Hej:)
To rzeczywiście może być przełom w wojnach o pojazdy silnikowe w lesie. Mnie się podobają pkt-y: 1, 3, 5, 6, a nade wszystko 7 i 8. Skanalizowano onegdaj np 'dzikie' biwaki turystyczne na terenie LP i nie tylko. A więc przyszedł czas na pojazdy terenowe wszelkiej maści na terenach objętych jakimiś formami ochrony.
Co do karania sprawców wykroczeń: okrutną karą dla faciów, którzy celowo zdejmują z samochodów i innych pojazdów terenowych tablice rejestracyjne byłoby zatrzymywanie ich pojazdów, odholowywanie na ich koszt na najbliższy parking powiatowy (może nawet przy komendach wojewódzkich?):D i pozostawianie tam do chwili wyjaśnienia sprawy, wyznaczenia kary i rozliczenia się z władzami. Gdyby dobrze to urządzić, to procedury mogłyby trwać pół roku, a więc właściciel przez pół roku mógłby trenować sprężystość mięśni nóg;> Byłoby zdrowiej i milej dla wszystkich.
Co do artykułu Kuby i jego świętej wiary w to, że niefachowcom nie wolno pisać na Forum o sprawach ich dotyczących - to mi pachnie bywszym ustrojem i zdecydowanie potępiam takie postawy. Choć przyznam - z argumentacją Kuby dotyczącą postępowania prokuratury zgadzam się niemal całkowicie. Niemal - bo jednak nie do końca przekonuje mnie jeden argument, o niemożności przewidzenia przez motocyklarza zachowania się pieszych. Po pierwsze - takie postawienie sprawy daje rękojmię motocyklistom jeżdżącym po chodnikach, że włos im z głowy nie spadnie, gdy kogoś 'przelecą'. Po drugie - istnieje wyraźny związek przyczynowo-skutkowy w omawianym przypadku. To nie jest tak, jak z tym gościem dławiącym się swą protezą na skutek okrzyku wroga palenia. Są przepisy, których łamanie wprost może prowadzić do wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Za taki uważam przypadek z Kudłaczy. Reakcja ofiary była reakcją wprost na zachowanie sprawcy. Reakcja sprawcy wskazuje (jak twierdzi adwokat ofiary) że sprawca nie zrobił nic, aby uniknć wypadku. Po trzecie: jakoś nie słychać o zderzeniach turystów z gazikami leśników. Kto miał szczęście być niemal przejechany przez motocyklistów, ten wie o co chodzi. 1 na 100 zwalnia, gdy widzi pieszych. To zwykle są młode gnojki z zawyżonym poczuciem wartości. Tym bardziej przypadek z Kudłaczy powinien być poddany przynajmniej ocenie sądu, a nie broniony z całych sił przez prokuratora. Wcale sąd nie musi uznać dowodów 'za', ani też dowodów 'przeciw' winie. Ale nawet nie dojdzie do takiej konfrontacji i pozostanie powszechne przekonanie, że znów prokuratorzy coś spieprzyli, a może nawet wzięli w łapę...
Pozdrawiam,
Derty



