Niestety, jesteśmy opóźnieni. W Leszczowatem byliśmy umówieni z Panem Kapustyńskim o 16.
Jedziemy już w ciemności. W Łodynie okazuje się, że Kasia, Joorg i Nunex to od dziecka miłośnicy kopalń ropy naftowej. Dosłownie czują się w temacie jak ryby w wodzie. Koło jednego z kiwonów widzimy dwie łanie. Podjeżdżamy do cerkwi. Po chwili dochodzi do nas Pan Kościelny. Czekał na nas ponad pół godziny, zmarzł więc poszedł do domu. Spodziewał się autokaru, a tu przyjeżdża autko terenowe.
No i ta ślicznota. Wchodzimy do świątyni po ciemku. Oświetlamy sobie drogę komórkami. Pstryk i widzimy wnętrze dawnej cerkwi. Obserwuję twarze Kolegów. Widać na nich zachwyt. Najbardziej zauroczony wnętrzem jest Janusz. Dotyka ścian, ołtarza. Widać niedowierzanie na Jego buzi. Spodziewał się marmuru, a pod opuszkami palców czuje...drewno. Rozpoczyna się rozmowa z panem Kapuścińskim i focenie. Najładniej, palichromie pokrywające dosłownie całe ściany, wnętrze świątyni scharakteryzował Joorg: to bazylika. Prestoł, pozostałości po ikonostasie, uratowana piękna płaszczenica. Kościelny opowiada o zniszczeniach uczynionych przez żółdaków. Joorg podchodzi i dotyka obrazy podziurawione bagnetami. Cerkiew jest czyściuteńka, bardzo zadbana, widać tu rękę troskliwych gospodarzy. Niestety, musimy wracać do domu. Rzucamy do skarbonki drobne datki. Kościelny jest bardzo zadowolony. W rozmowie okazało się, że tutejszych parafian stać na niewiele. Zresztą niewiele im potrzeba. Tylko trochę pieniędzy na gwoździe, farby, drewno, a reszta to dzieło ich rąk. I nowa podłoga i część ławek.
Obiecujemy sobie, że wrócimy tu za dnia w podobnym aczkolwiek wzbogaconym składzie.
W drodze powrotnej przez Wańkową słucham opowieści Kolegów o ich wypadach w ukraińskie Karpaty. Na pierwszy rzut oka widać, że to grupa kumpli, którzy niejedną drogę razem przebyli.
Żegnam się z Kolegami w Olszanicy. Jak ten dzień szybko minął. Żal się roztawać. Do zobaczenia w Niedzielę moi Drodzy.


Odpowiedz z cytatem