Powiedzmy, że jestem członkiem ukraińskiej społeczności, identyfikuję się z nią, mówię po ukraińsku, autentycznie zależy mi aby na Ukrainie było jak najlepiej, jestem związany z tym krajem materialnie (im lepiej Ukrainie, tym lepiej i mnie, im gorzej - tym gorzej dla mnie) i jestem przez Ukraińców traktowany jak swój. To samo mogę powiedzieć o Polsce. Angażuję się w sprawy Ukrainy i na Ukrainie jeszcze nikt mi nie zarzucił "wtrącania się w nie swoje sprawy", bo to również moje sprawy.
Dlatego użyłem wyrażenia MY. Ale OK, mogę to ująć inaczej. Otóż nie spotkałem na Zachodniej Ukrainie nikogo, kto cieszyłby się z powodu dziur w drodze, zamkniętych granic, bezrobocia i konieczności przeżycia za głodową emeryturę. To chyba oczywiste. A rozwój turystyki to w Karpatach jedyne, co na dzień dzisiejszy może polepszyć ciężką sytuację tych biednych ludzi. No przecież nie wybuduje się tam fabryk ani biurowców.
Druga sprawa - kwestia identyfikacji. Dla wielu Polaków Zachodnia Ukraina to wschód, ale zdecydowana większość mieszkańców Zachodniej Ukrainy uważa inaczej, to znaczy woli opcję zachodnią. Doskonale było to widać na Majdanie, podczas Pomarańczowej Rewolucji, którą poparli i w którą zaangażowali się niemal wszyscy mieszkańcy Zachodniej Ukrainy (jakieś 90%). I tam chodziło między innymi o wybór geopolityczny, czy Ukraina ma być częścią Zachodu, jego struktur (Unia Europejska, Schengen, Europejski Obszar Gospodarczy) i systemu wartości, czy też ma być "wschodem". Otóż podczas Pomarańczowej Rewolucji zachodnia część kraju zdecydowanie odrzuciła wszystko co wschodnie i opowiedziała się za byciem częścią Zachodu. I ten wybór trzeba uszanować.
Wiem, wiele w tym naiwności, bo wielu osobom na Ukrainie wydaje się, że wystarczy wejść do UE i od razu spadnie manna z nieba. Ale tak czy inaczej, w Użhorodzie czy Mukaczewie ludzie czują się bardziej związani z Bratysławą, Wiedniem czy Budapesztem, niż z Donbasem czy nawet Kijowem. Taka specyfika Ukraińskich Karpat, że one zawsze były częścią państw cywilizacji zachodniej (Węgry, Austria, Czechosłowacja), a tylko przez 50 lat były w Związku Radzieckim. I ludzie się wkurzają: "jak to, w czym my jesteśmy gorsi od Słowaków czy Rumunów, że nas nie wzięli do Unii i odgrodzili się od nas koszmarną granicą i wizami".
Nieco inaczej jest na wschodzie Ukrainy, tam rzeczywiście ludzie uważają się za część Wschodu i chcą tego, ale równocześnie również chcą do Unii. Mieszkańcy Donecka chcą po prostu, by Ukraina była prorosyjskim, przyjaźnie do Rosji nastawionym członkiem Unii Europejskiej i strefy Schengen, ściśle współpracującym z Rosją (jak Włochy czy Finlandia). Oni nie chcą do NATO, ale do Unii jak najbardziej. I moim zdaniem trzeba to uszanować i wspomóc ten wybór.


Odpowiedz z cytatem