Jak najbardziej. Przejście jest dla wszystkich. Selmence są bardzo ciekawym i zarazem strasznym miejscem. To do 1946 roku była jedna wieś, która przez kaprys Stalina została przedzielona na pół granicą państwową. Rozdzielili rodziny. Dopiero po kilkunastu latach można było podchodzić do obu stron granicy i tak rozmawiać. A dopiero od powstania niepodległej Ukrainy można było się odwiedzać. Ale to była wyprawa na cały dzień! Albo i więcej. Aby odwiedzić sąsiada mieszkającego 700 metrów dalej, trzeba było najpierw pojechać do Użhorodu, tam poczekać w kolejce, przejśc granicę, przejechać do Selmenców - zajmowało to jakieś 8-10 godzin. A później weszły wizy i była w ogóle dupa. Bo trzeba było dodatkowo jechać do Użhorodu po wizę (Słowacy musieli jechać do KoszyTc). Koszmar!
Całe te kilkanaście lat mieszkańcy Selmenców apelowali wszędzie gdzie się da, by im otworzyli przejście graniczne. Ale Bratysława i Kijów miały... ważniejsze problemy, bo nie chcę mówić brzydko. Sprawa otarła się o Kongres USA i Radę Europy, że to co się dzieje to łamanie praw człowieka. Zaraz po pomarańczowej rewolucji, w lutym 2005 otwarto piesze przejście graniczne. Miałem przyjemność być tam zaraz po tym, szczęście jakie towarzyszyło ludziom, którzy mogli się spotkać legalnie po 60 latach rozłąki, trudno opisać... W obu częściach wsi wielu ludzi jest bezrobotnych, teraz przynajmniej słowaccy Węgrzy z Selmenców mogą przejść do swoich ukraińskich ziomków, posiedzieć w karczmie, wypić z nimi kawę lub piwo... To niby tak mało, ale ludzie o tym marzyli przez 50 lat. Słowacy nakręcili świetny film dokumentalny o Selmencach - Hranica, byłem na tym w kinie, ale nie wiem, czy film jest dostępny w necie. Ale jak ktoś ma możliwość, to warto oglądnąć.



Odpowiedz z cytatem