Zewnętrznie - rzeczywiście, brak tu podobieństwa. Ale elitaryzm przyjmuje różną postać w różnych epokach.
Do szlachty z okresu schyłkowego - owszem, brak tu podobieństw. Jedna wcześniejsza szlachta stawiała sobie ideał ubóstwa duchowego i starała się kultywować tradycje rycerskie.Odwołanie się do złotej wolności szlacheckiej: też ciężko pogodzić obraz sarmaty z wizją zakapiora - człowieka która jak mam rozumieć nie przywiązuje przesadnej wagi do rzeczy materialnych vel "komercji" więc nijak ma się do szlachciurskiego "za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa".
Ludzie luźni istnieją do dziś; nazywa się ich włóczęgami. Ja w swojej książce nazwałem ich włóczęgami plebejskimi, w odróżnieniu od włóczęgostwa elitarnego, uprawianego od XIX w. przez inteligencję. Zakapiorzy mieszczą się gdzieś pośrodku. Mam nadzieję, że zakapiorzy nowej generacji pozbędą się całkowicie negatywnych cech włóczęgów plebejskich (które wszyscy znamy...).Żeby nie poprzestać tylko na krytyce moją propozycją zbliżoną do zakapiorstwa(zakapioryzmu?) która występowała już w historii pod naszą szerokością geograficzną jest zjawisko ludzi luźnych (ogólne zakreślenie tematu w linku http://biznes.pwn.pl/haslo/3934666/luzni-ludzie.html) jako żywo przypominający sposób życia i chyba też idee/wartości którymi kierują się panowie w kowbojskich kapeluszach. Historia tego prawie ,że oddzielnego stanu w hierarchii społecznej jest niezwykle ciekawa, osobiście polecam książkę pana Baranowskiego "Ludzie gościńca w XVII–XVIII w." wymienioną zresztą w bibliografii artykułu do którego podałem link.
Ale nie można redukować zakapiorów do samej tylko włóczęgi. Można wręcz powiedzieć, że choć pojęcie zakapiora i włóczęgi dotyczyło tego samego typu ludzi i jeden w drugiego łatwo mógł się zmienić, to zakapior jako taki typowym włóczęgą nie był. Albo prowadził życie osiadłe czy półosiadłe (w sensie miejsca zamieszkania) - choć tymczasowe, albo włóczył się po ściśle określonym terytorium, jak Bieszczady czy jakiś większy kompleks leśny.
Podstawową ideą zakapiorstwa była zasada życia na dziko, utożsamiana z wolnością absolutną. I tu można sobie znaleźć dosyć analogii z naszej historii, jak dawni Słowianie, Kozacy, Kurpie czy ogólnie mazowieccy budnicy.
Swoją drogą, uważam, że literacka polonizacja koncepcji Dzikiego Zachodu jest istotnie pilna, gdy się pamięta, jakich spustoszeń dokonano w polskim społeczeństwie, opierając się na istniejącej w nim fascynacji "Zachodem", utożsamianym z jego "Dziką" wersją. Obecnie jestem na etapie zbierania pomysłów do takiej powieści. Akcja dzieje się w czasach Bolesława Chrobrego, kiedy to Polska jest Dzikim Zachodem, krainą przygody. Mają w niej miejsce wielkie łowy i leśne wojny plemienne, kowbojów zastępują koniarze (pasterze koni), traperów - tradycyjni słowiańscy zawodowi myśliwi, pancerni Chrobrego zawsze przybywają na czas. Arystokracja polska składa się wyłącznie z egzystencjalistów. Po kraju włóczą się błędni rycerze; dwór Bolesława Chrobrego jest ich główną przystanią. Wśród nich są przeniesieni w tamte czasy kaskaderzy literatury. Dodatkowym motywem jest wątek piracki.



Odpowiedz z cytatem