoby to deportowanym prawo do ubiegania się o rekompensaty za bezprawnie odebrane mienie. Z różnymi efektami o zwrot lasów ubiegali się Łemkowie. - Wiem o 74 takich przypadkach. Pozwów do sądów o odszkodowania za zabrane domy, ziemię było do tej pory bardzo niewiele. Część osób otrzymała po wysiedleniu na ziemie zachodnie mienie zastępcze, a wiele osób nie ma dokumentów potwierdzających prawo własności do pozostawionego mienia - dodaje Tyma.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów
Dobra to niewielka wies w gminie Sieniawa, grunty tam są marniutkie, więc żadną miarą nie może to być 2 mln.