Ja jestem przeciw takim rozwiązaniom. Wywalić domkowiczów letniskowych i willowiczów, powstrzymać konsumpcję gór przez stonkę - owszem, ale miejscowej ludności nie ruszać. Starczy wtedy miejsca dla zakapiorów.
Tylko jak rozpoznać kto miejscowy a kto nie? Wydaje mi się, że większość to przyjezdni (ilu powróciło po zsyłce?) Czy kryterium był by poziom zamożności? Bogaci won bo nie pasują do przaśnych krajobrazów? A może poprzebierać jak Kargula w "Samych swoich"?
"W tak pięknych okolicznościach przyrody... i niepowtarzalnej... " J.H.