nie będzie nas, będzie las... jak w Czernobylu...
a tak nie apropo, przed wojną teren obecnych Bieszczad polskich w tych granicach był określano jako nieciekawy, podobnie jak Beskid Niski. Zaorane, gęsto zaludnione, bieda. Wtedy bractwo wysiadalo w Siankach, baza była, i leciało na lewo, hen po Popa Iwana. To można sobie wyczytać z przedwojennych przewodników. A na prawo nie, mało kto łaził. Miałem kiedyś możnosc otrzeć się o harcerza który w latach trzydziestych miał obóz na Jaworzcu, przyjechał do schroniska powspominać młodość.
Gadałem z goścmi, co zaczynali łazic po Biesach w latach pięćdziesiątych, to był hardkor. A później co dekada coraz więcej ludzi. Już w latach osiemdziesiątych Wetlina miała tytuł najbardziej turystycznej wioski w kraju. Jednak jeszcze wtedy było dzikawo, taką granicą jest rok 1989.
Wszystko się pozmieniało, bractwo wybrało zagranicę i skonczylo się bujne życie w Biesach, co dekada, ubywało ludzi z plecakowiczów.
Od tych kilkunastu lat w Biesy zaczynają wjeżdzac inni ludzie, turyści .. no turyści, no... aaa tam. Plecakowicze są w coraz mniejszej mniejszości, rozwija się baza turystyczna, ale ludzie inni. Każdy prawie przyjeżdza swoim autem, rzecz nie do pomyślenia kiedyś. Trend nie do zatrzymania.
Pamiętacie ludziska dowcipy o autostopie w Bieszczadach? - autostopami, wszędzie wlizie...
Ale pensjonaty to przyszłośc. Wiecie ile było przed wojną w Gorganach i Czornahorze (polskich) pensjonatów, schronisk? 1280 ! Po II wojnie kilkanaście turbaz.
Ja sie młodszy nie robię, zatem coraz mniej pod namiot. Ale mam receptę na spensjonatowienie Biesów. Komu trzeba dzikich gór, niech wali na Ukrainę, nie zawiedzie się. Tylko chłopi ukraińscy coraz większe stawki walą...


Odpowiedz z cytatem
