Dobra sporo popisalismy sie tutaj mam pytanie do kur.. nydzy beda strzelac to tych futrzakow czy nie ?
Wersja do druku
Dobra sporo popisalismy sie tutaj mam pytanie do kur.. nydzy beda strzelac to tych futrzakow czy nie ?
Łobacymy.
Ja tak casem lubiem poprowokować, do puogadanio.
Muoze bedom strzeloć, muoze nie.
Kie bedom strzeloć, ba usłysymy. Byńdzie sakramencki wrzask na forum.
Ej! sakramencki..
Puodżcie z Buogiem.
Wiem, że nie tędy droga. Problem jest. Na Kaszubach bobry wcinają sosnę! Czego wcześniej nie robiły. Tak mało wiemy o "naturalnej" hodowli dzikich zwierząt. Czego się nie dotkniemy, to psujemy. Ale potwierdzasz pośrednio, że myśliwi mało się nadają do regulacji zwierzyny. Dostaną odstrzał bobra to strzelą te kilka sztuk, a populacja się nie zmieni. Z wilkiem trochę inaczej. Populacja nie wzrasta z przyczyn naturalnych /myśliwi wybili jedzenie/ i kłusowniczych. Choć to pewnie też znaczne uproszczenie.
Długi
Oj, uproszczenie, "Długi". Chyba /przepraszam/.
Podpiszę się jednak za "Klopsikiem". Populacja wilków wzrasta.
Jeśli ktoś twierdzi, że nie, to skąd wilk w lasach koło Lublińca w tym roku? A w zeszłym? Itd.
Jakiś wędrownik-wiarus spod Turbacza, prawdopodobnie...
A bobry? Fakt. Porobiło się. Bobry "szaleją". Mają warunki dzięki nam.
Zwróćcie uwagę: faktycznie problem z bobrami pojawia się tu i ówdzie ( w moich rejonach już zaczyna się). Ale bobry, to nie jest "mistyczne, symboliczne, tajemnicze, groźne a piękne" zwierzę.
Możemy zajmować się tym zwierzaczkiem w inny sposób, mniej MALOWNICZY.
Ponawiam pytanie, ale a aneksem: czym różni się strzelanie do bobra od strzelania do wilka???
Ponadto: mamy już w "tej okolicy Forum" wołka i zajaca. Dołożyliśmy bobra.
I chwatit.
Pozdrawiam
Czy ja wiem? Jeżdże z moim tatą w Beskid Niski do MGPN. Co roku w zimie i podczas rykowiska widzieliśmy tropy wilcze lub nawet zarżnięte dziki i jelenie. Ale już od 2 lat nie widzieliśmy tam tropów wilczych. Przyczyna? Myśle, że nie tylko słowacy strzelają do wilków...:|
Krótko mówiąc: jak nie bedzie padac,bedzie pogoda,jak mawiał pewien wykształcony doktor góral. A co do pytania czym się różni strzelanie do wilków od strzelania do bobrów,to różnica tylko techniczna (amunicyja).Bo po.za tym bóbr to cholerny szkodnik,a wilk to przeżytek biologiczny,jeżeli można tak powiedzieć.Dalej,bobry są niemodne na futro,a wilcza skóra nad kominkiem Flintowego ,to powód do pręzenia piersi. Dziwne,kiedys panowie co cygara palili,lubili tylko bobrowe futra,a dziś skunksy jedne tylko płacą głupim za opowiadanie mrożących krew historyji.O wilkach. Dlatego trzeba być za ostrym utrzymaniem całkowitej ochrony wilka,niezależnie od tego co się wygaduje na sympozjach,zjazdach,konferencjch i innych nasiadach habilitowanych.
czyli strzelaja na lewo oki to przynajmiej mam jaks konkluzje watku;)
No i ekstra. Dzięki za wyluzowanie.
A ja sobie postrzelam ( z aparatu foto) do wszystkich, kruca fuks: do wilków, do flint-manów z kominkami ogaconymi wilczą skórą, do misiów, do bobrów,
a jak podejdzie - to i do moderatorów, adminów, etc. A bo co, nie mogę?
Tak poważniej- bez względu na kontekst , bardzo duże dzięki za niesamowicie ważne zakończenie: "nasiady habilitowane". I chwatit.
A "Klopsikowi" nie radzę kląć w podobny sposób na Podhalu, bo ród Nędzów,
nie tylko na Nędzówce (Zakopane) osiadły. Za takie rzeczy ginęli ludzie.
Mnie uratował kiedyś Jacek Nędza - mój stary druh, z Nędzówki właśnie.
Uratował, bo... On nie potrafi kląć inaczej, chłe, chłe. Serio.
Pozdrawiam
PS- absolutnie nie jestem za całkowitą ochroną wilka (pst!)
Obrazowo powiedziane: "kominek ogacony wilczą skórą".Pozdrawiam.
Zuzę ostatnio widziałam późną jesienią. Jeszcze bardziej spasioną niż zwykle. Nawet podejrzewałam ją, że jest ciężarna. Jej "Pana" w ub tygodniu. To mój sąsiad zza miedzy ale po bieszczadzku tzn zza góry. Przy okazji podrzucę suni paczkę bekonowych smakołyków od Ciebie i wygłaszczę o ile Zuza będzie miała dobry humor. Przeważnie otwiera tylko jedno oko na mój widok.
Ciapa dostał do pomocy młodego psa.
Rzeczywiście pastuch o ile jest dobrze założony to spełnia swoje zadanie. Słyszę od hodowców same pochwały. W tym roku powstaną nowe koszarowiska ogrodzone białą taśmą. Sami właściciele stad proszę o pomoc. Szczególnie z okolic Komańczy, granicy Beskidu Niskiego i Bieszczadów. Na szkoleniu mieliśmy pokazywane mapy z zaznaczonymi miejscami występowania wilków. Też nam pokazano w których miejscach dochodzi do ataków wilków na stada zwierząt gospodarskich. Tam, gdzie jest hodowla rozwinięta, duże stada (właśnie gmina Komańcza) to straty są stosunkowo małe do 10 %. Największe problemy są w okolicach Ustrzyk Dolnych, Lutowisk. Tam, gdzie zwierzęta są przetrzymywane nocą bez koszarowiska. Często gęsto pod lasem zostawiane są na noc bez psów pasterskich. Tam straty sięgają nawet powyżej 30-50 %.
Szkolenie 'z bobrów" miałam coś z dwa lata temu.Rozmawiałam też na ten temat prywatnie z panem Antonim Derwichem oraz często z myśliwymi i leśniczymi których oprowadzałam.
Upolowanie bobra to sztuka. Tylko najlepsi myśliwi są w stanie poradzić sobie z tym zwierzakiem. Nie przez przypadek już Bolesław Chrobry powołał urząd bobrowniczego. Pierwsze zwierzę w Europie objęte "ochroną gatunkową". Najlepszym rozwiązaniem jest odławianie młodych osobników i przenoszenie w miejscach, gdzie mogłyby założyć żeremia. Tylko takich miejsc jest coraz mniej.
Naszczęście do tego nigdy nie dojdzie. Wilk potrzebuje rozległych terenów leśnych, które zapewniają mu schronienie przed człowiekiem - idealnymi terenami są tereny góskie ze względu na trudniejszą penetracje przez człowieka. Na terenie MGPN ( niemal 20000 ha ) bytują 2 watachy wilcze, lecz opuszczają one czasami granice parku i często bywa, że wracają w pomniejszpnym składzie na czym traci cała watacha szczególnie przy odstrzeleniu jednego z osobników dominujących. Ciężko w Polsce znaleźć lepsze warunki bytowe niż Bieszczady i Beskid Niski. A sytuacja, której kibicuje Lucyna i pewnie ponad połowa forumowiczów byłaby obłędem. Wilk nie zawsze jest sanitariuszem i wybiera tylko chore i słabe sztuki - tak dzieje się latem i jesienią kiedy mocne zwierzaki nie stanowią łatwego łupu, ale zimą kiedy pokrywa śniegu utrudnia dostanie się do pokarmu i ewentualną ucieczkę, wilki atakują bezpardonu nawet najbardziej dorodne sztuki jeleni i dzików. Pozatym populacja wilków na terenie całego kraju doprowadziłaby do drastycznego spadku pogłowa zwierzyny leśnej i wilki byłyby zmuszone zmienić swoje menu na zwierzęta gospodarskie. Tego człowiek by wilkom już nie przepuścił i z całkowitej ochrony wilka znów doszłoby do sytuacji z lat powojennych 50, 60, 70 - akcji tępienia wilków, sposobami które przyprawiają czasami o obrzydzenie. Niech więc zostanie tak jak jest, a nawet popieram kontrolowany odstrzał wilków w ilości do kilku sztuk rocznie, gdy wyrządzają zbyt dużo szkód w zwierzynie leśnej i gospodarskiej.
Z wilka nie zrobimy jarosza. Musi żywić się mięsem. W polskim przypadku lwią część pożywienia stanowią jeleniowate. Często oprowadzam grupy leśników i myśliwych. Znam ich opinię. Nie chcą wilków w swoich lasach. Ciągle słyszę, że wilk dziennie zjada średnio 3-5 kg mięsiwa. Pomnożyć to przez liczbę dni w roku i przez ilość osobników w jednej watasze i wychodzą działające na wyobrażnie ilości. Tylko nikt nie pamięta, że wilki nie codzień mają pożywienie.
Wilk jest sanitariuszem. Były prowadzone badania. Nie pamiętam danych ale wynika z nich, że osobniki zabijane przez drapieżniki były stare, chore, nie pożyłyby długo. Oczywiście zjada także jelenią młodzież. Jeżeli zaś chodzi o byki to często ofiarą wilków padają dominujące zmęczone okresem godowym. One już przekazały swoje geny następnym pokoleniom.
Co do tego, że z wilka nie zrobimy jarosza jestem przekonany:) . Co do 2 zdania mam zastrzeżenia. Byki dominujące na rykowisku są w sile wieku (9-11 lat) - gromadzą przy sobie najwięcej łań ze względu na ich potęge w porównaniu do innych byków. Stanowią one najlepsze źródło genów dla przyszłych pokoleń i jeżeli nie zdąża odbudować swojej masy ciała przed zimą ( takie byki tracą ok. 1/3 swojej tuszy podczas rykowiska ! ) stają się łatwym łupem dla wilczej watachy. Stare byki, już zbyteczne dla celów reprodukcjyjnych zazwyczaj mają przy sobie 1 - 2 łanie i siedząc cicho w krzakach oddają się przyjemności :) . Z ich kondycją jest dużo lepiej niż u byków stadnych - tych mających cała kupę łań. Pozatym starym bykowm dochodzi do uwsteczniania się poroża co może doporwadzić iż mają szydła zamiast korony i stają sie bardzo niebezpieczne dla wilków, które omijają takich przeciwników. Tak więc wilcza rola sanitariusza w zimie schodzi na drugi plan.
Witam
Siedzę sobie cichutko …i korzystam z Waszego doświadczenia, bo w tematach sensu stricte bieszczadzkich jestem „żółtodziobem”. Po długiej przerwie mam nadzieje wrócić do starej miłości.
Tak tez i ten topic uważnie czytam.
Bardzo miło odbieram merytorycznie konkretną dyskusje n.p. Lucyny, Radka, Ludwika.
Troche mniej osobiste, "energiczne" rozważania Joorga ( „skąd – inąd” – z tego co czytam Joorg Twoje posty…to dziwne dla Ciebie Joorg )
( http://forum.bieszczady.info.pl/showpost.php?p=54936&postcount=548 )
Lucyna nie daj sie kneblować :)
Mam jednak refleksje, która dotyczy zarówno Bieszczad jak i innych dużych kompleksów leśnych.
Wilka ,ale tez i całego ekosystemu leśnego – zwłaszcza zwierząt.
To prawda wilk potrzebuje odpowiedniego terenu, odpowiedniej ilości zwierzyny itd.
To prawda .Straty, równowaga itd.
W tych tematach nie jestem "żółtodziobem" i pozwole sobie na kilka słów.
Problem, który chciałem tu poruszyć jest jakby…odwróceniem tematu.
Może problem nie w tym, co one robią, ale co my robimy?
Napisze coś co zapewne wywoła westchniecie i wyrobie sobie opinie „świra” ,ale. .może zapominamy ,że to my ograniczamy tereny leśne?
Mamy strasznie wygorowane opinie o sobie, o naszej przewadze nad innymi gatunkami…Jesteśmy jako gatunek największym szkodnikiem tej planety.
No właśnie...Wszyscy to wiedzą...a jednak.Dlaczego nie wystrzelamy troche chińczyków, hindusów...?
Tu też jest problem z populacją, szkodzeniem innym ?
Barnaba dobrze napisał ...mamy sporo do odstrzelenia...
A może problem jest faktycznie w traktowaniu przedmiotowym zwierząt?
Brak korytarzy ekologicznych do migracji zwierzat, brak kontroli rozrodu ( najlepiej odstrzelić to co się urodziło ).
Może lepiej uczyć się od mądrzejszych? Kontrola hormonalna rozrodu , w ostateczności odłów i przewożenie na inne tereny - to nie fikcja - to jest do zrobienia.
Wystarczy troche wysiłku i gdy nie wiemy jak - poradzić sie ludzi ,którzy na świecie robią to profesjonalnie.
Brakuje terenów? To może mniej wycinać na hotele i drogi dojazdowe na Euro 2012 i tworzyć nowe chronione tereny leśne ,bo Euro 2022 w ogóle sie nie odbędzie z powodu braku cywilizacji...
Taniej robić afery, zagrożenie dla czlowieka..i odstrzał....żeby chociaż jednym strzałem...tu zwykle myśliwi mają ..trudne warunki. Niech sprawdzają się strzelcy typu "Sokole Oko" w strzeleniu ampułką ...ale czym sie pochwalić? skóry nie ma....
Ech....poniosło mnie troche....ciągle zwierzęta są traktowane jak pionki na szachownicy.
Pozdrawiam wszystkich
Ad.1 Lubię gryźć kneble. Mam nadzieję, że na dłużej pozostaniesz na naszym forum. Co dwóch świrów to nie jeden.:-P Gdybyśmy tak policzyli nawiedzonych i biologów na tym forum wyszłaby niezła wataha.
Ad.2 Bez wątpienia. Niestety, nie uświadamiamy sobie tego. Pamiętam pewną dyskusje z młodzieżą w czasie oprowadzania po ścieżce dydaktycznej. "Zeszło nam" na obecnie trwające wielkie wymierania gatunków. Codziennie jakiś gatunek znika z naszej planety. Zaczęliśmy porównywać dzisziejszą sytuację z tymi z praprzeszłości. Wyszło nam, że końcowy etap może zakończyć się zniknięciem dominanta z planety.
Ad.3 Mam przez cały czas cichą nadzieję, że szerokie korytarze ekologiczne umiejscowione na korytarzach migracyjnych powstaną. Inaczej dojdzie do tragedii.
Nie złyszałam o kontroli hormonalnej u dzikich zwierząt. Mógłbyś coś na ten temat napisać.
Ad.4. Kiedyś napisałam, że należałoby wprowadzić selekcyjny odstrzał myśliwych. Czasy "Sokolego Oka" odeszły bezpowrotnie do przeszłości.Wiesz w jaki sposób rozpoznaję, że w okolicy jest ambona? Po zapachu. Prawie zawsze znajduje się obok niej padlina. Łamanie prawa "na całego" padnięte ciele, świnia, pies. Jeżeli nie padlina to chociaż poletko z przysmakami. To w chwili obecnej uchodzi wśród myśliwych za etyczne. Nie mówię już o ambonach położych tuż przy granicy z rezerwatem np. "Bobry w Uhercach".
Jest nieźle:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...OSCI/662490496
Cytat:
21 stycznia 2008 - 15:30
Bieszczady > Wilk już nie groźny
Samotny wilk, który polował w Jabłonkach na psy i straszył ludzi, nie chwycił zastawionej przez leśników przynęty i nie pozwolił się odstrzelić.
Nadleśnictwo Baligród uzyskało zgodę na likwidację drapieżnika po tym, jak coraz częściej widywany był w Jabłonkach.
Podkradał się do ludzkich siedzib, zagryzł trzy psy. Wilk nie mógł w inny sposób zdobyć pożywienia - kulał na lewą, przednią łapę i został odrzucony przez watahę.
Myśliwi czatowali na basiora kilka dni.
- Nęciliśmy go wykładając karmę, ale okazał się bardziej cwany niż ludzie - mówi Stanisław Tobolewski, zastępca nadleśniczego w Baligrodzie.
- Uratowało go również to, że stopniał śnieg i niełatwo było go wytropić.
Według Tobolewskiego, drapieżnik najpewniej wylizał rany. Jest na tyle mocny, że nie podchodzi już do Jabłonek, tylko poluje w lesie.
- Pozwolenie na odstrzał straciło ważność, o nowe nie będziemy występować, bo zagrożenie minęło - mówi.
- Dobrze się stało, że ten samiec przeżył.
KP
"Dlaczego nie wystrzelamy troche chińczyków, hindusów...?" - napisał ktosik ...
Może byśmy pisali o tych nacjach z dużej literki :). Jak o polakach ;). Nieco mi zaszkodziły pożarte, inne, aniżeli człek, ssaki... Jednak jest OK. Tylko pozwalam sobie zwrócić uwagę, a propos tego wątku, że Chińczycy szczycą się zaleganiem swych ciał na metr kw., czytaj :gęstość zaludnienia, podobnym ,jak w Polsce, zatem nieco, jak każde, nietrafione jest porównanie ... Co inszego Hindusi na terenie Indii, alee jak mec. Giertych zarządzi, kto wie...
Chris...Nie "ktosik", ale to ja napisałem....no może dla Ciebie "ktosik" ...OK.
Jeżeli chodzi o dużą literę przy nacjach... wiesz..jest to niezmiernie merytoryczna uwaga :). Sluchałeś może prof. Miodka o "dużych literach" ? "Imie własne"..itd..byly rózne propozycje nawet dla nazwisk...ale ..nieistotne . Nie posluguje sie dobrze j.polskim literackim. Popełniam błędy - jeśli to Cię drażni -przepraszam..Mowi to "fox" z małej litery.
Co do "zalegania' - to nie chodzi o gestość ,ale ilość i ekspansje.
Jak również swój stosunek do ekologii itd.
Raczej w Indiach jest lepiej pod tym względem.
Generalnie wspomniałem dając dygresje do programów regulujących liczbe populacji.
Konkretniej? W Chinach bardziej urzędowe ( pozwolenia )niż antykoncepcyjne, a w Indiach duże kwoty za poddanie sie sterylizacji ( głównie mężczyzn - klipsy na nasieniowody ),lub chociażby doraźnej antykoncepcji u kobiet.
Więc Twoja analiza jest niestety też "nietrafiona" :)
Nikt nie chciał tam regulować urodzin poprzez zabijanie tych co się już urodzili - to a propos tematu.
Przykro mi ,że Ci ssaki zaszkodziły....ja jestem wegetarianinem...więc nie mam tego problemu :)
Pozdrawiam Cię Chris ( z dużej litery :) )
"Ad 2" Tak . Niestety to prawda. Na stronie NASA ( ciekawe, że nie ekologicznej ), sa niezmiernie ciekawe artukuły o prognozach na najbliższe lata. To nie 'wróżka"....ajednkaludzie iwedza...wolą nie czytać...i zbierac na samochód 3,0 z klimatyzacją i turbo doładowaniem. To nawet nie "wypieroanie" ,ale infantylne poczucie "zawsze jakoś bylo ..to i teraz będzie".
"Ad3" Korytarzami ekologicznymi intensywnie zajmuje sie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot do której należę. To bardzo wazna sprawa. Tak jak i "micro' korytarze - zabezpieczenia i przejścia pod drogami szybkiego ruchu bardzo często dzielącymi większy obszar leśny na kawałeczki. Makabryczne i częste wypadki. Obok mnie - na trasie Katowice -Bielsko-Biała to nieomalże codzienne wydarzenie ( Puszcza Psczyńska ) :(
Regulacja hormonalna to niestety bardzo droga i pracochłonna sprawa.
najczęciej ograniczona do pracy instytutów, poszczegolnych ludzi. Ciagle uwazana za "nowatorksa i eksperymentalną"...chociaż żaden to eksperyment, bo wiadomo jak to zrobić i jaki będzie efekt.
W Polsce zaczyna i chyba do tej pory kończy na...regulacji w miastach ilości dzikich kotów. Dokarmiane rozmnazają sie bez ograniczeń (ograniczeniem plodności dla kotek jest niski poziom hormonów np.z powodu przewleklego niedożywienia )
Moja wiedza oparta jest głównie na dzialaniach na terenie USA ( stada dzikich koni - zwłaszcza po aferze w Australii ) , oraz u róznych zwierząt gdy nie można odławiać i przenosić na inne tereny ( głównie z powodu braków terenów :( ).
Jezeli to Cie interesuje -przejrzę w wolnej chwili płytki z nagranymi programami z Animal Planet i Discovery . Tam sa prezentowani ludzie zajmujący sie dzikimi zwierzetami , tamtez kilkakrotnie omawiano stosowanie antykoncepcji. W tym momencie nie chce podawać konkretóqw bo ich nie pamietam, a jestem na dyżurze. Nie jest to rozpowszechnione ,ale często powraca ten temat - odpowiedzialności ludzi za koegzystencje i odpowiednie relacje - również ilościowe poszczególnych gatunków.
Może to dobry kierunek a nie zabijanie?
"Ad 4" .Cóż....:((...bez komentarza.
Pozdrawiam Cie serdecznie.
U nas antykoncepcja hormonalna mogłaby ograniczyć nadmierne rozmnażenie się lisów i bobrów.
Również serdecznie pozdrawiam
21 stycznia 2008 r. Wilk już nie groźny
Samotny wilk, który polował w Jabłonkach na psy i straszył ludzi, nie chwycił zastawionej przez leśników przynęty i nie pozwolił się odstrzelić.
Nadleśnictwo Baligród uzyskało zgodę na likwidację drapieżnika po tym, jak coraz częściej widywany był w Jabłonkach.
Podkradał się do ludzkich siedzib, zagryzł trzy psy. Wilk nie mógł w inny sposób zdobyć pożywienia - kulał na lewą, przednią łapę i został odrzucony przez watahę.
Myśliwi czatowali na basiora kilka dni.
- Nęciliśmy go wykładając karmę, ale okazał się bardziej cwany niż ludzie - mówi Stanisław Tobolewski, zastępca nadleśniczego w Baligrodzie.
- Uratowało go również to, że stopniał śnieg i niełatwo było go wytropić.
Według Tobolewskiego, drapieżnik najpewniej wylizał rany. Jest na tyle mocny, że nie podchodzi już do Jabłonek, tylko poluje w lesie.
- Pozwolenie na odstrzał straciło ważność, o nowe nie będziemy występować, bo zagrożenie minęło - mówi.
- Dobrze się stało, że ten samiec przeżył.
"Nowiny"
"Regulacja hormonalna dzikich zwierząt..."
W tej sytuacji, to ja wysiadam z tego pociągu.
I jeszcze coś.
Nie trzeba dobrze posługiwać się językiem polskim - literackim, aby nazwy nacji /poza trybem przymiotnikowym/ pisać z dużej litery.
Pozdrawiam
WUKA,mam wrażenie że nie czytasz wątku tylko wrzucasz coś dla samego wrzucenia.Spójrz parę postów wyżej (post 578 ).
Czytam uważnie,ale czasem coś mi umknie.Przepraszam za powtórkę.Bardzo mnie ten przypadek uradował !Chodzi o ocalenie wilka,nie moje gapiostwo.Pozdrawiam!
Chris ma rację. Na nazwy nacji trzeba uważać.Ządamy szacunku dla siebie a nie szanujemy innych,to takie polskie i ,powiem niechetnie,nieuswiadomiony rasizmm wywodzacy się z mesjanizmu naszych poetów romantycznych i myslenia nacjonalnego,typu "wybrał nas Pan". Co do Hindusów,to jest tam absolutnie zagrozony z powodów cywilizacyjnych i Flintowych Tygrys,mimo ze Hindusi mają do zwierząt nadal stosunek religijny wyciągnięty z pradawnych mitów Ariow,naszvch kolegów z przeszłosci. U nas funkcjonuje absurdalna hubryda: nazywamy zwierzeta ( ja - nie) "braćmi mniejszymi" i pzybieramy miny świętoszków molierowskich,a potem walimy ze wszystkich rur,nawet nie celując,byle zaspokoić prastary instynkt mordu. Co do Sokolego Oka to Skórzana Pończocha był pono lepszy,ale co tam powiesci. Dzieje się źle. Nie szanuje się zwierzyny,która była przecież przed nami (tez zreszta zwierzetami,tyle że powleczonymi cienkim lakierem kultury,a wystarczy poskrobać...) Pozdrawiam.
chciałem,oczywiscie,napisać "hybryda". Sorry.
Przepraszam,ze jeszcze raz wpadam, ale zauważyłem ze sterylizacja w Indiach miała juz poczatek w Niemczech Hitlera.a potem było "za dużo Polaków,za dużo w ogóle Słowian,Zydów etc etc" no i wybudowano wysokie kominy. Czlowiek bywa nieprzewidywalny. Jego ambicje regulowania przyrody moga sie zakończyć eliminacja zwierzat,jak to się dzieje w wyrąbywanej bezmyślnie i bezlitosnie Amazonii. Skrót naszego kolegi Chrisa o Hińczykach i Hindusach nie był zły. Obecnie na przykład w Iraku jest za dużo Irakijczyków,więc wysyła się B-52. To ironia typu wietnamskiego.
A to po czemu?:-P
Jest problem, Sam go dostrzegasz, należy znaleźć rozwiązanie. Pogadać zawsze możemy. Wg mnie to interesujace i znacznie lepsze rozwiązanie niż trucie już żyjacych zwierząt. Słyszałam o takim sposobie redukcji populacji bobrów. Mój sąsiad wyruł mi część kotów. Z zemsty. Jest chory psychicznie więc odpada jakaś tam odpowiedzialność za owo w sumie przestępstwo.
Wiesz jak one męczyły się przed śmiercią. Do tej pory słyszę to przeraźliwe miałczanie.
PS.
Sądzę, że powinniśmy skończć dyskusję na temat literówki. Pod tym względem nikt mnie nie pokona:oops: Pierwsza powinnam iść na wirtualny stos.
Lucyna: "pogadać zawsze możemy"
Już pan Prezydent nie zaakceptował słowa "gadać".Zgadzam się z nim tylko w kwestii,że samo gadanie jest czynnością jałową.Za dużo się gada,za mało robi.
Nie w tym wypadku. Zwróć uwagę, że lobby myśliwych i im podobnych używa słowa mówionego i pisanego aby doprowadzić do sytuacji, że wilki przez większość ludzi będą znienawidzone. Po II wojnie św. nie wydarzyła się ani jedna tragedia z wilkami w roli głównej. One nie stanowią zagrożenia dla nas, dla ludzi. Ciągle jednak słyszymy, że wilki stały się agresywne, podchodzą do domów, nawet raz zaatakowały tego czerwonego kapturka ze "szlaku nędzy bieszczadzkiej". Powoli czytelnicy prasy typu Nowiny będą sądzić iż rzeczywiście należy obawiać się tych drapieżników.
Wuka kropla drąży skałę. Słowo przeciw słowu. Być może ktoś kto tu zaglądnie zastanowi się przez chwilę, czy wilk naprawdę jest taki straszny jak go malują.
Oj Lucyno,wiem że słowo ma ogromną moc rażenia.Zwłaszcza ostatnio,kiedy spadła odpowiedzialność za to co się mówi.Chodziło mi o zwrot "możemy sobie pogadać",który jest adekwatny do wyrażenia "i cóz z tego wynika"?Mam nadzieję,ze coś dla wilków jednak z tego wyniknie.Uczyniły wiele strat w rodzinnym gospodarstwie(zagryzione źrebięta),pamiętam to bardzo dobrze,jednak jestem ich miłośniczką ,bo to niezwykłe zwierzaki.
Chciałbym nawiazac do jednej z wypowiedzi Lucyny odnośnie "wyczuwania ambon " . Otóż duża cześć wilków przebywa na terenie Nadleśnictwa Stuposiany, prosze uwierz mi nie ma takiego miejsca na tym terenie gdzie padlina jest wyrzucana pod amboną. Nie pisze tego ze wzgledu na jakies powiazania z tym nadlesnictwem ( w sumie wrecz przeciwnie) Moze jedno z nich jest tylko wyjatkiem -nie wiem ale znam dużo leśniczych z innych nadleśnictw ( ścislej łowczych ) ktorzy nawet " po cichu " nie chwala sie takim procederem.
Co do poletek , upraw. Nie sadzisz ze lepiej kiedy mysliwy ma zwierze nieruchome ,trafia pewnie (o ile nie jest to warszawiak w kapeluszu skorzanym z bmw )zwierze pada na miejscu, nie ucieka postzrelone do lasu. Mozesz powiedziec - wilki zjedza nie innego zabiją zdrowego osobnika . Ale taki mysliwy wykupi kolejny odstrzał , z plikiem banknotow 200 zł w lewej kieszeni moze tak w kólko. Uwarzam wiec że jesli strzelanie jest nieuniknione to powinno być wykonywane pewnie w czym takie poletka pomagają
Najlepiej uwiązać do drzewa i strzał będzie jeszcze pewniejszy.
Dlaczego zakładasz, że strzelanie jest nieuniknione? Że facet ma kasę? No przecież to nie jest odstrzał selekcyjny wykonany w zastępstwie drapieżnika. Powtórzę:
Jeżeli trzeba regulować populację jakiejś zwierzyny, to myśliwy jest ostatnim, który powinien o tym decydować.
1/ Lucyno: to co mógłbym Ci odpowiedzieć napisał już Juraj, nie będę więc dublować.
Dodam, że jestem przeciwnikiem hormonalnej ingerencji w przyrodę.
U gatunku ludzkiego, zabawa z hormonami (jakże często pożyteczna, ratująca zdrowie, czasem życie) niesie ze sobą b.poważne skutki uboczne.
2/ Juraj: Twój "prastary instynkt mordu" zamieniłbym na "zabijanie zwierząt
dla zaspokojenia głodu", i tylko tyle. Przypomnę. Np. Indianie (Am.Półn.) polując na bizony
zapewniali sobie przeżycie srogiej zimy. Nigdy nie zabijali dla samej przyjemności polowania.
Czcili zwierzęta, bo te "pozwalały" przeżyć. Itd.
Dlaczego wysadzacie myśliwych w powietrze? Daleki jestem od obrony myśliwych (flint-manów), sami się obronią, ale znam różnych: od pasjonatów lasu w najszerszym tego słowa znaczeniu, po doktorków wojskowych, którzy muszą "powalić" do zwierzaka, bo do człowieka nie mogą. Przynajmniej w Polsce. Tu jest różnica. We wszystkim, tak i tutaj nie chcę używać wspólnego mianownika.
KAŻDE lobby manipuluje argumentami, dla własnych korzyści. Bez wyjątków.
Starając się łagodzić skutki pędu cywilizacyjnego nie popadajmy w skrajności.
Ani w euforię, bo oto mamy, świetny, ale drogi sposób. Moim zdaniem jest bardziej okrutny niż tradycyjny. Zastrzelone zwierzę pada, leje się krew, itp.
Jest jatka. A "naukowe-biologiczne" metody? Ich nie widać, krew nie bryzga na lewo i prawo.
I to takie humanitarne. A skutki uboczne, o których pisałem? Macie ogólną wiedzę na ten temat? Ja, w przypadku zwierzaków - nie, chociaż próbowałem doinformować się. Albo za słabo, albo...Lobby za słabo informuje.
Nadal twierdzę, że strzelanie do wilka nie różni się od strzelania do jelenia czy dzikiej kaczki, poza kalibrem i rodzajem amunicji.
Nie zmienia to faktu, że dla mnie wilk nie jest zagrożeniem, prędzej żmija,
którą mogę niechcący przydepnąć.
Pozdrawiam
Kupię,zeskanuję i zapodam w celu poznawczym:
http://www.lowiecpolski.pl/lowiecpolski.php?aID=2311
Wiem kim jesteś i nie posądzam Cię o stroniczość. Bardzo lubię pierogi ale tylko robione przez Twoją Mamę.
Podam Ci najbardziej rażący przykład: Choceń. Na szkoleniu w czasie wędrówki śladem żubrów widzieliśmy masę kości, potem gdy byłam z grupą to nieopodal ambpny był padnięty cielaczek. Podobna sytuacja w dolinie Solinki cielę. W Rudence pies.
Mając do wyboru sytuację, że trafione zwierzę ginie od razu i taką jakiej byłam świadkiem coś z dwa razy, że postrzelony w tych przypadkach jeleń męczy się godzinami oczywiście, ze wolę tę pierwszą. Nie jestem myśliwym, kilku moich kolegów poluje i prawdę powiedziawszy to oni zwracają uwagę, że z etyką myśliwych dzieje się coś niedobrego. Ostatnio rozmawialiśmy na temat dobrze wyszkolonych psów posokowców, które kiedyś służyły do tropinie postrzelonych zwierząt. Z rozmowy wynika, że takich prawie nie ma lub nie ma na erenie Podkarpacia. Z tego co wiem etyka mysliwska nakazuje sprawcy postrzelenia znalezienie rannego zwierzaka i go dobicia.
Tak, każy chce aby racja była najmojsza. Położyź jednak na wirtualnej wadze racje myśliwych i racje ekologów. Która szala przeważy.
O ingerencji hormonalenej w świat dzikich zwierząt dopiero niedawno dowiedziałam się. Znam jednak sprawę antykoncepcji u kotek. Mając do wyboru zabieg chirurgiczny i zastrzyki wybrałam proverę. Wiem jakie zagrożenia dla zdrowia i życia koteczek stanowi w nieodpowiednim czasie podana tabletka lub zastrzyk. Ropomocicze lub śmierć przy porodzie martwych kociąt o ile spóźnię się z cesarskim cięciem lub nastąpi zakażenie okołoporodowe.
Nie różni się.
Dla mnie zagrożeniem jest pszczoła i jej koleżanki z rodziny os. Czy to oznacza jednak, że mam postulować wytrucie tych owadów?
Na szkoleniach, w czasie oprowadzania grup po muzeum przyrodniczym w Ustrzykach naukowcy powtarzają: w Bieszczadach najczęściej atakują osy i szerszenie, żmije oraz zdarzają się sytuacje iż niedźwiedź "popieści" człowieka.